Slipknot: Recenzja albumu “We Are Not Your Kind” [cz. 1]

0

W ostatnich latach w obozie Slipknota wiele się działo. Problemy zaczęły się, gdy w 2010 roku zmarł basista Paul Gray. Zespół zaprzestał wtedy regularnego koncertowania, a trzy lata później rozstał się perkusistą Joeyem Jordisonem. Wiele mówiło się wtedy o zbliżającym się końcu zespołu. Tak się jednak nie stało, a Slipknot, w zmienionym składzie powrócił w październiku 2014 roku z albumem „.5: The Gray Chapter”. Skłóconego z zespołem Jordisona zastąpił Jay Weinberg, a posadę basisty przejął Alessandro ‘V-Man’ Venturella. Sam album, będący w głównej mierze hołdem dla zmarłego kolegi, został pozytywnie przyjęty przez fanów, którzy przez kolejne 2 lata licznie pojawiali się na koncertach w czasie światowej trasy.

Na nową płytę musieliśmy czekać kolejne 5 lat. W tym czasie w grupie doszło do kolejnej zmiany – Chris Fehn, jeden z perkusistów, złożył pozew sądowy przeciw zespołowi o nieuczciwy podział pieniędzy, w wyniku czego został z niego wyrzucony. Na szczęście nie przeszkodziło to w powstaniu nowego materiału, a album zatytułowany „We Are Not Your Kind” dziś trafił na sklepowe półki.  Czy rzeczywiście jest to, jak zapowiadano, najmocniejsza płyta od czasów legendarnej już „Iowa” ?

Całość rozpoczyna ‘Insert Coin’ – typowy dla Slipknota „otwieracz” na wzór ‘(515)’ z „Iowa”. Klimatyczny, wypełniony gliczami i przesterami krótki utwór, tworzący ostatecznie klamrę z zamykającym album ‘Solway Firth’.

Drugie na liście jest, wszystkim już dobrze znane ‘Unsainted’. Muszę przyznać, że byłem mocno zdziwiony kiedy pierwszy raz odpalając ten utwór usłyszałem chór. Moje obawy szybko jednak rozwiał energiczny główny riff i chwytliwy refren, na którym zdarłem sobie gardło śpiewając go razem z Coreyem podczas koncertu na Mystic Festival.

Następnie przechodzimy do kolejnego singla – ‘Birth of the Cruel’. Jest to pierwsza zapowiedź tego co czeka nas w dalszej części albumu. Przypomina nam o korzeniach zespołu, jednocześnie wprowadzając coś czego fani nie mieli jeszcze okazji usłyszeć na poprzednich wydawnictwach Slipknota. Kompozycja, wraz z opublikowanym kilka dni temu „teledyskiem” tworzy dosyć specyficzny, aczkolwiek ciekawy klimat.

 

‘Death Because of Death’  to  1,5 minutowy zapychacz z powtarzanym wersem “Death Because of Death, Death Because of You” na tle rytualnego rytmu wybijanego na perkusji, doprawionego samplami Sida Wilsona.

Słuchając ‘Nero Forte’ trudno jest nie machać głową. Jest to jeden z najjaśniejszych punktów albumu. Mistrzowski popis Coreya strzelającego kolejnymi linijkami tekstu w tempie karabinu maszynowego powoduje opad szczęki.

Numer 6 to ‘Critical Darling’ – Przyjemny kawałek, ale bardziej widziałbym go na płycie Stone Sour, lub nawet Korna. Ciekawie robi się dopiero pod koniec, kiedy tempo na kilkadziesiąt sekund solidnie przyśpiesza.

„Snuff 2 ?” Chyba każdy fan Slipknota pomyślał o tym samym pierwszy raz odpalając “A Liar’s Funeral”. Jest to przepełniona złością ballada, utrzymana w większości w spokojnym tonie przerywanym agresywnym skandowaniem „Burn, bun, burn the liar!” Podobnie jak w przypadku ‘Snuff’ utwór jest pewnego rodzaju rozliczeniem z przeszłością  i osobistymi problemami Coreya. Mimo balladowego charakteru jest to jeden z najcięższych (zarówno tekstowo jak i muzycznie) utworów na płycie.

‘Red Flag’ to ekstremalna jazda bez trzymanki. Utrzymany w charakterystycznym dla pierwszych dwóch albumów tempie od początku do końca. Szybki riff, popis elektroniki w wykonaniu Sida Wilsona i świetny wokal Taylora sprawiają, że jest to chyba najbardziej „Slipknotowy” kawałek na płycie.

