Obscure Sphinx: Recenzja albumu “Epitaphs”

1

Obscure Sphinx to kapela, której nie trzeba przedstawiać nikomu, kto ma jakiekolwiek pojęcie o polskiej scenie metalowej. Zespół, mimo że istnieje krótko, błyskawicznie zyskał sobie szacunek wielbicieli ciężkich brzmień, a wiele osób już po nagraniu debiutu widziało w nich kolejny towar eksportowy. Od tego czasu minęło 8 lat i grupa co prawda nie wyrusza jeszcze w ogromne headlinerskie trasy i nie zapełnia hal, jednak konsekwentnie do tego dąży. Po 3 latach intensywnej i aktywnej pracy muzycy powracają z nowym materiałem, wobec którego oczekiwania były bardzo wysokie, co jest spowodowane chociażby doskonałym przyjęciem poprzednika, “Void Mother” (nazywanego przez niektórych recenzentów nawet arcydziełem). Czy w obrębie post-metalu można zachować po tylu latach oryginalność i nie zjadać własnego ogona? Zapraszam do lektury!

Album rozpoczyna singlowy ‘Nothing Left’, który jest najbardziej złożonym i zarazem najdłuższym (bo niemal 14-minutowym) kawałkiem. Kapela wykorzystuje w nim znane z wcześniejszych płyt patenty, robi to jednak w tak nienachalny sposób, że słuchając utworu nie odnosi się wrażenia deja vu. Sam główny riff jest bardzo zapamiętywalny, a w połączeniu z wysuniętą na pierwszym planie gitarą basową tworzy motyw, który powodzeniem mógłby znaleźć się na najnowszym albumie Gojiry. Nowością w twórczości zespołu jest natomiast wykorzystanie gitar akustycznych, których celem było urozmaicenie kompozycji i podkreślenie kontrastów. Tak naprawdę, to właśnie w nich tkwi siła kapeli, gdyż same riffy nie są jakieś odkrywcze i gdyby nie interesujące struktury nie wyróżniałyby się z tłumu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje klimatyczne outro, w którym akompaniującemu fortepianowi towarzyszy wspomniany akustyk, wygrywający orientalne melodie. Choć to jeden z najtrudniejszych w odbiorze utworów, jego wybór na singiel był dobrym krokiem, gdyż jest świetną zapowiedzią kierunku, jaki Obscure Sphinx obrało tym razem! Nieco inną sytuację mamy w nieznacznie krótszym ‘Memories of Falling Down’, który sprawia wrażenie poskładanego z wielu różnych, niekoniecznie pasujących do siebie elementów, przez co wydaje się niespójny. Gdy już przebrniemy przez długie klimatyczne intro ze wspaniałymi czystymi wokalizami Zofii “Wielebnej” Fraś, niespodziewanie przechodzi w ciężki riff, który wbrew pozorom łatwo wpada w ucho i na długo zostaje w głowie.

Kawałkiem, który z pewnością wymaga poświęcenia większej uwagi jest ‘Nieprawota’. Grupa tym razem poszerzyła formułę i po klimatycznym początku zaatakowała fragmentem budzącym skojarzenia z nurtem black metalowym. Podwójna stopa, opętańcze screamy, grany tremolo riff – to wszystko sprawia wrażenie obcowania z chaosem, a gdy nagle motyw zmienia się w jeden ze najspokojniejszych na “Epitaphs”, ciężko pozbierać szczękę z podłogi! Utwór pod sam koniec prezentuje się jednak mniej imponująco, jest za długi, a po wspomnianych wcześniej elementach nie następuje nic interesującego. Choć niewypałem ciężko go nazwać, jest to najmniej interesujący fragment wydawnictwa. Trzeba jednak przyznać, że doskonale wprowadza w drugą część albumu (Part II: Post-Mortem) i małe arcydzieło, jakim jest bez cienia wątpliwości ‘Memorare’. Najłagodniejsza kompozycja z całej płyty posiada atmosferę tak gęstą i ciężką, że niemalże można by ją było kroić nożem. Wielebna prezentuje swoje spokojniejsze oblicze i w przejmujący sposób uzupełnia melancholijny motyw gitarowy. Wraz z rozwojem utworu można odnieść wrażenie, że wpada się w swoisty trans, wszakże przygniatający moment, w którym grany jest dźwięk na drone’ową modłę autentycznie wywołuje ciarki! Samo wykorzystanie jedynie czystego wokalu było strzałem w dziesiątkę i mam nadzieję, że zespół regularnie będzie do tego powracał.

