Tonny Iommi udzielił ostatnio całkiem interesującego wywiadu magazynowi Revolver. Legendarny gitarzysta mówił między innymi o tym jak choroba wpłynęła na sposób pisania przez niego riffów, jak miał brzmieć nowy album i czego oczekiwał od zespołu producent. Przetłumaczona rozmowa czeka w rozwinięciu.

Zajęło wam trochę czasu wydanie „13”. Jak wyglądały pierwsze sesje nagraniowe?
Udaliśmy się do studia Sunset Marquis w L.A, to spokojne miejsce, można tam dojechać niezauważonym. Przyniosłem swoją płytę zapełnioną riffami. Mam ich pełno: setki pomysłów i riffów. Puściłem to chłopakom i wybraliśmy te, które podobały nam się najbardziej.
To było mniej więcej w momencie, kiedy zdiagnozowano u ciebie raka, prawda?
Wtedy pisaliśmy i odbywaliśmy próby, a ja ciągle odczuwałem bóle w pachwinie. Ozzy powtarzał „Nie wyglądasz za dobrze”, powiedział mi, żebym coś z tym zrobił. Miałem niedługo wrócić do Anglii, żeby poddać się innej operacji, więc postanowiłem poczekać. Powiedzieli mi, że znaleziono u mnie guzki. Nic sobie z tego nie robiłem, ale to był rak.
Od razu przerwałeś prace nad płytą?
Tak, w głowie miałem tylko myśl, że chce się tego pozbyć i wyzdrowieć. Po pewnym czasie powiedziałem chłopakom „jak wpadniecie do Anglii, to możemy robić coś dalej.” Nie mogłem przerwać kuracji, byłem słaby i zmęczony, jednak chciałem kontynuować prace.
Czy twoje problemy zdrowotne uczyniły riffy bardziej złowrogimi?
Tak, wymyśliłem kilka NAPRAWDĘ złowrogich riffów. [Śmieje się] Co zabawne, wymyślałem te złowrogie riffy, a potem spotykałem się z chłopakami i ciągle się śmialiśmy i ogólnie było zabawnie.
Lwia część „13” to ponad siedmiominutowe kawałki. To mnóstwo riffów.
W kilku utworach jest dużo różnych riffów. [Śmieje się] Kiedy wpadniesz na jakiś riff, nigdy nie wiesz gdzie cię on zaprowadzi. Poważnie, z jednego z tych utworów możesz zrobić pięć innych. [Śmieje się]
Producent, Rick Rubin puścił wam pierwszy album Black Sabbath, żeby was natchnąć. Baliście się, że chce zrobić album taki, jakie robiliście przed laty?
Rozumiałem o co mu chodzi. Nie chciał, żebyśmy zrobili dokładną kopię tamtej płyty, chciał jednak uzyskać tamten klimat, bo był on naturalny i surowy. Coś w stylu „jak wyglądałaby ta płyta, gdyby była nagrywana po ‘Black Sabbath’?” Ciężko jest pozbyć się 40-letnich przyzwyczajeń i zapomnieć rzeczy, których się nauczyło. Wchodząc do studia staraliśmy się uzyskać klasyczne brzmienie. Rick na początku twierdził, że mój wzmacniacz brzmi za „metalowo.” Powiedziałem mu wtedy, „Mogę tak brzmieć. Ja zaczynałem tak grać.” [Śmieje się]