Dziś – trochę nietypowo i inaczej niż zwykle – chcieliśmy Wam zaprezentować krótką recenzję EPki naszych przyjaciół z zespołu Charlie Monroe. Ktoś zapyta – kim są Charlie Monroe, do cholery i dlaczego o nich piszecie? Otóż piszemy o nich dlatego, ponieważ są świetnie zapowiadającym się polskim zespołem, który grając niekoniecznie metalową muzykę, potrafi przekazać wcale nie mniejszą ilość energii. Jakby tego było mało, w składzie zespołu znajduje się nasz znajomy basista – Maciek, który swoją karierę rozpoczynał swego czasu w coverbandzie Metalliki – Mikotallice. Nie ma więc żadnych przeszkód, abyście także i Wy poznali, co gra szalona szczecińska czwórka i sami ocenili, czy się do czegoś nadają!

Gdy widziałem ich po raz pierwszy na żywo, nie wiedziałem czego się spodziewać. Był to jeden z koncertów gdzie grali moi znajomi – supportując w Warszawie prawdziwą gwiazdę – Luxtorpedę – relację z tego wydarzenia znajdziecie na naszych łamach. Z tamtego wieczoru headliner był oczywiście klasą samą w sobie, ale także supporty – a przede wszystkim Charlie Monroe – zapadły na długo w mojej pamięci. Od tego czasu minęło już trochę a teraz – zespół wydaje swoją oficjalną, debiutancką EPkę, kręci teledysk (ukaże się już za chwilę) i przymierza się do wypłynięcia na szerokie wody.
Charlie Monroe to założona w Szczecinie grupa składająca się z czterech osób, kochających ciekawe, funkowo – rockowe brzmienia. Jak możemy przeczytać na ich stronie internetowej:
Miło jest nam podzielić się informacją, że zakończyliśmy pracę nad naszą debiutancką EPką, która nosi tytuł „Charlie Monroe”. Utwory pochodzą z sesji nagraniowej, która odbyła się na przełomie lutego i marca w Puszczykowie w „Małym Studio” należącym do Roberta Friedricha. Nagrywał nas Jakub Biegaj i efektem naszej wspólnej pracy jest 11 utworów. Ze względu na ograniczenia czasowe zarejestrowaliśmy wokale do 6 z nich i to one znalazły się na EPce.

Miks odbył się w Szczecinie, a wykonał go Maciej Cybulski, który również dograł klawisze do 3 numerów. Zdecydowaliśmy się na nagranie jednego utworu po polsku. Powstanie do niego również teledysk, do którego zdjęcia rozpoczną się pod koniec lipca. Premiera teledysku będzie również oficjalną premierą EPki i dopiero wtedy usłyszycie polski kawałek. Ponieważ jednak dotarł już do nas nakład, można próbować się z nami umawiać i otrzymywać EPkę przedpremierowo. Wszystkimi utworami poza polskim podzieliliśmy się również na youtube jednak w stuprocentowo prawidłowej jakości możecie posłuchać ich tylko na płycie.
Tytuły kawałków na EP:
- Miłość
- Whatever
- Choices
- House Of House
- Someone
- Freedom
My mamy ten przywilej, że całą EPkę (wraz z kawałkiem po polsku, niedostępnym jeszcze nigdzie) mamy już na naszym biurku i zamierzamy ją dla Was zrecenzować. Jako, że nie jestem oczytanym i rozpoznającym nuty na pięciolinii muzykiem będzie to recka subiektywna, amatorska, po prostu „moja”. Przyznam szczerze, że zebrane w jednym miejscu utwory Charlie Monroe kopią tyłek i myślę, że każdemu otwartemu na muzykę fanowi rocka na pewno przypadną do gustu! Zapraszam do przesłuchania kilku utworów i przekonania się, że rockowo – funkowe brzmienia ze Szczecina potrafią nieźle zapaść w pamięci!

EP nazywająca się po prostu „Charlie Monroe” rozpoczyna się nietypowo, ponieważ utworem zaśpiewanym w całości po polsku (reszta jest w całości po angielsku). I tutaj od razu wygłoszę swoja subiektywną opinię: uważam, że ten utwór jest doskonałym otwieraczem tej płyty i to świetnie, że właśnie „Miłość” będzie okraszona klipem z prawdziwego zdarzenia. Ciekawe, zadziorne brzmienie, nieco banalne i proste – ale w pozytywnym sensie i napisane z pełną premedytacją – teksty to to, co może uczynić z tego kawałka prawdziwy przebój chociażby w stacjach radiowych. Nie ma tu mega szybkiego, energetycznego grania. Kawałek zaczyna się dosyć spokojnie, aby po 2-3 powtórzeniach pytania „Czy wiesz już, co chcesz czuć?, Czy powiesz do mnie wróć?” przerodzić się w całkiem ciekawe, funkowe, gitarowe solo.
Czekamy na teledysk! Klip jak i i sam utwór będzie dostępny dopiero za jakiś czas, ale zapewniamy Was, że jeśli spodoba się Wam reszta kawałków, które opiszę poniżej, to „Miłość” sprawi, że w Charlie Monroe dosłownie się zakochacie.

