Konkurs na relację z Bemowa: Praca numer 45 (Karolina)

Czwartkowy koncert jest świetnym przykładem, jak przypadek może wpłynąć na nasze życie. Jakieś dwa miesiące temu nasz sąsiad w Anglii kupił na wyprzedaży grę „Guitar Hero-Metallica”. Po przyjeździe pożyczył ją mojemu tacie. Był to strzał w dziesiątkę! Razem z tatą-starym fanem Metalliki zachwyciliśmy się grą, po czym zadał mi pytanie „Chciałabyś pojechać do Warszawy na koncert?” Oczywiście odpowiedziałam, że tak! Śmiałam się, iż muszę kontynuować rodzinną tradycję, ponieważ rodzice w prezencie ślubnym od kumpla dostali bilety na koncert w 96’ w Katowickim Spodku.

Przed wyjazdem żyłam koncertem. Odliczałam dni. Kiedy było mi smutno przypominałam sobie, co mnie czeka i od razy wracał mi humor. Oglądając filmiki z koncertów w Internecie cieszyłam się, jak głupia. Z dnia na dzień nakręcałam się coraz bardziej. Czytałam książkę o zespole, którą przeczytał kilkanaście lat temu mój tata. Mając dopiero 15 lat, nigdy wcześniej nie widziałam żadnych swoich idoli na żywo, więc trzeba zrozumiem moje podniecenie.

W końcu nadszedł ten dzień…10 maja wraz z kuzynką, tatą oraz grupką znajomych wyjechaliśmy z Bytomia (woj. Śląskie) minibusem. Byłam tak podjadana tym faktem, że przed, jak i po wyjeździe leciała mi krew z nosa. Kierowcą był jakiś stary dziad, który nie miał pojęcia o prawdziwej muzyce. Myślę, że jechanie z nami było dla niego katorgą, ponieważ całą drogę leciał Machine Head lub Metallica. (A jakżeby inaczej!) Gdy przybyliśmy na miejsce, po bardzo długiej drodze, poszliśmy na początku do pobliskiego Centrum Handlowego. Zobaczyć tylu metali w jednym miejscu graniczy z cudem! To był niesamowity widok. Następnie ruszyliśmy w kierunku Bemowa. Ciągle odliczałam czas. O godzinie 20 udałam się z tatą bliżej sceny, aby stanąć sobie w dobrym miejscu. Mam około 1.60m, więc gdyby nie uprzejmość pewnego kolesia nie widziałabym praktycznie nic. (Dzięki!) Jeśli dorwałabym człowieka, który postawił TOI-TOI, przez który nie widziałam perkusji… Słysząc piosenkę Ac/dc dobiegającą z głośników zdałam sobie sprawę, że to już za chwilę rozpocznie się show! Muzyka z filmu „Dobry, zły i brzydki” nadaje wspaniałą atmosferę. Każdy klaszcze ile wlezie. Nagle zobaczyłam na telebimie Larsa podbiegającego do swojej perkusji! Pierwsze dźwięki-coś nie do opisania. Mocne wejście z Hit The Lights oraz „YEEEAAAHH!” Jamesa. Pomyślałam JEST POWER! Już nie wspominając o kultowym Master Of Puppets. MASTER! MASTER! Krzyczał każdy wokół. W końcu coś z …and Justice Fot All-The Shortest Straw. Przepiękny i wpadający w ucho riff For Whom The Bell Tolls. Utwór rozpoczynający „Ride the Lighting” „Fight Fire with Fire!” z przepięknym intro gitar akustycznych…miód dla słuchacza. W końcu na ekranach pojawił się krótki filmik o powstawaniu kultowego już „Black albumu” z mrożącą krew żyłach muzyczką w tle… Wbrew moim oczekiwaniom nie zaczęli od „Enter Sandman” i bardzo dobrze, ponieważ najlepsze należy zostawić sobie na koniec. Jak się okazało grali utwory z płyty od ostatniego kawałka. To przecudne uczucie, kiedy tyle tysięcy osób śpiewa Nothing Else Matters. Pamiętam, z jakim przejęciem zaśpiewałam wers „forever trust in who we are…” Jedną z moich ulubionych solówek jest ta z „The Unforgiven”. Moja głowa automatycznie poruszała się w przód i tył podczas jej zagrania przez palce Boga Kirka Hammetta. Kiedy nadszedł czas na „Enter Sandman” emocje sięgnęły zenitu. „Eeeeeeeeeexit light! Eeeeeeeeeenter night!”. Dłoń zacisnęła mi w pięść i powędrowała w górę. Strasznie ucieszyłam się, kiedy na bis zagrali „Creeping Death” „So let be written so let be done”! Jeszcze tego samego dnia oglądałam nagranie z koncertu z tą piosenką. A teraz stałam tam i słuchałam na żywo. Moje serce chyba nigdy tak szybko nie biło. Wspaniałe lasery przy „One” robią niesamowite wrażenie. Spojrzałam wtedy na mojego tatę, stojącego z tyłu. Miał rozpuszczone włosy, zamknięte oczy. Tą chwilę zapamiętam do końca życia. Jako ostatnią piosenkę zagrali „Seek and Destroy”. Jeden z moich ulubionych utworów. Przekomarzanie się w James Hetfieldem było bardzo zabawne. „YES!!!-NOOOOO!!!”  

Kiedy zgasły reflektory nie mogłam uwierzyć, w jak wspaniałym przeżyciu właśnie uczestniczyłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego. Gdy ruszyliśmy w kierunku wyjścia łzy same poleciały. Kilka razy odwróciłam się, aby spojrzeć jeszcze raz na scenę. Pamiętam, jak wszyscy usiedliśmy na trawie. Zapamiętam do końca życia widok plastikowych kubków na ziemi oraz białe światła. Właśnie wtedy pomyślałam sobie, że marzenia się spełniają. Kiedy o tym teraz pomyślę wciąż się wzruszam.

W drodze powrotnej ze słuchawkami w uszach przypominałam sobie wszystkie te chwile. Kiedy teraz pytają się mnie znajomi „Jak było?” po prostu nie wiem, co odpowiedzieć. Tego nie da się opisać-to trzeba przeżyć. Marzenia się spełniają. Od 10 maja wierzę w to powiedzenie z całego serca.

Pozdrawiam, Karolina \m/

(na zdjęciu-od dołu ja i tata)