Absolewnci w stresie – egzaminy za pasem. Jak co roku za chwilę zacznie się szum wokół tego tematu, a media na jakiś czas będą miały pożywkę informacyjną podsycaną przez chordy wystraszonych maturzystów. Jeśli jesteście jednym z tegorocznych abiturientów, a wasza przygoda w tej kwestii wiąże się z matematyką, to znalazłem dla was absolutnie genialnego korepetytora – możnaby rzec matematycznego Kolossa. Właściwie to jest ich nawet pięciu. Właśnie na rynku pojawiło się ich najnowsze matematyczne wydawnictwo, jakże wydatnie objaśniające w sposób dźwiękowy zawiłości ciągów arytmetycznych, nieparzystych podziałów, dziwnych struktur i polirytmicznych zagrywek. Myślę, że takie korepetycje mogą niektórym Kolossalnie pomóc w zrozumieniu królowej nauk, szczególnie przed maturą.

Muszę przyznać, że najnowsze dzieło Meshuggah sprawia nie lada kłopot. Mimo, że panowie od wielu lat znani są ze stylu w jakim tworzą, to jednak z drugiej strony do czasu Obzen byli na permanentnej fali wznoszącej. Każdy ich album, mimo poruszania się teoretycznie w tej samej stylistyce, dokładał jednak kolejną małą cegiełkę do tego stylu, który notabene sami tworzyli. Lecz o ile w przypadku od choćby recenzowanego przed chwilą Cannibal Corpse od wielu lat nikt nie oczekuje niczego poza solidnym czadem, tak w przypadku Meshuggah…………… no właśnie, styl niby znany, ale…
obZen wyniósł ich naprawdę wysoko. Można powiedzieć, że jak na razie jest to opus magnum tej grupy. Dodatkowo trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie – choć cieszę się, że Szwedzi fundują nam kolejne korepetycje matematyczno – muzyczne, to jednak robią to niezwykle rzadko. Pełnych albumów wydali do tej pory zaledwie siedem, co raczej nie zakrawa na szczodrość jeśli weźmiemy pod uwagę, że początki zespołu datuje się na 1987 rok. Tak więc, podnoszenie poprzeczki z każdym wydawnictwem a jednocześnie długie oczekiwanie na każdy nowy i pełny album, może powodować tym razem pewne ambiwalentne odczucia.
„Rozczarowanie” w przypadku nowego albumu byłoby zbyt mocnym słowem, podobnie jak określenie „zawiedzione nadzieje” czy słowo „zawód”. Koloss jednak nie jest albumem, który mógłby się równać z jakże cenionym przez krytyków obZen. Oczywiście fani szalonego absolutnie nie będą rozczarowani, a możnaby nawet powiedzieć, że będą/są wniebowzięci. Otwierający płytę walcowaty I Am Colossus lub Marrow czy Break Those Bones Whose Sinews Gave It Motion po raz kolejny udowadniają, kto w szkole był prymusem z matmy, szczególnie jeśli chodzi o liczby niecałkowite. Pędzący The Hurt that Finds You First śmiało odwołuje się do nieco starszych dokonań Szwedów, a The Demon’s Name is Surveillance wielu osobom przywodzi na myśl Bleed z obZen. Czyli wszystko niby już gdzieś było.
httpv://www.youtube.com/watch?v=m9LpMZuBEMk
Być może na etapie, do którego dotarli panowie z Meshuggah, nie ma potrzeby udowadniania już, że można jeszcze coś więcej, że można jeszcze coś dalej. W końcu na przestrzeni lat stali się ikoną stylu, a tłumy młodych zespołów, które określają swoją muzykę jako djent, to właśnie Meshuggah wymieniają w pierwszej kolejności jako swoją inspirację. Może dla „Maczugi” A.D 2012 po prostu wystarczy nagrać dobry, solidny album w stylistyce, którą sami stworzyli – rzecz z jednej strony wydawałoby się prosta, lecz jakże rzadka w dzisiejszych czasach, zwłaszcza kiedy wielu twórców sili się na kreatywność, która często kończy się groteską.
Z drugiej strony monotonny wokal Jensa Kidmana czy brzmienie kolejnej płyty nie różniące się w kwestii produkcyjnej aż tak bardzo od poprzednich krążków może wydawać się tym razem już nieco zbyt ogranym trikiem.

A być może po prostu matematyczny Koloss dostał nieco zadyszki tym razem. Nie zmienia to jednakże faktu, że płyta ta to absolutne top oczekiwań tego roku dla wielu fanów, a i z powtarzającymi się patentami i tak ma niebotyczne szanse wylądować pod koniec roku na pierwszym miejscu wielu rankingów podsumowujących muzycznie A.D 2012 w kwestii ciężkiego grania.
W dobie często wątpliwych eksperymentów muzycznych ten album na pewno nie zawiedzie nadziei gdyż trzyma mocno poziom, choć po obZen oczekiwania były nieco większe w stosunku do Kolossa. Jednak jak mawia stare porzekadło: Nie co dzień jest niedziela.
Na koniec warto dodać, że już za chwilę panowie z Maczugi w ramach promocji nowego krążka rozpoczynają trasę po USA i Kanadzie i będą dzielić scenę z Baroness oraz naszym rodzimym Decapitated:
