Mike Scheidt (YOB) dla DeathMagnetic.pl: “Jestem przeklęty przez cząstkę szaleństwa, a być może nawet pobłogosławiony pragnieniem dotarcia do jego kresu?”

0

“Co Cię nie zabiję to Cię wzmocni”– przysłowie te wyjątkowo trafnie odzwierciedla ostatnie epizody z biografii YOB. Poważna choroba frontmana, Mike’a Scheidta, z całą pewnością wstrząsnęła miłośnikami kapeli, muzyk jednak wrócił do pełni zdrowia. A wraz z nim powróciło YOB – pełne bagażu nowych doświadczeń, które zostały przelane na “Our Raw Heart” – 8. studyjny album trio z Oregonu.

Podczas nadchodzącej trasy Amerykanie dwukrotnie wystąpią w Polsce – muzycy zagrają 9 listopada w Warszawie (Klub Hydrozagadka) oraz dzień później podczas krakowskiego festiwalu Soulstone Gathering (Zet Pe Te). To właśnie z tej okazji otrzymaliśmy możliwość przeprowadzenia wywiadu z Mikem, który pomimo bardzo napiętego harmonogramu trasy znalazł chwilę także dla nas. Zapraszamy do lektury!

DeathMagnetic.pl: Cześć Mike! Jak się czujesz? Rozpiska waszej trasy wygląda imponująco, wystąpicie aż 33 razy niemalże dzień po dniu. Z pewnością będzie to dla Ciebie niemałe wyzwanie! Jak bardzo różniły się przygotowania do tej trasy w stosunku do poprzednich?

Mike Scheidt (YOB): Cóż, trochę się różniły. Podstawowymi rzeczami, na których muszę się teraz skupić jest kontrolowanie nawodnienia, posiłków, a także wystarczającej ilości odpoczynku po koncertach. Muszę oszczędzać swą energię wcześniej, po to byśmy mogli podczas występu dać z siebie wszystko. Niektóre dni bywają bardziej męczące niż inne, ale ogólnie czuję się dobrze.

Rozpoczęliście działalność ponad 20 lat temu, a mimo to w waszej muzyce słychać szczerość i pasję. Ludzie często mówią, iż cierpiący artysta, to szczery artysta – moim zdaniem ten opis trochę pasuje do Ciebie. Wszakże “Our Raw Heart”  jest inspirowane poważną chorobą, natomiast na kształt “Clearing the Path to Ascent” duży wpływ miała depresja…

Zawsze piszę o tym, co aktualnie przeżywam. Jestem przeklęty przez cząstkę szaleństwa, a być może nawet pobłogosławiony pragnieniem dotarcia do jego kresu? Trudno powiedzieć, w tej kwestii zdecydowanie nie jestem obiektywny.

Czujesz się w pewnym sensie odpowiedzialny za słuchaczy – za te zachowania, które mogą się wydarzyć pod wpływem inspiracji YOB? Pamiętam, że kiedyś w jakimś wywiadzie wspomniałeś o tym, iż Twoim celem jest sprawienie, by słuchacze po koncercie poczuli się lepiej. 

Nigdy nie wziąłbym odpowiedzialności za ścieżkę wyboru, której dokonał ktoś inny. Mamy nadzieję, że ludzie wyniosą z naszych koncertów, coś co może okazać się dla nich pomocne, ale zarazem nie mówimy w jaki sposób – nie możemy wpływać na ich personalne interpretacje. Robimy na scenie to co mamy na niej robić i staramy się, by nasza energia była najczystsza jak to tylko możliwe. Próbujemy także być otwarci na reakcję sali w stosunku do naszej muzyki.

“Our Raw Heart” zostało zmasterowane przez fenomenalną Hebę Kadry, która zazwyczaj utożsamiana jest z lżejszymi klimatami. Skąd pomysł na jej angaż, była pierwszym wyborem? Myślę, że świetnie wywiązała się ze swojej pracy, a album jest prawdopodobnie najlepiej brzmiącym z Waszej dyskografii…

Po raz pierwszy współpracowałem z nią przy swoim solowym albumie [mowa o “Stay Awake” z 2012 roku – przyp. red.]. Bardzo imponowało mi jej podejście oraz słuch. Kiedy zastanawialiśmy się nad tym komu powierzyć mastering płyty, rozważaliśmy wielu różnych inżynierów. Podczas pracy z nią czuliśmy się jednak najlepiej. Nie chcieliśmy, by dynamika albumu gdzieś zanikła, albo znalazła się pod warstwami kompresji, a jak się okazało ona miała wizję spójną z naszą.

Bardzo doceniam to, jak Wasze albumy wyglądają fizycznie – chodzi mi o okładkę, poligrafię i te wszystkie detale. W erze cyfryzacji i serwisów streamingowych typu Spotify to powoli umiera. Jaka jest Twoja opinia na temat współczesnej kondycji przemysłu muzycznego?

Przede wszystkim staramy się skupiać na tym co lubimy we współczesnym przemyśle, minimalizujemy natomiast zaangażowanie w to, do czego nie do końca jesteśmy przekonani. Zawsze jednak upewniamy się, że nasza muzyka jest dostępna w formatach, które są powszechne i wiemy, że ludzie lubią z nich korzystać.

Jeśli natomiast chodzi o nasze prywatne preferencje, wciąż uważamy, iż dobra oprawa, kombinacja analogowych brzmień z cyfrowymi oraz artwork pasujący do muzyki, są integralnymi czynnikami wydawnictwa.

Jeśli natomiast chodzi o muzykę, współczesna scena stoner/doom jest specyficzna – w dużej mierze opiera się na odgrywaniu “starych sprawdzonych patentów”. Właściwie każdy może bardzo szybko opublikować EPkę na Bandcampie, przez co – w mojej opinii – trudniej znaleźć zespoły, które wyróżniają się na tle reszty. Zgodzisz się z tym? Słyszałem, że początki YOB nie były takie łatwe, z pewnością ukształtowały Twoją determinację.

Nie powiedziałbym, by nasze początki były szczególnie trudne, wszakże nie oczekiwaliśmy niczego. Publiczność na całym świecie była mała, a my robiliśmy to, gdyż po prostu kochaliśmy muzykę. Teraz, gdy scena się rozrosła, zespoły czują, iż mają wszystko na wyciągniecie ręki – występy na festiwalach, trasy… po prostu życie jak w bajce, które teraz jest znacznie bardziej dostępne, niż kiedyś.

Ale koniec końców zespoły, które wkładają w grę swoją duszę, przekazują ducha muzyki niezależnie od gatunku, który reprezentują – i właśnie ten czynnik ma największy znaczenie dla mnie. Kult wzmacniaczy i głośności ma pewne ograniczenia.

Tym razem zagracie w Polsce dwukrotnie. Podczas Soulstone Gathering supportował Was będzie Spaceslug – myślę, że to dobry przykład kapeli, która wyróżnia się na tle innych. Słyszałeś ich najnowszy album “Eye The Tide”? Myślę, że zdecydowanie mają własną tożsamość.

Albumy Spaceslug są naprawdę bardzo dobre, osobiście wręcz nie mogę się doczekać, by zobaczyć ich na żywo […] [Z polskich rzeczy – przyp. red] w pewnym stopniu podobały mi się także albumy Mgły oraz Sunnaty.

Przy tak napiętym harmonogramie zapewne nie będziesz miał dużo czasu, by zwiedzać miasta, ale z pewnością długo będziesz podróżował. Lubisz poznać historię miejsc, które odwiedzasz? Wiele osób twierdzi, że regularne podróżowanie zmienia sposób w jaki ludzie postrzegają świat oraz jak się zachowują. Zgodzisz się z tym, że w jakikolwiek sposób Cię to zmieniło?

Tak, podróżowanie z pewnością zmienia człowieka. Różne lokalizacje, strefy czasowe, miejsca historyczne wraz z ich znaczeniem oraz przebywanie z ludźmi, którzy obierali różne ścieżki życia – z pewnością to na mnie wpłynęło, podobnie jak i na sztukę oraz perspektywę.

Sam jednak pochodzisz z malowniczego miasteczka Eugene w stanie Oregon. Mógłbyś opisać je w niekonwencjonalny i oryginalny sposób, aby zachęcić czytelników do odwiedzin tego magicznego miejsca?

Owszem, w Eugene zdecydowanie czuję się jak w domu. Jest otoczone przez lasy, rzeki oraz góry. Miasto samo w sobie szczyci się jedzeniem, browarem, winem, kulturą artystyczną oraz oczywiście Uniwersytetem w Oregon. Jest to małe miasteczko, co po części jest głównym powodem, dla którego tak bardzo lubię wracać do niego po długiej trasie. Mogę się po prostu odłączyć i żyć na wolniejszych obrotach. To naprawdę jest bardzo piękne!

Na sam koniec nieco łatwiejsze pytanie – wielu muzyków nie przepada za sesjami nagraniowymi w studio, niektórzy natomiast nie znoszą wywiadów… Której rzeczy w “pracy” muzyka najbardziej nie lubisz Ty?

Jeśli mam być szczerzy, rzeczą, która jest dla mnie najbardziej wyczerpująca są wywiady. To znaczy jestem bardzo zaszczycony faktem, iż są ludzie, którzy chcą z nami rozmawiać i wiedzieć więcej o tym co robimy. Dlatego zajmuję się tym i staram odnajdywać w tym wszystkim radość.

Dzięki, wspaniale było przeprowadzić z Tobą wywiad. Naprawdę podziwiam konsekwencję w dążeniu do celów. Mam nadzieję, że europejska trasa wypali zgodnie z planem, powodzenia!

Z niecierpliwością czekamy na powrót do Polski! Do zobaczenia wkrótce!

Rozmawiał: Jakub Czpioła
Konsultacja językowa: Kuba Balcerski
Fotografia: Dante Torrieri

Kilka słów o najnowszej płycie kapeli – “Our Raw Heart”:

Setki zagranych koncertów, tysiące fanów, umiarkowany sukces i… ciężka choroba – w ciągu ostatnich kilku lat wszystkie te rzeczy spotkały Mike’a Scheidta, frontamana YOB. Dla większości osób fakt stanięcia twarzą w twarz ze śmiercią spowodowałby zawalenie się świata – muzyk nie był w tym aspekcie wyjątkiem. Pomimo sytuacji, w której się znalazł nie tracił nadziei i szalenie zależało mu, by ukończyć przynajmniej jeszcze ten materiał – komponowany podczas tych mroczniejszych dni, będący zmaganiem z własnymi niedoskonałościami. I doprawdy niesamowite ile pod warstwą przesterów – pomimo okoliczności w jakich album był tworzony – udało mu się zawrzeć w tekstach pozytywnego i motywującego przesłania.

Muzycznie bez cienia wątpliwości mamy do czynienia ze starym, dobrym YOB , a bogata historia, która złożyła się na kształt “Our Raw Heart” na pierwszy rzut oka nie wpłynęła drastycznie na stylistykę. Różnice tkwią głównie w szczegółach – dostajemy więc nieco bardziej przejrzyste i selektywne brzmienie (w stosunku do poprzednich krążków), masę spójnych, choć nieoczywistych kontrastów i… stosunkowo mnogą ilość klasycznych wpływów, które przywodzą na myśl muzykę rockową lat 60/70-tych. Choć trio z Oregonu w 2003 wydało album zatytułowany “Catharsis”, nazwa ta zdecydowanie bardziej pasuje do najnowszego wydawnictwa. “Our Raw Heart” ugruntowuje pozycję YOB na scenie stoner/doom, a zarazem udowadnia, że pomimo ponad 20-letniego stażu, wciąż można zachowywać świeżość i utrzymywać niezmiennie wysoki poziom.

Warszawa:
09.11.2018 – Klub Hydrozagadka
Wystąpią: YOB, Wiegedood*
Bilety: 69-79 zł
Więcej informacji
* równolegle do wspomnianego wydarzenia w sąsiedniej kawiarni Chmury zagrają Dark Buddha Rising oraz Fuoco Fatuo

Kraków
Soulstone Gathering Festival 2018
09/10.11.2018 – Zet Pe Te
Wystąpią:

  • I dzień: My Sleeping Karma, Weedpecker, Palm Desert, Black Salvation, Ciolkowska, Ignu 
  • II dzień: YOB, Wiegedood, Dark Buddha Rising, Sunnata, Spaceslug, The Necromancers, Andromeda Space Rituals

Karnet: 150 zł
Bilet jednodniowy: 90 zł
Więcej informacji

Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.