Śmierć Jeffa Hannemana oraz odejście Dave’a Lombardo zachwiało pozycją Slayera. Wielu fanów uważa, że zespół nie prezentuje bez nich już tego samego poziomu. Na te uwagi w rozmowie dla Westword odpowiedział Kerry King.
Wiesz, jaki jest internet. Wielu ludzi pisze „Nie ma Jeffa, nie ma Dave’a. To nie jest ten sam zespół”. Odpowiadam: „Tak, skurwysyny. To ten sam Slayer”.
Jasne, są jakieś drobne różnice. Nie chcę umniejszać ich wpływu, ale Slayer wciąż gna do przodu.
Gitarzysta wspomniał również o pracy nad ostatnim albumem zatytułowanym „Repentless”:
Chciałem wydać coś lepszego niż dotychczas. Po raz pierwszy 95% odpowiedzialności było na moich barkach. Chciałem mieć pewność, że stworzyliśmy płytę, która nie jest świetna tylko w moim odczuciu. Pragnąłem, aby była nie do ruszenia przez krytyków.
Waszym zdaniem Kerry King podołał zadaniu i „Repentless” jest wybitnym dziełem w dorobku Slayera?
