Polecamy zwrócenie uwagi na magazyn “OiD.Obraz i Dźwięk”. Magazyn wydawany jest przez Wydawnictwo OiD, ukazuje się od stycznia 2014, w formie cyfrowej, jest dostępny na tablety Apple iPad (wkrótce również wersja na Androida). Kilka dni temu premierę miał nr 2/2014, który opanowała Metallica (przy okazji premiery “Through the Never” na srebrnym krążku). Numery 1 i 2 są dostępne promocyjnie do pobrania za darmo.
W numerze między innymi felieton „Kradzione nie tuczy” oraz recenzja filmu „Through The Never”. W środku newsa fragmenty obu tekstów!
Felieton „Kradzione nie tuczy” – fragment
Rock’n’roll nigdy nie miał łatwo. „Rock jest martwy” – marudzili od niepamiętnych czasów branżowi żurnaliści i tak zwani „znawcy tematu”, wytykając kolejnym pokoleniom kudłatych szarpidrutów artystyczną stagnację, kurczowe trzymanie się korzeni i brak jakichkolwiek perspektyw rozwoju. „Rock się skończył” – załamywali ręce miłośnicy gitarowych brzmień każdorazowo, gdy ziemski padół opuszczał Hendrix, Elvis albo inny Kurt, tudzież kiedy w późnych latach dziewięćdziesiątych po schyłku ery MTV i flanelowego grunge’u po raz pierwszy od kilku dekad w świecie rocka nagle nie nastało kompletnie nic nowego. „Rock’n’roll umarł” – wykrzykiwali konsekwentnie przez lata w tekstach swoich utworów również sami muzycy: Jim Morrison, Lenny Kravitz, Brian Warner (aka Marilyn Manson), a nawet nasz rodzimy „Grabaż” z Pidżamy Porno.
Jednak rock, wbrew utyskiwaniom malkontentów i manifestacjom droczących się z krytyką rockmanów, wcale umrzeć nie zamierzał. Co więcej – niczym niezłomny monolit trwał przez kolejne dekady, dowodząc, że zawsze będzie zapotrzebowanie na długie włosy, skurzane kurtki i jazgot przesterowanych gitar, a konserwatyzm i uporczywe trzymanie się przyjętych przed laty ram to nie żadna wada, lecz oczywista zaleta i gwarancja jakości. I kiedy wydawało się, że tak już zostanie – że wierna swoim korzeniom muzyka niepokornych przetrwa na wieki jako jeden z ostatnich bastionów obrony przed toczącą świat show-biznesu chorobą – koniunkturalizmem, rock ostatnio nagle nieoczekiwanie zaczął podupadać na zdrowiu. A wszystko dlatego, że w epoce dziadka Google’a i niematerialnych nośników muzyki nagle miłośnikom gitarowych brzmień przypomniało się, że przecież tak naprawdę „kradzione nie tuczy”…
„Jak można zgwałcić prostytutkę?” – dopytywał swego czasu pewien rodzimy, święcie przekonany o trafności swego żartu i słuszności wyznawanej retoryki ludowej polityk z samych szczytów ówczesnej władzy. Niestety, dziś równie absurdalnie – i najwyraźniej również bez jakiejkolwiek refleksji – zdają się zachowywać zwolennicy „darmowej” muzyki z różnej maści torrentów, odpierając kierowane pod ich adresem zarzuty retorycznym – w ich mniemaniu – pytaniem: „Jak można ukraść coś, czego nie da się wziąć do ręki?”. Tego typu „argumenty” padały zresztą już dekadę temu, kiedy wielka Metallica, czując podskórnie, w jakim kierunku zmierza cyfryzacja muzyki, toczyła batalię o zamknięcie serwisu Napster darmo udostępniającego milionom użytkowników muzykę w formacie MP3 z całkowitym pominięciem wytwórni muzycznych i właścicieli praw autorskich. I chociaż ostatecznie sąd przyznał muzykom z Bay Area słuszność w sporze o prawo do zarabiania na swojej własności, zasiane przez Napstera w głowach jego milionów użytkowników ziarnko – przekonanie o „moralnym” prawie do niepłacenia dusigroszom z bezdusznych wytwórni muzycznych, wzmocnione nienawiścią do muzyków Metalliki (i im podobnych) wykreowanych przez proces z Napsterem na „skąpców”, „sknery” i „pazernych, gwiazdorzących milionerów” – zakiełkowało, dając początek modzie na niepłacenie za muzykę. Debiutujący niedługo potem pogrobowcy Napstera – YouTube i torrenty – dokończyli dzieła zniszczenia dotychczasowego status-quo…
Dziś podstarzali chłopcy z Metaliki po raz kolejny dostają dowód, że w sporze z Napsterem to rzeczywiście oni mieli rację. (…)
Recenzja filmu „Through The Never”
Gwiazdy muzyki „głównego nurtu” od zawsze miewały swoje różne, mniej lub bardziej dziwaczne fanaberie. Michael Jackson prowadzał się swego czasu z oswojonym szympansem, Beyonce żądała od organizatorów swoich koncertów zapewnienia w garderobie nowiutkiego sedesu i czerwonego papieru toaletowego, Iggy Pop – zaopatrywania przed występami w garść znienawidzonych brokułów (aby potem mógł je ostentacyjnie wyrzucić do kosza), a Steven Tyler z Aerosmith – conocnego towarzystwa „nałożnic”, uprzednio obowiązkowo potraktowanych mydłem i wodą z prysznica (bo – jak sam twierdził – „choć myśli miał brudne, ciało musiało być czyste”). Muzyków Metalliki po ich spektakularnym awansie z heavy-metalowej niszy na mainstreamowe salony również nie ominęła ta dziwaczna przypadłość, skutkiem czego zaczęli realizować swoje najrozmaitsze, egzotyczne kaprysy. Na szczęście jednak w przeciwieństwie do większości kolegów po fachu mieszczące się ściśle w ramach ich artystycznej działalności.
Kiedy jednak wydawało się, że po mezaliansowym romansie z grupą filharmoników, ekshibicjonistycznej, „oczyszczającej” psychoterapii na oczach milionów widzów, niezrozumianych przez publikę, surowych aż do bólu albumach „St. Anger” i „Lulu” i zaplanowaniu koncertu na biegunie południowym w towarzystwie rzekomo złaknionych thrash-metalu pingwinów, muzycy wreszcie opamiętają się i zamiast usilnie przekraczać kolejne muzyczne bariery nagrają w końcu ten nieszczęsny, z dawna oczekiwany album na miarę ich opus-magnum, „Pana Marionetek” (albo przynajmniej coś na kształt „Czarnej Płyty”), ci wymyślili sobie nową zachciankę: film w 3D z elementami koncertu, fabuły i „fajans-fikszyn” na wzór słynnego „Moonwalkera” Michaela Jacksona. I chociaż wyniki obrazu „Through the Never” w Box Office tego nie potwierdzają, trzeba przyznać, że wyszło im całkiem nieźle. (…)
Link do magazynu w Appstore
https://itunes.apple.com/us/app/obraz-i-dzwiek/id783562896?l=pl&ls=1&mt=8



