W ostatnim czasie postanowiliśmy zainteresować się prasą inną niż anglojęzyczna. Tym sposobem w nasze ręce trafiło jedno z ostatnich wydań niemieckiego magazynu muzycznego Visions, w którym jakieś 16 stron zostało poświęconych tylko i wyłącznie Metallice. Przetłumaczyliśmy dla Was baaardzo obszerny wywiad z Jamesem. Z racji rozmiaru tegoż tekstu wywiad opublikujemy w częściach.
Rozmowa została przeprowadzona w czasie tegorocznego festiwalu Rock Am Ring, na kilka dni przed ujawnieniem tytułu nowej płyty. Dziennikarz nie bał się zadać Jamesowi kilku trudnych pytań, toteż zachęcamy do czytania!

James!
Tak? O, wybacz. Cześć!
Jak się żyje?
Jak się żyje? Dobrze! Dobrze się żyje.
Jak się mają sprawy z nowym albumem?
Album jest wreszcie gotowy. Dogadaliśmy się, które piosenki zostaną wydane. Bo wiesz, tego materiału było sporo, naprawdę sporo…
Tak wiele jeszcze nigdy nie mieliśmy. Tym razem podczas trasy St. Anger powstała olbrzymia ilość pomysłów. W sumie mieliśmy 16 CD z około 30 ścieżkami. Ostatecznie napisaliśmy 24 piosenki, z których później złożyliśmy 14. Następnie skróciliśmy całość do 11 utworów, z których 10 trafiło na płytę. Stary, stary, stary…tego było naprawdę dużo…
I?
Co ?i? ?
To jakie wg ciebie jest to nagranie?
Dla mnie…Wiele z tego idzie w kierunku ?Master of Puppets? i innych rzeczy. Tym razem chcieliśmy znaleźć esencję Metalliki, czyli innymi słowy: Co myśleliśmy w tamtych czasach? Jak wówczas myśleliśmy?
Mówisz tak w celach promocyjnych?
Jak to?
Specjalnie nagraliście album podobny do ?Master of Puppets??
Nie! Po prostu pierwszy raz zadaliśmy sobie takie pytania i wypróbowaliśmy niektóre z tych założeń. Na przykład myślenie wstecz. Uczyć się życia na nowo, zapomnieć ostatnie 30 lat, znów poczuć się jak nastolatkowie. Chcieć czegoś takiego to oczywiście głupota. Nie zrozum mnie źle: nie chcieliśmy nagrywać płyty takiej jak kiedyś, chcieliśmy tylko znowu wejść w ten stan umysłu który pozwalał nam nagrywać to, co rzeczywiście chcemy, bez zbędnego dumania.

Powiedziałeś, że nie można nauczyć się życia na nowo. Jednak każde słowo, które w najbliższym czasie zostanie wypowiedziane o Metallice, wywoła to samo, co dzieje się za każdym razem gdy wydajecie album. Na ?Load? wasz najdłuższy kawałek ?The Outlaw Torn? był całkowicie odmienny od tego, co nagraliście dawniej, mimo tego kiełkowała nadzieja w tych osobach, które chciały z powrotem starą Metallikę. Wasz ostatni album ? ?St. Anger? ? był zapowiadany jako najcięższy i najbardziej bezkompromisowy w waszej karierze. W to także wątpiono, na dodatek duża grupa fanów została wkurzona. I takie same konsekwencje będzie miało każde słowo wypowiadane przez was w wywiadach. Ludzie będą znów robić sobie nadzieje i mówić: ?Czemu oni naprawdę nie zrobią albumu jak przed dwudziestoma laty??.
Z pewnością.
I?
Co ?i??
No dobra, to inaczej: wydaje się, że duża liczba waszych fanów to ludzie, którzy chcą z powrotem starą Metallikę. Nie przeszkadza ci to, szczególnie włożywszy tyle wysiłku w stworzenie dziewięciu albumów ? czy może to ja odnoszę błędne wrażenie?
