Prawdziwe rarytasy – recenzja płyty: ‘KAT – Rarities’

1

Jak jest z kompilacjami wcześniej niewydanych utworów, wiemy wszyscy – fani słuchają ich bez opamiętania fundując sobie tym samym całkiem przyjemną podróż w czasie, a reszta zastanawia się czemu te numery nie zostały wydane wcześniej. Były niedopracowane, muzycy nie czuli swojego własnego flow podczas ich wykonywania, nie pasowały do koncepcji albumów, a może po prostu były słabe? Któraś z tych odpowiedzi jest na pewno w przypadku nowego wydawnictwa Kata poprawna. Która? To się okaże.

kat_rarities_front

Sporo kontrowersji wywołała wydana przez zespół w 2005 roku płyta o wdzięcznym tytule Mind Camnibals. Stało się to głównie za sprawą zmiany wokalisty, bowiem legendarnego Romana Kostrzewskiego zastąpił Henry Beck, wieloletni przyjaciel Kata, który jednak, w opinii większości fanów zespołu, średnio sprawdził się w roli nowego krzykacza. Tym bardziej ucieszy malkontentów fakt, że kompilacja Rarities jest zbiorem utworów, w których swoje struny głosowe zdziera tylko i wyłącznie pierwotny wokalista grupy i to właśnie on, razem z Ireneuszem Lothem i Piotrem Luczykiem, miał decydujący wpływ na wybór kompozycji zawartych na tym albumie.

Co więc tutaj znajdziemy? Garść niepublikowanych wcześniej numerów, kilka utworów zarejestrowanych podczas koncertu w Jarocinie (w tym większość wcześniej nieznanych) oraz starszą wersję ballady Robak, wydanej pierwotnie w 1993 roku. Od pierwszego do ostatniego dźwięku zawartego na opisywanej kompilacji wiadomo, czemu ogromna część setlisty Rarities nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Rozwieję wątpliwości – powodem nie jest słaby poziom każdego z utworów. Są one tak diametralnie różne od tego, do czego nas przyzwyczaili muzycy Kata, że ciężko po pierwszym przesłuchaniu zebrać myśli, a skrajne opinie mieszają się mogąc wprowadzić w zakłopotanie nawet największego fana grupy z Katowic. Po włączeniu pierwszego numeru, Wyrokiem Sądu Bożego, do naszych uszu docierają powolne dźwięki gitary i trzymającej wszystko w ryzach, oszczędnej perkusji. Zachrypnięty wokal Romana Kostrzewskiego utrzymuje się w raczej niskich rejestrach, a riffy Piotra Luczyka pozostawiają sporo muzycznej przestrzeni. Standardowo w pewnym momencie pojawia się solówka, wszystko jednak pomimo tego wydaje się być stonowane, wolniejsze, mniej heavy metalowe.

Metallica+KatowicePoland1987.jpg

KAT i Metallica

Podobnie wygląda sytuacja przy utworze Skazaniec, bez wątpienia jednym z gwoździ całego albumu. Słynący z potężnego, inspirowanego szybkim tempem grania Kat na swojej nowej kompilacji postanawia pokazać, że nie samą prędkością muzyk żyje i ujawnia swoje fascynacje typowo sabbathowymi riffami. Co szczególnie zwraca uwagę przy tych kompozycjach to fakt, że autentycznie oczyma wyobraźni można ujrzeć zadymiony, doom metalowy koncert charakteryzujący się niezwykłym, oldschoolowym klimatem, nisko strojonymi gitarami i brudnym brzmieniem. Pierwsza część albumu stanowi właśnie zbiór utrzymanych w doomowych klimatach utworów, a jej najlepszymi punktami są wspomniany już Skazaniec oraz przebojowa Zemsta. Uwagę zwracają również dwie ballady – wydany już wcześniej i znany wszystkim fanom Robak zaprezentowany w swojej pierwotnej wersji oraz delikatne i klimatyczne Bez Pamięci, pełne subtelnych solówek.

