James Hetfield o pierwszym spotkaniu ze Stevem Harrisem

0

Angielski basista i mózg Iron Maiden to postać wyjątkowa. Pracowity i skromny jest wzorem dla wielu muzyków. W rozmowie dla So What, James Hetfield wspomina pierwsze spotkanie z założycielem Żelaznej Dziewicy.

Spędzanie czasu z chłopakami z Maiden zawsze przypomina mi o wielu wspaniałych wspomnieniach. To było w 1981 roku, prawdopodobnie, gdy ja, Ron McGovney i Lars woziliśmy się po Hollywood. Zobaczyliśmy na ulicy Steve Harrisa. Wtedy my – głupi, wstydliwi metalowcy – zawołaliśmy „Hej, Steve!”. A on nagle się obrócił i szedł prost w naszą stroną. Byliśmy wtedy strasznie podnieceni. 

Po raz pierwszy mieliśmy kontakt z takim znanym i świetnym gościem. Zapamiętam to na zawsze. Steve Harris – niezwykle twardo stąpający po ziemi, naprawdę świetny facet. I od tego czasu ani trochę się nie zmienił. Ostatnio pojawił się na naszym koncercie w Quebec City. To naprawdę fajne uczucie, gdy na swoim koncercie dostrzeżesz innych muzyków. To sprawia, że wchodzisz na nowy poziom. Czuliśmy się jak na na Igrzyskach Olimpijskich. Nasza setlista była 5 minut szybsza. Lars strasznie się denerwował i wrzeszczał „O mój Boże. Steve Harris mnie ogląda! Czy ta partia nie brzmi zbyt podobnie do Iron Maiden?”

Zazwyczaj w połowie show orientujesz się, że już sobie poszedł i myślisz „OK, już go nie ma, więc możemy przejść do następnego etapu”. Ale nie Steve. On stał tam cały koncert, do samego końca. Nie tylko tam stał. Później wsiadł z nami do auta (śmiech), a potem do hotelu – świetny, wyluzowany facet!

Mieliśmy przyjemność zobaczyć Maiden kilka dni później i jak zawsze byli bardzo gościnni.

Udostępnij to

O autorze

Jestem na tym pięknym etapie, kiedy każdego dnia poznaję coś nowego, co ubarwia moje życie. Z zamiłowaniem do klasycznego heavy metalu stopniowo poszerzam swoje horyzonty.