Nie, nie mylisz się wcale. Fani, o których mówisz, to zupełnie inny gatunek niż my. W ich osobowości siedzi to, że nie chcą żadnych zmian ? potrzebują stabilności, pewności. Chcą słuchać czegoś, co się nie zmienia… I te wszystkie albumy to już nigdy nie jest ?ich Metallica?. Dlatego wołają: ?Nie, nie, nie!?, gdy robimy coś odmiennego. I to też jest w porządku. W końcu jakoś nagraliśmy te dziewięć albumów. Proszę, wysłuchajcie tych albumów raz jeszcze, jeśli one mają dla was jakieś znaczenie. Ale niemożliwym jest wrócić do tego, co było. Czy powinniśmy w takim razie nagrać ?Master of More Puppets?? ?Ride the Lightning Again?? Albo ?Ride Another Lightning?? (śmiech) To byłby kompletny idiotyzm! Gdybyśmy tego spróbowali, to byłby koniec. Sam do siebie straciłbym szacunek. Oczywiście są zespoły, które w kółko nagrywają to samo. Chociażby Bon Jovi ? litości! Są też zespoły, które powinny wciąż tworzyć to samo: AC/DC albo Ramones ? Ramones nagrywali zawsze jedną i tę samą piosenkę. Ale te piosenki mają mimo wszystko rację bytu. My jesteśmy temu przeciwni…
Gdybyście pracowali w ten sposób, kilku waszych albumów nie nazywanoby ?klasycznymi?.
Racja. Tak właśnie niektórzy nazywają nasze starsze albumy ? ?klasyczne?. Ale nie możemy się wrócić, mimo tego wciąż muszę słuchać tekstów typu: ?Czemu nie nagracie czegoś tak jak dawniej??. A tak nam cały czas ktoś powtarza ? żebyśmy na nowo wynaleźli metal. Ale co z teraźniejszością?
Skoro mowa o teraźniejszości: jakie tym razem były założenia odnośnie tekstów? Przy poprzednim albumie pisaliście wspólnie, jednak tym razem znów zająłeś się tym sam. Czy to znaczy, że dla ciebie tamta forma się nie sprawdziła? Czy może musiałeś tym razem wyrzucić z siebie tak wiele?
Teksty na nowej płycie? Aj… Chodzi mniej lub bardziej o… obawy. O rzeczy, sytuacje, w których się czasem odnajduję. Więc…
To nie jest łatwy temat?
Tak, bo prawie nikt o to nie pyta… Gdy układam słowa, nie bez powodu lubię by były nieprecyzyjne.
Czyli nie opowiadasz swoich słynnych historii z pogranicza przypowieści i historii o faraonach, tak jak kiedyś?
Ależ tak! (śmiech) Jest tu parę opowieści. ?The Unforgiven III? jest oczywiście tego typu historią. Często jednak składam słowa, które mocno brzmią i wyrażają to, o co mi chodzi, a jednocześnie nie ma w nich logiki. Rzeczy, na które nigdy bym nie wpadł myśląc logicznie. Rzeczy, które mi dają kopniaka. Cały proces ?St. Anger? był dla nas ważny, zespolił nas ze sobą. Byliśmy od siebie tak oddaleni, że potrzebowaliśmy wspólnego pisania tekstów żeby się na nowo odnaleźć. Gdy już zapomnieliśmy o swoich strachach i napisaliśmy to, co chodziło nam po głowach, uznaliśmy proces za udany.
A teraz?
Znowu ja się tym zajmuję! (śmiech) Jednocześnie nie przychodzi mi to zbyt łatwo. Wiesz, między dobrą opowieścią a chałturą jest bardzo cienka granica. Mogę sobie powiedzieć: Chcę być jak Nick Cave! Chcę być jak Tom Waits! Chcę napisać wszystkie te zwariowane historie i sprawić, by każde przeklęte słowo ? my na to mówimy ?parasol? ? mogło kunsztownie wybrzmieć. Parasol! Rozumiesz, tak się nie da! Brzmię wtedy jak idiota. Wiesz co? Często próbuję różnych form, ale przeważnie brzmi to jakbym udawał kogoś albo grał mądralę. Więc piszę tajemnicze teksty, których nikt nie rozumie i dlatego każdy musi zinterpretować je na swój sposób. Albo piszę je z perspektywy, która nie ma ze mną nic wspólnego. Nie przebija się przez nie nic, co by miało coś wspólnego ze mną.
Dlaczego?
Bo to jest bardziej pewne. Ale ostatecznie i tak pisze się o sobie. Np. taki „The Unforgiven”…