Scott Ian (Anthrax) o nieoglądaniu się za siebie i nieprzejmowaniu opiniami innych

0

Scott Ian w ostatnim czasie jest bardzo aktywny, jeśli chodzi o swoje wypowiedzi. W ostatnim newsie pisaliśmy na temat najnowszego albumu Anthrax i możliwości reaktywacji S.O.D. Tym razem wywiad z gitarzystą przeprowadził John Parks z Legendary Rock Interviews. Kilka najważniejszych kwestii tłumaczymy poniżej.

Anthrax zawsze znany był z wykraczania poza dotychczasowe granice tego, o czym metalowy zespół mógł mówić, łącznie z uzasadnionymi komentarzami społecznymi w piosenkach takich, jak ,Who Cares Wins’, ,Indians’ czy ,In The Family’. Czy wciąż czujesz inspirację do pisania o tak szerokim zakresie problemów, po tych wszystkich latach?

Powiem ci, gdy skończę następny album (śmiech). Nie wiem, naprawdę nie wiem. Po raz kolejny, nie myślę o tym zbyt wiele i nie analizuje tego. Lirycznie mam do tej pory ukończone 4, 5 piosenek, ale jeśli zapytasz mnie, o czym akurat pisałem, nie będę potrafił ci odpowiedzieć, bo kończę jedną rzecz, po czym idę dalej. Dopiero gdy wszystko jest napisane i siedzimy już w studio, rozpoczynamy pracę, zaczynam wchodzić głębiej w te wszystkie rzeczy. Na razie jestem w środku tego wszystkiego, przez co nie mogę ci konkretnie powiedzieć, o czym piszę. Próbuję myśleć o jakichś piosenkach, które już skończyłem i nie potrafię ci podać nawet ich tytułu. Jest to dosyć szalone, ale tak to wygląda, gdy jestem w środku tego procesu. Było tak samo, gdy tworzyłem „Persistence of Time”. Nie wiedziałem o czym do cholery piszę, gdy byłem w fazie tworzenia tego krążka. Dopiero po tym wszystkim wróciłem do tego, popatrzyłem i pomyślałem, „OK, to tam byłem wtedy myślami”. To kwestia posiadania wielu pomysłów, a następnie przerzucenia ich jakoś do tekstu. To zawsze było wyzwaniem, ale jednocześnie jedną z tych rzeczy, które naprawdę uwielbiam, będąc w zespole.

Gdy wykorzystywałeś te szanse i mówiłeś o prawdziwych, światowych problemach, jak często docierało do ciebie, że odcinasz się od wiru typowych heavy metalowych tekstów o seksie, Szatanie i potędze? Czy inne zespoły z tych czasów uświadamiały cię o tym?

Nie obchodziło mnie to. Nie ma dla mnie znaczenia, co inni ludzie robią lub myślą, jedyna rzecz, która mnie obchodzi to to, co robimy my. Naprawdę, naprawdę nie przejmuje się tym, co inni ludzie uważają o tym, co robimy i było tak już od pierwszych dni. Nie mogłem się tym przejmować, bo tak jak powiedziałem kiedyś, jeśli zawracałbym sobie tym głowę, bylibyśmy jak cover band Van Halen w 1981r., a Anthrax nigdy by nie istniał. Nigdy mnie to nie obchodziło i nie ma dla mnie znaczenia, czy działało to w jedną, czy drugą stronę, złą bądź dobrą. Znaczy się, uznanie jest niesamowite i nie mówię, że jestem przeciw temu – oczywiście, każdy rodzaj docenienia tego, co robimy, jest dobry, ale nie wpływa to na sposób, w jaki piszę, czy kierunek, w którym zmierza ten zespół. Koniec końców, wszystko sprowadza się do tego, że jesteśmy kolesiami siedzącymi razem w jednym pokoju i robiącymi to, co kochamy oraz to, co czyni nas szczęśliwymi. Tak robiliśmy zawsze, od pierwszych dni. To jedna z tych rzeczy, która w Anthrax nigdy się nie zmieni; tak naprawdę jest tylko jeden powód, dla którego to robimy- pisanie tego typu muzyki i posiadanie możliwości jej grania czyni nas szczęśliwymi. Wszystko, co przychodzi po tym, dobre czy złe, to błahostka. Dla mnie fakt, że gramy występy jest wciąż świetny. Granie koncertów uważam za najlepszą część bycia w zespole, te dwie godziny grania na scenie to najlepsza część tego wszystkiego. To, że piszemy piosenki i nagrywamy płyty to idealny dodatek do tego wszystkiego, który przypomina, że ludzie na całym świecie lubią to, co robimy. Na pewno więc nie zaniedbuję żadnej z tych rzeczy, ale z drugiej strony, nie wpływa to w żaden sposób na to, co robimy.

Cały wywiad przeczytacie pod tym linkiem.

Scott Ian o nieoglądaniu się za siebie i nieprzejmowaniu opiniami innych

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!