Koncept zarysowany na kompilacji kontynuuje kilka utworów w wersji koncertowej zarejestrowanych podczas występu zespołu w Jarocinie. Pojawiają się w tych momentach albumu momenty zarówno słabsze, jak i lepsze, nie należy jednak zapominać o tym, że ocenianie numerów granych na żywo jest kwestią znacznie bardziej subiektywną niż w przypadku nagrań studyjnych. Zostawmy w związku z tym w spokoju wersję koncertową utworu Diabelski Dom cz. I (znanego z albumu 666) oraz Skazaniec (obecnego na kompilacji). Piorunujące wrażenie robi epickie, trwające 7 minut Delirium Tremens, w którym wokalista grupy wznosi się na absolutne wyżyny, a jego głosowi towarzyszą bardzo klasyczne, wolne i rockandrollowe riffy. Jak na wczesne stadium działalności zespół brzmi szalenie dojrzale wykonując ten kawałek – wiedzą jak ustawić odpowiednie brzmienie, nie znudzić słuchacza przez dobrych kilka minut i przy tym nie szokować na siłę zdolnościami technicznymi stawiając nad nimi klimat. Z klasycznym heavy metalem spotykamy się dopiero przy koncertowym nagraniu utworu Mocni Ludzie. Jest to z pewnością uśmiech w stronę oddanych fanów Kata lubujących się w szybkich brzmieniach i graniu tak samo mocnym, jak i konkretnym.

Kat_Roman_Kostrzewski_fot_4393145

Na sam koniec muzycy wybrali dwa numery, które, w porównaniu z poprzednimi, brzmią bardzo soczyście, mocno i nowocześnie. Mowa tutaj o niezwykle specyficznym Menaced – utworze, przy którym ciężko rozstrzygnąć, czy jest on oryginalny czy po prostu dziwny. Szybkie tempo w połączeniu z wgniatającymi solówkami i niespotykanymi rozwiązaniami gitarowymi brzmi zachęcająco i apetycznie, a jeśli dołożymy do tego niezrozumiały i przyozdobiony efektami wokal otrzymamy utwór tyleż interesujący, co zostawiający słuchacza ze sporą ilością kłębiących się w głowie myśli. Podejrzewam, że właśnie o to muzykom Kata chodziło. Wisienką na torcie okazuje się być dobry i bardzo klasyczny w swych założeniach Instrumental zostawiony na sam koniec albumu, czyli moment, w którym każdy z instrumentalistów może popisać się tym, co umie, a każdy z nich potrafi niemało.

Sprawa nie wygląda jednak tak prosto dla każdego odbiorcy Rarities. Fani zespołu rzucą się na te płytę, zamkną się w pokoju i nie będą z niego wychodzić przez tydzień – jak to fani. Co jednak ze wszystkimi, którzy chcą po prostu włożyć ten krążek do odtwarzacza i spędzić z nim miłe chwile? Cóż, przede wszystkim nie należy się nastawiać na dużą ilość heavy metalu. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – kompilacja niewydanych wcześniej utworów Kata to w przeważającej mierze dzieło niemalże doom metalowe, czerpiące garściami z dorobku Black Sabbath. Takiej muzyki najlepiej słucha się w wyciszeniu, nie przesadzając z głośnością, ze szklanką dobrej whisky w dłoni. Podchodząc do tej płyty w ten sposób można się z nią w ciekawy sposób zaprzyjaźnić, a efektem tej współpracy będzie z pewnością miły wieczór pełen muzycznych uniesień.

Tracklista:

  1. Wyrokiem Sądu Bożego
  2. Robak
  3. Skazaniec
  4. Zemsta
  5. Bez Pamięci
  6. Delirium Tremens (Jarocin)
  7. Diabelski Dom cz. I (Jarocin)
  8. Mocni Ludzie (Jarocin)
  9. Skazaniec (Jarocin)
  10. Manaced
  11. Instrumental

Autor: Bartosz Pietrzak

Ocena: 8/10

 

Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.