Rob Halford (Judas Priest): „Jestem dumny z tego, co udało nam się osiągnąć”

0

W ostatnim wywiadzie dla pressofAtlanticCity.com Rob Halford z Judas Priest mówił o sukcesie płyty „Redeemer of Souls”, swojej nieobecności w zespole i ujawnieniu swojej orientacji seksualnej.

Halfrod pytany o jego opinię odnoście sukcesu “Redeemer of Souls” – albumu, który osiągnął największy sukces na listach przebojów z wszystkich albumów wydanych dotychczas przez Judas Priest, odpowiada:

To niesamowite, przede wszystkim podziękowania należą się fanom. To bardzo ważne by znaleźć się na listach przebojów. Wszyscy na całym świecie sprawdzają te listy. Cały zespół był za tym… to sytuacja w której nie ma przegranych. Wszystko rozbija się o muzykę. Chciałbym powiedzieć, że właśnie wydaliśmy najlepszy metal jaki zrobiliśmy od dłuższego czasu i jestem z niego bardzo zadowolony. Postawiłbym ten album obok każdej z ważnych płyt jakie Judas Priest wydało. Powiedzieliśmy „Wejdźmy w to jeszcze raz” i powstały te kawałki . Słuchając ich teraz jestem bardzo dumny z tego, co udało nam się osiągnąć jako grupie.

 Czy przy takim uznaniu przez listy przebojów i fanów mają dla ciebie znaczenie pojawiające się krytyczne uwagi odnośnie tej płyty?

Tak. Nie możesz ignorować krytyki, szczególnie jeżeli jest oznaką tego, że jesteś rozpoznawany. Czy ma ona dobry wpływ? Jeżeli chodzi o zespół to jest to fantastyczna sprawa. Pomaga nam ona czuć się dobrze kiedy zostajemy rozpoznani przez „ważnych krytyków”.

Nie śpieszyłeś się z nagrywaniem tej płyty i zawsze podkreślałeś, że chcesz by wyszła ona dobrze. Czy oznacza to, że osiągnąłeś swój cel?

Osiągnęliśmy to. Nie możemy jednak wystarczająco podkreślić wkładu Richiego (chodzi o gitarzystę Ritchiego Faulknera, który zastąpił K.K. Downing – przyp.red.). Nie można przecenić jego udziału i tego jak ważnym czynnikiem jest w całym zespole. Kiedy zgraliśmy się razem na Epitaph Tour (w 2011 roku) i podróżowaliśmy po całym świecie grając kawałki obejmujące głównie historię zespołu, wiedzieliśmy, że musimy wydać nowy materiał.

Dlaczego uważasz, że Judas Priest „ma to coś” i jest w stanie odnosić sukcesy, kiedy inne zespoły męczą się wydając nową muzykę?

Rozmawialiśmy o tym czymś zwanym „chemią heavy metalu”. Nikt się nie obija. Wiemy kim jesteśmy i czego od siebie oczekujemy jako kumple z zespołu, cenimy też ten metalowy ślad jaki pozostawiamy za sobą. Nie jesteśmy tylko w zespole by tworzyć kawałki. To kurewsko ważne rzeczy i wiemy o tym.

W zespołach, które grają razem przez długi czas zawsze dochodzi do zawirowań, jakie są obecnie relacje w Judas Priest?

Jest dobrze, bardzo dobrze. Ritchie całkowicie zgrał się z zespołem i dodał silnych wibracji. Dodatkowo reakcja na „Redeemer” sprawiła, że nie moglibyśmy być silniejsi.

Czy twoja dziesięcioletnia nieobecność w zespole wyszła wam na dobre?

Nigdy nie należałem do ludzi pełnych żalu. Rzeczy dzieją się z jakichś powodów, a kiedy się dzieją powinny być twoim wyborem, a nie wyborem jaki inni dokonują za ciebie. Mówiąc to pytam siebie „Dlaczego to robię? Czy muszę grać taką muzykę, żyć tym życiem i w tym zespole?” Te 10 lat było  jednocześnie satysfakcjonujące i frustrujące. “Resurrection” (solowy album Halforda) porusza czułą strunę, więc był to dający satysfakcję okres.

Po ujawnieniu swojej orientacji seksualnej spodziewałeś się raczej stereotypowego traktowania przez fanów metalu i odrzucenia, a spotkało cię coś zupełnie innego, prawda?

Prawdopodobnie sam siebie mamiłem i wciągałem w myślenie, że zostaną odrzucony. Okazało się, że nie mogłem się bardziej mylić. Kiedy dokonujesz takiego wybory jak wyjawienia swojego homoseksualizmu i zmierzasz się z kwestią ujawnienia siebie zaczynasz tworzyć swojego rodzaju samo narzucony negatywny strach. Niestety dzieje się to także dzisiaj. „Czy mam się ujawnić i powiedzieć, że jestem gejem?” Ale musisz to zrobić by żyć na własnych zasadach, a nie zasadach, którzy inni na ciebie nałożyli. Nie mów, że nie możesz tego zrobić i boisz się, że kogoś urazisz. Jeżeli cię odtrącą to cię odtrącą. Chwyć życie za rogi i powiedz im „Bierzcie mnie takiego jakim jestem i kim jestem, a jeżeli wam się to nie podoba to wasz problem, nie mój”. Fani zachowali się niesamowicie.

Twój głos się z pewnością zmienił przez lata, jak zamierzasz mając 63 lata śpiewać tak jak kiedyś?

Nie jest on tak czysty i spójny jak 45 lat temu, jednak jeżeli posłuchasz Pavarottiego kiedy zaczynał zobaczysz, że też nie brzmi tak samo jak w wieku 70 lat. Tak też jest ze mną, zmieniła się tekstura mojego głosu.

Rob Halford (Judas Priest): "Nie moglibyśmy być silniejsi"

Udostępnij to

O autorze

potworzbagien

Co tu dużo mówić, kocham muzykę. Od Mety przez Rudego po System i Mansona. Uwielbiam odnajdywać perełki wśród młodych zespołów takich jak Avatar czy Reignwolf, wielką miłością pałam również do naszych rodzimych Kabanosów. Zaraz będzie ciemno!