Ostatnia wola Testamentu – recenzja Dark Roots of Earth

10

Dark Roots Of Earth ukazała się dobre pół roku temu, a jednak dopiero teraz udało mi się ją porządnie przesłuchać od początku do końca. Dlaczego tak późno? Dobre pytanie, wszak tak muzycy tworzący tę grupę jak i renoma, której się dorobili gwarantuje nawet jeśli nie bardzo dobry album, to przynajmniej nie schodzący poniżej pewnego przyzwoitego poziomu. A jednak Testament mimo talentu i potencjału zawsze był krok za „Świetą trójcą thrash metalu”. Celowo nie użyłem określenia „Wielka czwórka”. Wielu fanów uważa, ewentualnie nie rozumie, dlaczego to właśnie Anthrax znalazł się w gronie The Big 4. O ile Metallica, Slayer i Megadeth to niepodważalni liderzy thrash metalu, to w przypadku The Big 4 wybór Anthrax wzbudzał od początku wątpliwości. Dlaczego to właśnie Testament nie został nominowany do tego przedsięwzięcia? Wielka szkoda, że tak się nie stało – taki wybór mógłby temu zespołowi dać ogromną rekompensatę w postaci nieomalże drugiej młodości, może nawet pewnej eksplozji popularności, a to z racji tego właśnie, że choć wielu fanów zna nazwę tej grupy, to jednak oczekiwanie na jej albumy nigdy nie wzbudzało takiej gorączki, jak to ma miejsce od choćby na samo hasło, że oto Metallica, Slayer czy Megadeth weszli do studia. Jednak nic nie dzieje się bez kozery.

Testament mimo, że startował prawie w tym samym czasie, co „Święta trójca” to jednak pierwszy album The Legacy (nawiązujący notabene do oryginalnej nazwy zespołu) wydał dopiero w 1987 roku. Stało się tak za sprawę problemów kadrowych w szeregach grupy. Jak pokazała potem historia, przetasowania personalne to znak firmowy tego zespołu, liczba muzyków, którzy przewinęli się przez tą grupę jest tak duża, że chyba tylko najbardziej zagorzali i ekstremalni fani są stanie podać poszczególne składy. Nawet Dave Mustaine i jego Megadeth nie może pochwalić się aż taką karuzelą personalną. Jednak mimo tych zawirowań, trzon Testamentu od początku tworzą gitarzysta Eric Peterson i wokalista Chuck Billy. Do tej dwójki teoretycznie można dorzucić Alexa Skolnicka. Jednak z dzisiejszego punktu widzenia nie można być tego pewnym.

Drugim problemem Testamentu, który kładzie się cieniem na ich mniejszy rozgłos jest fakt ich stylistyki. Fluktuacje personalne powodowały różne rodzaje chemii między muzykami – tak oto w 1997 roku Testament miał romans z death metalem. Wynikiem tej fascynacji jest płyta Demonic. Powiedzmy sobie jasno – płyta bardzo dobra, ba, dla wielu może nawet opus magnum. Jednak brak jednolitej, jasnej i klarownej spójności, tudzież różna chemia między muzykami w zależności od aktualnego składu powodowała, że Testament jedną płytą zdobywał nowych fanów, by przy następnej ich po części zniechęcić.

Te dwa (zależne przecież od siebie) czynniki zapewne w największym stopniu od zawsze powodują pewne niedocenianie grupy. Czy Dark Roots Of Earth zmienił ten obraz?

