Andreas Kisser (Sepultura): „Jesteśmy obecnie w zupełnie innym świecie niż Max Cavalera”

0

W niedawnym wywiadzie dla australijskiego Stick For Stones, gitarzysta brazylijskiej Sepultury, Andreas Kisser, został zapytany, czy słyszał kiedyś Soulfly, zespół Maxa Cavalery, jednego z założycieli Sepultury, który opuścił zespół w 1996 roku. Muzyk odparł:

Tak, oczywiście. Słucham wszystkiego. Nie mam powodu, aby nie słuchać tego, co tworzy Max. Nagrywał albumy z Soulfly, Cavalera Conspiracy oraz innymi projektami i tak, oczywiście, słuchałem ich. Obecnie tworzymy jednak całkowicie inny materiał. Jesteśmy w innych światach i pomimo tego, że gramy metal, tworzymy zupełnie różne rzeczy. Myślę, że to z tego właśnie powodu Max opuścił Sepulturę – chciał tworzyć muzykę inną od tej, którą nagrywamy my. To świetne i bardzo pozytywne zarówno dla fanów, jak i ludzi, którzy śledzą dokonania jego, jak i Sepultury. Uważam, że to bardzo zdrowe, że mamy wiele zespołów i możliwości kolaboracji z innymi muzykami. Pod względem artystycznym to duży plus.

Jeśli już mowa o Maxie Cavalera, to kwestia jego stosunku do macierzystej formacji wydaje się być dwojaka. Po wielu ostrych słowach odnośnie obecnej odsłony Sepultury, muzyk stwierdził niedawno, że reaktywacja jej klasycznego składu „byłaby czymś wspaniałym„. Jakiś czas później znów nie szczędził krytyki brazylijskiej grupie, mówiąc w rozmowie z Metal Rules:

Podaj mi jeden wielki utwór, który wydał ten zespół po moim odejściu. Wymień jeden świetny album, który nagrali, gdy ich opuściłem. Ja nie dostrzegam żadnego. Nie znam nazwy ani jednego numeru, który dorównałby popularności „Roots Bloody Roots”.

Sepultura szykuje się z kolei do premiery nowego albumu studyjnego, „Machine Messiah”, który ukaże się już 13 stycznia. Krążek promowany jest przez utwory „I Am The Enemy” oraz „Phantom Self”. Przypominamy również o koncercie brazylijskiej legendy, która zagra u boku niemieckiego Kreatora już 15 lutego.

Udostępnij to

O autorze

RaV

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!