Kerry King (Slayer): „Nie mam w głowie żadnego zakończenia”

0

W niedawnym wywiadzie dla Miami New Times Kerry King został zapytany, czy podczas zakładania swojego zespołu w 1981 roku myślał o tym, że po 35 latach wciąż będzie występował na scenie. Gitarzysta Slayera odparł:

Nie, ponieważ gdy zaczynaliśmy w latach 1981-82, słowo „stary” miało dla mnie inne znaczenie. 55 latek był dla mnie starym człowiekiem, ale obecnie niewiele mi do tego wieku i nie czuję się staro. Niektóre rzeczy bolą mnie bardziej, niż wtedy, gdy miałem 25 lat, ale koncerty Slayera wciąż są epickie. Odpowiadając na pytanie – absolutnie nie podejrzewałem, że po 35 latach wciąż będę na scenie. Jeśli Jeff (Hanneman, zmarły w 2013 roku gitarzysta Slayera – przyp. red.) wciąż by żył, powiedziałby, że robiliśmy to dla lasek i piwa, ale ja nie piłem piwa, więc robiliśmy to dla lasek. (śmiech)

King zapytany o to, czy kiedykolwiek myślał o ostatnim rozdziale dla Slayera, odpowiedział:

Nie mam w głowie żadnego zakończenia. Mówiłem już jednak, że nie chcę umrzeć na scenie. Dobrą wiadomością jest fakt, że mamy 7 czy 8 kawałków z ostatniej sesji nagraniowej. Są gotowe, nagrane, mają brzmienie „Repentless”. Mamy wiele materiału – musimy po prostu znaleźć czas na ponowne wejście do studia. Nasza wytwórnia, Nuclear Blast, zawraca mi tym głowę, ale nie sądzę, że będzie to miało miejsce wcześniej niż pod koniec przyszłego roku…

Kerry King nie przejawia co prawda chęci przejścia na emeryturę, jednak od jakiegoś czasu pojawiają się informacje, jakoby karierę miał zakończyć Tom Araya. Sam gitarzysta Slayera nie potrafi jednak odnieść się do słów swojego kolegi z zespołu, tłumacząc, że ma on „bardzo niejasny charakter”.

Slayer wydał w tym miesiącu teledysk do utworu “Pride In Prejudice”, który zamyka trylogię clipów promujących album „Repentless”. Ostatni koncert thrash metalowców w naszym kraju odbył się 9 lipca, podczas festiwalu w Jarocinie.

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!