httpvh://www.youtube.com/watch?v=m7PhIwfOPdE

Po pół roku można napisać – niestety nie. Ten pejoratywny odcień może brzmieć dziwnie w przypadku albumu, który jest teoretycznie thrashowy, klasyczny, zagrany nowocześnie. Tak naprawdę jednakże Testament nagrał płytę zachowawczą. Panowie próbowali chyba wcisnąć na nią jak najwięcej różnych elementów licząc na jak największe spektrum fanów. Mamy tu próby zagrania czegoś heavy, jak cover Iron Maiden, mamy tu klasyczne thrashowe granie gitarzystów w oryginalnych numerach,mamy tu nawet blasty, których pomysłodawcą zapewne jest muzyczny obieżyświat Gene Hoglan – kiedy Gene dołącza do składu od razu wiadomo, że będzie ciężej, szybciej, agresywniej. Jednak wszystko razem włożone na ten sam krążek średnio się buja, przynajmniej tutaj. Zacznijmy od coverów – Testament nigdy nie był grupą, która słynęła z ich grania. Zespołów ODGRYWAJĄCYCH w ten sam sposób numer co oryginał jest tysiące. A tak właśnie stało się w przypadku Animal Magnetism Scorpions czy Powerslave Iron Maiden. Oczywiście profesjonalizmu nie można tutaj odmówić – wszystko jest zagrane na 100% i przypadkowej nuty tam nie znajdziemy, ale dzisiaj potrafią to dziesiątki nawet garażowych projektów. Na oryginalność panowie próbowali się wysilić w Dragon Attack grupy Queen (oryginalnie na albumie The Game). Jednak jeśli Testament chciał zrobić coś naprawdę świeżego i pomysłowego powinni zwrócić się do Acid Drinkers. Kwasożłopy jak mało kto znają przepis na granie coverów.Poza oddaniem hołdu rockowym potęgom trudno dopatrywać się tu jakiegoś wartościowego wzbogacenia albumu, równie dobrze Testament mógł po prostu urozmaicić tymi numerami set koncertowy, bez konieczności nagrywania ich.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=MhfzXZZSot0

Przejdźmy teraz do oryginalnego grania, które odnajdujemy na Ciemnych Korzeniach Ziemi. Generalnie wszystko jest na swoim miejscu, w kompozycjach wyraźnie „czuć rękę” Erica Petersona, gdyż to właśnie on na przestrzeni lat stał się kompozytorską siłą grupy. Szkoda, że jego gitarowa gwiazda nie świeci tak jasno, jak gwiazda Alexa Skolnicka, który wywodzi się ze szkoły Satrianiego. Wydaje się nawet, iż obecnie obecność Skolnicka bardziej szkodzi Testament niż pomaga, oczywiście nie można odmówić Alexowi ani zasług w tworzeniu legendy zespołu ani tym bardziej umiejętności technicznych. Jednak bądźmy szczerzy – jego absencje w grupie nigdy nie były w pełni uzasadnione niczym więcej poza chwilowym znudzeniem. Po drugie dzisiejsza obecność tego gitarzysty w zespole powoduje, że grupa prawie wcale nie gra materiału z płyt, które zostały nagrane bez jego udziału. Szkoda tylko, że mowa tu o dwóch najmocniejszych albumach, do jakich należą wspominany Demonic czy absolutny majsterszyk The Gathering. Skolnick zresztą nawet niespecjalnie kryje się z tym, że krążki wydane bez jego udziału są celowo pomijane. Co jest powodem takiej taktyki grupy? Z dzisiejszego punktu widzenia Skolnick na pewno nie jest Testamentowi niezbędny ani jako członek teamu ani jako kompozytor. Ba, to właśnie po jego odejściu pod koniec lat ’90 grupa przeżyła prawdziwy renesans, kiedy Metallica pod koniec tychże lat ’90 odgrzewała hurtowo kotlety (Garage Inc a potem S&M), Slayer był niewiele lepszy (Undisputed Attitude), a Megadeth nagrywał słabiutki Risk, to właśnie Testament ratował dobre imię thrashu. A wszystko to bez udziału Alexa – zapewne powody jego dzisiejszej obecności pozostaną znane tylko samemu zespołowi.

Wracając do obecnego albumu – mimo starań brak mu prawdziwych kilerów. Na plus wyróżniaja się nieco Native Blood czy True American Hate, jednak i tak daleko im do Over the Wall z debiutu The Legacy czy DNR z The Gahtering. Dark Roots of Earth wydaje się bardziej zbiorem riffów, które próbowano ułożyć w jakąś logiczną całość. Wszystko profesjonalnie zagrane, nagrane i wydane – a jednak czegoś tu brak. Niech nikogo te narzekania nie zmylą jeśli jeszcze nie słyszał tej płyty – w dzisiejszym zalewie muzycznego chłamu, nawet średnia płyta Testament daje gwarancję solidnej porcji metalowego łomotu, Testament zresztą nigdy nie wydał płyty po prostu słabej, totalnego gniota. Jednak biorąc pod uwagę tak talent ekipy, jak i jej dorobek, oczekiwania są zdecydowanie większe. Wychodzi więc na to, że póki co ta ekipa z Bay Area pozostanie w cieniu „Świętej trójcy”, ale  poczekajmy na odpowiedź Slayera czy Metalliki. Już za chwilę może się okazać, że podobnie jak pod koniec lat ’90 to Testament znowu wyznaczy niespodziewanie trend.

httpvh://www.youtube.com/watch?v=l5Ibm8mjSek

Udostępnij to

O autorze