Wokalistka wspina się jednak na wyżyny swoich umiejętności w ‘Sepulchre’, który trwa zaledwie 6 minut. Utwór rozpoczyna przebojowy motyw, który w połączeniu ze słodkim wokalem z powodzeniem mógłby być hitem radiowym. No, przynajmniej pierwsza zwrotka, potem grupa przypomina o swoich korzeniach i w płynny sposób przechodzi w brutalny refren, zdominowany przez niskie growle. Krzyki, których nie powstydziłby się nawet Travis Ryan z Cattle Decapitation, co potwierdza, iż polska wokalistka nie odstaje niczym od męskich odpowiedników. Ostrzejsze oblicze Obscure Sphinx prezentuje też w ‘At the Mouth of the Sounding Sea’, który już od samego początku atakuje intensywnością i charakteryzuje go podniosły charakter. Kompozycja trzyma w napięciu do samego końca, a najwytrwalsi słuchacze zostają zagrodzeni kolejną akustyczną partią, która w refleksyjny sposób zamyka wydawnictwo.

Ogromny wpływ na odbiór albumu ma brzmienie, o którym również należałoby by wspomnieć. Na całe szczęście ewoluowało ono wraz z muzyką i jest o 180 stopni odmienne od tego zaprezentowanego na “Void Mother”, artyści położyli nacisk na co innego. Tym razem jest zdecydowanie bardziej organicznie i naturalnie. Na samym początku ciężko się do tego przyzwyczaić, jednak zabieg przynosi ciekawy efekt. Materiał dzięki temu sprawia wrażenie żyjącego własnym życiem i nie przytłacza nachalnie intensywnością. Ma zwyczajnie mniej “mięcha”,  a bardziej “buja”, co charakteryzuje się wycofanym wokalem i gitarami kosztem pozostałych instrumentów. W tym miejscu gratulacje należą się Kubie Mańkowskiemu, który już wcześniej współpracował z kapelą i ponownie pozytywnie zaskoczył!

Utarło się przekonanie, iż trzeci album jest zawsze kluczowy dla kariery zespołu, czy tak będzie i w tym wypadku ciężko stwierdzić. Z pewnością mamy do czynienia z najdojrzalszym wydawnictwem Obscure Sphinx, ale także różniącym się od poprzednich. Grupa wydając “Void Mother” bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę i zamiast pójść na łatwiznę, nagrywając podobny album, artyści postanowili obejść poprzeczkę z nieco innej strony. Muzyka jest ambitniejsza i bardziej wymagająca, dlatego też sprawia wrażenie ciężkostrawnej. Dopiero po kilku, a nawet kilkunastu przesłuchaniach można stopniowo odkryć ukryte smaczki, co sprawia, iż obcowanie z albumem jest prawdziwym wyzwaniem i podróżą, co na pewno docenią koneserzy brzmień tego typu. O zjadaniu ogona nie ma tutaj mowy!

Part I: Post-mortem
01. Nothing Left
02. Memories of Falling Down
03. Nieprawota
Part II: Post-mortem
04. Memorare
05. Sepulchre
06. At the Mouth of the Sounding Sea

Obscure-Sphinx

Wyro(c)k

81%
81%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7.5
  • Instrumentarium
    8.5
  • Brzmienie
    9
  • Repeat mode
    7.5
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    9.2
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.