Dave Lombardo: „Gdyby Jeff nadal tu był i grał w Slayerze, nie chciałby przejść na emeryturę”

0

Dave Lombardo to zapracowany człowiek, z którego umiejętności skorzystało – i cały czas korzysta – wiele zespołów. Obecnie gra w Suicidal Tendencies, Misfits i Dead Cross. Dla fanów thrash metalu Lombardo to kultowa postać. Slayer od samego początku przesuwał granice ekstremalnej muzyki, a duży wpływ miał na to właśnie Dave.

To jego poprosił Metal Hammer o napisanie listu, w którym wyraziłby on swoje uznanie dla byłego kolegi – Jeffa Hannemana; Jeff był bardzo bliskim przyjacielem perkusisty. Dave prośbie nie odmówił i w pięknych oraz ciepłych słowach wspominał gitarzystę odpowiedzialnego za skomponowanie tak ponadczasowych utworów, jak: ‘Angel Of Death’, ‘Raining Blood’, ‘South Of Heaven’, ‘War Ensemble’, ‘Seasons In The Abyss’ i wielu innych.

Tak wspomina on pierwsze spotkanie z Hannemanem:

Po raz pierwszy spotkałem Jeffa w 1981 roku tuż po tym, jak Kerry i ja założyliśmy zespół, kiedy ćwiczyliśmy w domu moich rodziców. Podejrzewam, że Kerry go gdzieś spotkał, zaczęli rozmawiać, a następnie przyprowadził Jeffa do domu. Wyglądał dla mnie jak jakiś spokojny surfer: długie blond włosy, mieszkający w Long Beach, który mógłby pływać na desce surfingowej. Pomyślałem: Ten dzieciak jest fajny.

O wpływie Jeffa na muzykę Slayera:

Jeff miał duży wpływ na brzmienie Slayera. Siedzieliśmy w typowym metalu tamtych czasów – Judas Priest, Iron Maiden, Rainbow, Deep Purple. Pewnego dnia Jeff pojawił się z ogoloną głową. Wszyscy krzyknęliśmy: Whoa, Jeff, co zrobiłeś? Podszedł, mówiąc: Jestem punkiem. To koniec. I przyniosł ze sobą całą tę muzykę: trochę winyli, jakieś kasety – Black Flag, TSOL, Minor Threat, Dead Kennedys, Circle Jerks. Pomyślałem: Wow, w jakiej dziczy żyłem? To był ogromny punkt zwrotny – nasze utwory stały się szybsze, bardziej agresywne. To on wniósł to do Slayera.

Kiedy spotykasz kogoś po raz pierwszy, szczególnie w tym wieku, wszyscy są spokojni i są sobą, ale kiedy zacząłeś poznawać Jeffa, otworzył się. Zdecydowanie miał taką postawę punkową typu: Fuck The World. Zwłaszcza po kilku piwach.

A jakim był człowiekiem i przyjacielem?

Był prawdziwym troskliwym facetem. Pamiętam, że pewnego razu podczas naszej pierwszej trasy jechaliśmy do klubu w Kanadzie. Dotarliśmy tam wczesną nocą i grał tam zespół, więc wyjechaliśmy i wypiliśmy trochę drinków. Tak się nawaliłem, że poszedłem do toalety, zamknąłem drzwi kabiny, usiadłem i po prostu zemdlałem. Sądzę, że Jeff przyszedł mnie szukać. Wchodzi do łazienki i próbuje otworzyć drzwi do kabiny – pociąga je, prawie wyrywając drzwi z zawiasów, żeby je otworzyć. A potem zdaje sobie sprawę, że wszystko, co musi zrobić, to popchnąć je. Więc otwiera drzwi i podnosi mnie. Zapytałem go później: Jeff, czy moje spodnie były opuszczone? A on się roześmiał i powiedział: Nie koleś, po prostu siedziałeś na kiblu w spodniach. To było dobre serce Jeffa. Wiem, że gdybym potrzebował jakiejkolwiek pomocy, to on by mi jej udzielił. Był tego rodzaju facetem. Był dobrym przyjacielem. To się liczy.

O przekazaniu gitarzyście smutnych wieści:

Pod koniec swojego pobytu w zespole doszedł do miejsca, w którym jego wydajność na scenie nie była na tym samym poziomie co reszty grupy. Alkohol zebrał swoje żniwo. Podobnie jak operacje, które przeszedł. To było smutne, ale musieliśmy podjąć decyzję i przekazać mu wiadomość. Wiem, że to go zmiażdżyło.

Lombardo jest też pewien, że gitarzysta nie myślałby o zakończeniu kariery:

Gdyby Jeff nadal tu był i grał w Slayerze, nie chciałby przejść na emeryturę. Walczyłby, żeby utrzymać zespół. Wziąłby wszystkich za rogi i ruszył dalej. Jego miłością i pasją była muzyka i występowanie na scenie. Ta pasja była tłumiona przez toksyny, ale wciąż tam była.

Pod koniec dodaje:

Jeśli istnieje jeden utwór Slayera, który naprawdę definiuje Jeffa, jest to ‘Necrophobic’ z „Reign In Blood”. To był jeden z najszybszych kawałków, jakie stworzyliśmy. Miał ten agresywny, brutalny i niemal jednostajny dźwięk. Chodził, imitując go. Pamiętam, jak mówił: Ten jest szybki, jest brutalny. Przekroczymy granicę do tego stopnia, że nie będziemy mogli grać go szybciej. I to właśnie zrobiliśmy.

Udostępnij to

O autorze

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/