Po energicznym ‘Red Flag’ przychodzi kolej na uspokojenie w postaci ‘What’s Next’ przechodzącego sprawnie w ‘Spiders’ – prawdopodobnie najlżejszy utwór Slipknota w historii. Przez cały czas utrzymany jest w spokojnym, wręcz melancholijnym tonie, a przygrywające w tle pianino  i złowieszcza gitara sprawiają, że utwór idealnie nadałby się do filmu grozy lat 60.

‘Orphan’ z kolei najlepiej można określić mianem “dojrzałego Slipknota”. Już przy pierwszym odsłuchu trafił do mojej głównej playlisty i zapewne zostanie w niej na baaardzo długi czas. Już nie mogę się doczekać młynu na koncertach!

‘My Pain’ to kolejny spokojny tasiemiec przypominający bardziej dokonania Stone Sour niż Slipknota. Nie wyróżnia się niczym specjalnym i sprawia wrażenie zbędnego.

‘Not Long For This World’ jest najdłuższym i najbardziej zróżnicowanym utworem na „We Are Not Your Kind”. Podobnie jednak do ‘My Pain’, nie wyróżnia się na tle reszty na tyle, by go specjalnie zapamiętać. 

Album zamyka ‘Solway Firth’ – drugi z opublikowanych przed premierą singli. Nieoczywista linia wokalu na wstępie, genialny w swojej prostocie główny riff, chwytliwy refren, tekst śpiewany (a raczej wykrzykiwany) przez przepełnionego złością  Coreya – to wszystko składa się na jeden z najlepszych utworów na tej płycie…Ba! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to jeden z najlepszych kawałków Slipknota w ogóle.

“You want the real smile? Or the one I used to practice, not to feel like a failure?”

 

Od 2001 roku wiele się zmieniło. Corey Taylor i spółka nie są już tymi samymi wściekłymi dwudziestokilkulatkami co 18 lat temu. Na „We Are Not Your Kind” słychać dojrzały zespół – pewny siebie, ale zarazem niebojący się eksperymentować. Nowy album jest najbardziej zróżnicowanym w całej dyskografii. Dominują na nim mocne brzmienia przywołujące na myśl złoty, młodzieńczy okres zespołu. Corey Taylor brzmi fenomenalnie, najlepiej od czasów „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”. Na pochwałę, oprócz wokalisty zasługuje też reszta zespołu, a w szczególności Jay Weinberg, który jest tu FE-NO-ME-NAL-NY. Najbardziej cieszy fakt, że perkusista wypracował swój własny styl i zamiast naśladowania Joeya jest po prostu sobą. Na minus jednak muszę zaliczyć brak genialnego singla ‘All Out Life’ opublikowanego w zeszłym roku.

Wracając do pytania, czy jest to najmocniejsza płyta od czasów „Iowa”, moja odpowiedź brzmi… nie. Według mnie jest to jednak NAJLEPSZA płyta od czasów wspomnianej „dwójki”. Żaden z poprzednich trzech albumów (“Vol. 3”, “All Hope Is Gone”, “.5: The Gray Chapter”)  nie sprawia wrażenia tak przemyślanego i dopracowanego jak „WANYK”, który przy zachowaniu ducha klasycznego Slipknota wprowadza jednocześnie porządny powiew świeżości. Stary Slipknot nie wróci, trzeba się z tym pogodzić. W zamian jednak otrzymujemy doświadczony zespół, świadomy tego co robi, a robi to świetnie!

Lista utworów:

1. Insert Coin 
2. Unsainted 
3. Birth Of The Cruel 
4. Death Because Of Death 
5. Nero Forte 
6. Critical Darling 
7. Liar’s Funeral 
8. Red Flag 
9. What’s Next 
10. Spiders 
11. Orphan 
12. My Pain 
13. Not Long For This World 
14. Solway Firth

Recenzja Deathmagnetic.pl została podzielona na dwie części. Drugą część autorstwa Huberta Pomykały przeczytać możecie tutaj

Wyro(c)k

84%
84%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    10
  • Brzmienie
    8
  • Repeat mode
    9
  • Oceny czytelników (19 głosów)
    6.2
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik Thrashu i klasycznego Heavy Metalu. Nie pogardzi także dobrym rockiem, a nawet lżejszymi brzmieniami. Fan Metalliki odkąd tylko sięga pamięcią. Absolutnie zakochany w „...And Justice for All" i prawdopodobnie największy na świecie fan Black Sabbath.