Drugim utworem jest „Whatever”, który jest naprawdę prostym, ale zarazem niesamowicie wpadającym w ucho numerem. Nie da się zapomnieć przede wszystkim refrenu, który sprawia, że „noga sama chodzi”. Radosna partia gitarowa, oraz ciepły wokal Martyny (etatowa wokalistka Charlie) to przepis na sukces krótkiego (3:20 min) utworu, dobrze pasującego jako następca „Miłości” i poprzednik…
httpvh://www.youtube.com/watch?v=HQSupLKG0Ks
Poprzednik „Choices”. Tutaj już od pierwszej chwili czuć świetny klimat i „vibe”, który potrafi się odczuć przede wszystkim na koncercie. Zapewniam Was, że jeśli kiedykolwiek będziecie mogli pójść na koncert ChM, to właśnie podczas „Choices” publiczność wpadnie w szał po raz pierwszy. „What you gonna do?” – z takim pytaniem zwraca się do nas szczeciński kwartet, zmieniając tempo i dochodząc aż do krótkiego, wypełnionego gęstym vibrato solo.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=xobvLbzlK9M
„House of house” – numer cztery, zaczyna się spokojnie i trochę leniwie, nietypowo. Po krótkim intro wydaje się, że za chwile odlecimy w kosmiczny odjazd serwowany w większości utworów i faktycznie po pewnym czasie do gry wchodzi bas, który skutecznie rozkręca utwór. Jeszcze przed połową „House” jest już 2 razy szybszy niż na początku, jednak mimo wszystko cały czas trzymany jest w ściśle ustalonym tempie. Chyba szkoda, że muzycy postanowili trzymać ten numer w ryzach, może warto było spuścić go ze smyczy i zakończyć prawdziwym, szalonym, gitarowym solo? Tego się niestety nie dowiemy, ale wg. mnie „czwórkę” można było zagrać trochę bardziej energetycznie. Z drugiej strony uważam, że to zabieg celowy, bo kolejny w kolejce numer na EPce to mój zdecydowany faworyt.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=SfeXh7jlVKc
„Someone” to numer, przy którym nie da się usiedzieć w miejscu, szczególnie, gdy odkręcimy go nieco głośniej! Charakterystyczne, funkowe granie nasycone naprawdę ciekawym głównym riffem to przepis na sukces i to widać świetnie właśnie w przypadku „Someone”, który w końcowej części wpada właśnie w coś, czego brakuje „House of House”. Szalone, trochę psychodeliczne solo to jest to, co kocha publiczność koncertowa. Wg. mnie największy hit tej EPki!
httpvh://www.youtube.com/watch?v=SwspVvQyxeE
Kończący krążek „Freedom” to świetny zamykacz i to świetnie, że znalazł się na końcu. Ciekawe, wykrzyczane wokale to charakterystyczny element, ale oczywiście nie jedyny. Także tutaj mamy energetyczne solo, które niesamowicie dobrze oddaje klimat nie tylko tego kawałka, ale Charlie Monroe w ogóle!
httpvh://www.youtube.com/watch?v=eFB3sS7kmnI
„Ladies and Gentlemen, please stand up”, czyli ostatnie słowa ostatniego utworu to jest dokładnie to, co chciałbym powiedzieć o całej EPce i o Charlie Monroe w ogóle. Jestem naprawdę daleki od słodzenia komukolwiek, tym bardziej, iż z Maćkiem znamy się już od jakiegoś czasu. Nie da się jednak ukryć, że obserwowanie ciągłych postępów młodego jakby nie patrzeć zespołu – wywołuje na mojej twarzy wielkiego banana. Jak widać wystarczy chcieć oraz naprawdę ciężko pracować, a pierwsze sukcesy przyjdą wcześniej czy później i tego życzę ekipie ze Szczecina, aby ciągnąc całość dalej doczekała się naprawdę spektakularnych sukcesów.
Wszystkim naszym czytelnikom polecamy przesłuchanie EPki Charlie Monroe – całość macie w tym artykule, a gdy światło dziennie ujrzy otwierający utwór „Miłość” – zerknijcie, posłuchajcie i koniecznie obejrzyjcie pierwszy teledysk, który – z tego co wiemy – będzie wyglądał naprawdę rewelacyjnie! Możecie ich śledzić na przykład na ich profilu na Facebooku.