Dziś krótka recenzja najnowszej EPki warszawskiego zespołu Sun Control Device – z którym mamy nadzieję zapoznacie się także i Wy. Nie jest tajemnicą, iż autor tego wywodu osobiście zna SCD z co najmniej kilku koncertów, a znajomość jest nie tylko muzyczna, ale także „międzyludzka”. Jako, że kapela wydaje właśnie swoje drugie zarejestrowane w studio EP zatytułowane po prostu „Sun Control Device” – mam świetną okazję do zrecenzowania ich wyczynów przed oficjalną premierą. Materiał nie jest jeszcze dostępny w całości i został mi udostępniony przez gitarzystę SCD – Yadera – za co serdeczne dzięki!

Mimo tego, iż Sun Control Device jest składem stosunkowo młodym (powstali w 2010 roku), to już rok później nagrali dobrze przyjętą pierwszą EPkę pt. „…ab ovo”. Jakby tego było mało, podczas warszawskich koncertów supportowali m.in. Luxtorpedę, NOKO czy Tuff Enuff.
Przechodząc jednak do głównego wątku – zespół na swoim najnowszym materiale stara się potwierdzić to, co sami o sobie mówią, czyli że grają „rockową energię z alternatywnym akcentem” – jest to chyba całkiem niezły opis. Tak czy inaczej, każdego, kogo zainteresował ten wpis, zachęcamy do przesłuchania przynajmniej jednego numeru – z najnowszej EPki w chwili pisania tej recenzji dostępne są „Karaluchy” – publikujemy je w dalszej części.

Makijaż – 5:35
Rozpoczynający nową EPkę Sun Control Device „Makijaż” to według mnie najlepszy z trzech nowych kawałków zespołu. Jest chyba najbardziej rockowy i posiada największy pazur – kiedy po raz pierwszy usłyszałem go na koncercie wiedziałem, że Sun Control Device idzie w dobrym kierunku. Oczywiście co się komu podoba jednak dla mnie, jako fana nieco „gęstszych brzmień” wybór jest praktycznie oczywisty. Już na samym początku słychać, że będzie ciekawie – rozpoczynające się od razu „plumkanie” przechodzi w ciekawy, nieco cięższy riff i sprawia, iż kawałek już od pierwszych sekund wpada w ucho. Przesterowany wokal, który następuje po wstępie jest bardzo fajnie zaaranżowany i przechodzi w końcu w miks dwóch głosów połączonych w jeden. Co prawda w wolniejszym momencie „solo” a właściwie coś, co miało nim być zaczyna być przekombinowane, to na szczęście nie jest zbyt długie i w odpowiednim momencie utwór wraca do głównego wątku. Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się wokal Aśki w tym numerze – charakterystyczna maniera niektórych może drażnić, wg mnie jest jednak ciekawym urozmaiceniem i zdecydowanie ożywia zarówno ten jak i wszystkie inne kawałki SCD.

Karaluchy – 3:07
Drugi numer to punkowe brzmienie połączone z trochę banalnym tematem tej piosenki. Oczywiście co kto lubi, ale jako osoba przyzwyczajona do typowo „metalowej” tematyki, historia comiesięcznych przygód każdej kobiety wydaje się nieco śmieszna, jak na główny wątek jakiegokolwiek numeru. Zapewne większość dziewczyn będzie miała na ten temat zdanie odmienne, ale tutaj pozostanę nieprzekonany – może to utwór napisany specjalnie dla płci pięknej? Na szczęście nie jestem wielkim fanem wsłuchiwania się w to, co jest śpiewane – najważniejsze jest to, co jest grane. A grane jest szybko i intensywnie. Kiedy Sun Control Device będzie miało okazję zaprezentować się na żywo przed jakąś większą publicznością to jestem pewien, że to właśnie na Karaluchach pod sceną utworzy się młyn i najulubieńsza zabawa wszystkich gimnazjalistów czyli tzw. pogo.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=MY7YsqrEKGY
Niewiele słów – 8:20
Zamykający EPkę „Niewiele słów” to najdłuższy i zdecydowanie najciekawszy muzycznie utwór, jaki jest nam prezentowany przez SCD. Od samego początku muzyka rozkręca się powoli, a dołączający wokal Asi śpiewającej o „dreszczach” faktycznie je wywołuje. Od zupełnego spokoju, wypowiadane niemalże szeptem słowa przeradzają się w drapieżny, głośny wokal – modelowe budowanie napięcia wychodzi pięcioosobowemu składowi całkiem nieźle. Utwór to przede wszystkim dłuższe partie instrumentalne, które zawierają ciekawie przesterowane gitary, prowadzące od stosunkowo prostego, ale ciekawego motywu głównego, po nieco bardziej rozbudowany i skomplikowany finał, w którym słychać próby kombinowania z rytmem przez perkusistę. Szkoda, że nie pokuszono się tu o coś więcej bo psychodela jest tym, co lubię, aczkolwiek do osiągnięcia czegoś, co można by nazwać prawdziwym odlotem jeszcze trochę brakuje. Ponad ośmiominutowy utwór to w większości popis umiejętności instrumentalnych – bardzo dobrze że został on wybrany jako kawałek zamykający. Świetnie pasuje jako końcówka i wierzę, że zostanie wybrany także jako ostatni numer pełnometrażowej płyty, która z całą pewnością ukaże się w niedalekiej przyszłości.

Podsumowując: warszawskie Sun Control Device kombinuje z dźwiękiem raz lepiej, raz gorzej. W większości są to próby udane w napisane przez nich riffy wbijają się w głowę – a przecież o to chodzi. Co prawda fragmenty niektórych utworów bywają zbyt proste (brak umiejętności muzycznych czy pójście po mniejszej linii oporu?), aczkolwiek na szczęście są to tylko krótkie momenty, nie wpływające na ogólny odbiór piosenek. Zespół pokazuje z jednej strony ostrzejszy pazur (i to typowo ciężki, jak również punkowo-wesoły), a z drugiej kombinowane i rozbudowane partie działające nieco psychodelicznie. Wszystko o sprawia, że na pewno wybiorę się na kolejny koncert SunControl Device i z całą pewnością będę śledził ich dalszą karierę, gdyż – jeśli wszystko pójdzie dobrze – wkrótce możemy liczyć na naprawdę ciekawy debiut w postaci całej płyty.
Na koniec pozdrowienia dla całego zespołu w składzie: Joanna Barej – wokal, Maciej Podlasin – gitara, Piotr Jędrzejowski – gitara, Bartosz Jastrzębski – bas, Marek Adamek – perkusja.