Czym inspirował się autor okładki nowej płyty Metalliki, „Hardwired…To Self-Destruct”?

0

Wczorajszy wieczór był jednym z najlepszych dla fanów Metalliki od lat! Grupa bez zbędnych zapowiedzi opublikowała singiel, a wraz z nim szczegóły nowego wydawnictwa, „Hardwired…To Self-Destruct”, którego premiera odbędzie się już 18 listopada. Poza samym utworem sporo szumu zrobiła okładka, która właściwie już od samego początku budziła kontrowersje. Chociaż jest utrzymana w nowoczesnym klimacie, to jej wykonanie pozostawia wiele do życzenia, co nie zostało przeoczone przez internetowych szyderców. Mało kto tak naprawdę wie co symbolizuje tajemnicza sylwetka składająca się z połączonych twarzy muzyków, gdyż jak wspomniał redakcyjny kolega, Michał, praca należy do tych z gatunku „co autor miał na myśli”. Można więc ją interpretować na wiele sposobów. Czterogłowe monstrum, Frankenstein? „Coś jakby potwór”? Być może jest to nawiązanie do nowej muzyki, która wg zapowiedzi ma być jednym wielkim misz-maszem. A może grafika nie ma głębszego sensu i ma po prostu ładnie wyglądać?

Podobne dyskusje wśród fanów toczyły się zresztą 8 lat temu przy okazji premiery „Death Magnetic”. Magnesy, opiłki – cover art zdawał się tworzyć spójną całość do momentu, w którym Lars potwierdził, iż jest świadomy podobieństwa głównego motywu do waginy. Wspomniany artwork stworzyli specjaliści do kreowania marki (nie związani wcześniej z przemysłem fonograficznym). Ich celem było wniesienie świeżych pomysłów, uwzględniwszy ikonografię po to, by zachęcić ludzi do legalnego zakupu krążka (warto postawić sobie z perspektywy czasu pytanie, czy cel został osiągnięty). Bardzo prawdopodobne, iż muzycy ponownie skorzystali z usług podobnych firm.

Nie zmienia to jednak faktu, iż sama koncepcja okładki nie jest niczym oryginalnym i właściwie pomysł ten wydaje się być maksymalnie wyeksploatowany. Głos w tej sprawie zabrał frontman kultowego Crowbaru, Kirk Windstein:

Po wspólnej trasie Downa z wielką Metalliką wiem, że chłopaki wreszcie wiedzą czym jest Crowbar. Wątpię jednak, by celowo ukradli nam pomysł na okładkę. Może artysta? Tak czy siak to całkiem fajny patent!!! Teraz James i Lars muszą przesłuchać „Odd Fellows Rest”.

Trzeba przyznać, że te porównanie wcale nie jest odległe. To zresztą nie jedyna grafika, którą mógł się zainspirować artysta. Poniżej specjalnie dla Was zebraliśmy oprawy graficzne, które najbardziej przypominają nowe „dzieło” Metalliki:

metallica-hardwired

Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.