Zakk Wylde (Black Label Society): „Kocham wszystkich chłopaków, z którymi grałem, ponieważ każdy jest wyjątkowy”

0

Joe Daly z The Weeklings przeprowadził niedawno wywiad z Zakkiem Wyldem. W rozmowie zostały poruszone kwestie nowego albumu Black Label Society i świeżych członków tego zespołu oraz sprawa problemów zdrowotnych gitarzysty AC/DC, Malcolma Younga. Kilka najciekawszych wypowiedzi Zakka tłumaczymy poniżej.

Powiedziałeś, że nie widzisz dużej różnicy w brzmieniu pomiędzy albumami ,,Catacombs Of The Black Vatican” i ,,The Song Remains Not The Same” (kolejno ostatni i przedostatni studyjny album Black Label Society – przyp. red.). Jednak przy najnowszej płycie można odczuć, że jest szczególnie skoncentrowana i agresywna, nawet jeśli chodzi o ballady. Czy miałeś wyraźną wizję tego, jak będzie brzmiał nowy krążek, gdy zaczynałeś go tworzyć?

Nie, to według mnie jedna z najbardziej ekscytujących rzeczy przy okazji tworzenia nowego albumu. Jesteśmy jak grupka wikingów, którzy wychodzą i mówią: „Zobaczmy, czy damy radę coś znaleźć.” Jeśli na coś wpadasz, to nie jest to odkrywanie Ameryki. My niczego nie odkrywamy, po prostu na to wpadamy! Patrzę na to w ten sposób – gdzieś w promieniu 2 mil zakopana jest kupa kości i jeśli nie znajdziemy nic dzisiaj, to pójdziemy i wykopiemy to jutro. Jedynie do nas należy problem ich znalezienia. Dopóki jesteś przybity, wkurzony albo złapiesz blokadę w pisaniu, będziesz kopał tak długo, aż znajdziesz coś, co ci się spodoba. Taka jest prawda.

Macie kilku nowych chłopaków w kapeli – Dario Lorinę na gitarze i Jeffa Fabba na perkusji. Jak wpłynęło to na brzmienie?

Wszyscy goście, z którymi kiedykolwiek grałem w Black Label Society – jesteśmy jak grupka Navy SEALs (siły specjalnie amerykańskiej marynarki – przyp. red.) – każdy wie dlaczego tu jest, zamierzamy zabić kilku złych kolesi i wtedy wrócimy do domu. Chodzi o to, że tu nie ma narzekania, zawodzenia i jęczenia, w Black Label Society nie mamy tych problemów. W naszym zespole występ należy do ciebie, do momentu aż zdecydujesz się przestać to robić. Każdy, kto dołącza do kapeli, zastępuje cię albo zajmuje twoje miejsce – to ich koncert, w każdej chwili możesz odejść, ale nawet wtedy zawsze możesz wrócić i znów zacząć grać.
Chad (Szeliga, były perkusista – przyp. red.) koncertował z nami, po czym dostał ofertę, aby pograć ze Scottem Stappem, gdy mieliśmy okres przestoju, jeszcze zanim nagraliśmy ostatni krążek. Chad powiedział coś w stylu: „Zakk, zamierzam odejść ze Scottem na jakiś czas”, a ja odpowiedziałem: „Nie ma problemu. Idź skopać trochę tyłków. Kochamy cię, wykonałeś niesamowitą robotę na ostatnim albumie.” To naprawdę wygląda jak braterstwo. Kocham wszystkich chłopaków, z którymi grałem, od samego początku mojej kariery do momentu w którym teraz rozmawiamy, ponieważ każdy z nich jest wyjątkowy. To tak jakbym posiadał New York Yankees (drużyna baseballowa z Nowego Jorku – przyp. red.) – każdy koleś, który założył koszulkę Yankee, którego numer odszedł na emeryturę i został upamiętniony w Monument Parku (stadion Yankeesów, na którym uhonorowani są byli zawodnicy drużyny, wraz z numerami, które mieli na koszulkach – przyp. red.) – każdy z nich jest wyjątkowy i niesamowity, każdy jest kimś, kto ogromnie przyczynił się dla zespołu.
Teraz to występ Jeffa i Dario, dopóki oni nie przestaną tego chcieć. Nick (Catanese, były gitarzysta BLS – przyp. red.) powiedział coś w stylu: „Zakk, tworzę teraz swój własny materiał z kilkoma kolesiami i świetnie się przy tym bawimy. Myślę, że chciałbym zająć się tym w pełnym wymiarze.” Odpowiedziałem: „W porządku. Nick, chłopie, kocham cię, bracie. Wszyscy chcemy tego, żebyś osiągnął sukces i był szczęśliwy”. Nick zawsze będzie bratem Black Label, więc wszystko jest dobrze. Sposób, w jaki idziemy do przodu, czyni to wszystko wyjątkowym. Lwy trzymają się tylko z lwami – nie ma wśród nich hien.

Jakieś przemyślenia na temat informacji odnoście tego, że AC/DC zamierzają zawiesić działalność?

To po prostu straszne. Do dupy. Nie jest istotne, ile masz pieniędzy – nawet jeśli Malcolm (Young, gitarzysta AC/DC, którego stan zdrowia w ostatnim czasie znacznie się pogorszył – przyp. red.) i ci kolesie byliby na poziomie zespołu grającego po barach, jeśli on zarabiałby tyle, aby zapłacić za swoje rachunki i grać muzykę, którą po prostu lubi wykonywać, a potem musiałby przestać to robić, to wciąż byłoby bardzo smutne. Mam nadzieję, że mu się polepszy, aby mógł mieć dobre życie. To zdecydowanie beznadziejna sprawa, ale jedyne co możesz zrobić to odmówić za niego modlitwę i mieć nadzieję, że będzie lepiej. Nie znam nikogo, kto nie kochałby AC/DC, więc Malcolm nie może narzekać na brak miłości, która do niego płynie.

Cały wywiad możecie przeczytać pod tym linkiem.

Zakk Wylde (Black Label Society): "Kocham wszystkich chłopaków, z którymi grałem, ponieważ każdy jest wyjątkowy"

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

Headbang motherfucker.