Wojciech Kałuża (Mentor, J.D. Overdrive) dla DeathMagnetic.pl: „Rzecz trochę wymknęła się spod kontroli i oto jesteśmy”

0

Rok 2016 był bardzo dobry jeśli chodzi o rodzimą scenę muzyczną, obfitował bowiem w wiele ciekawych płyt, które okazały się strzałem w dziesiątkę, także tych debiutanckich. Sporo siarczystych doznań dostarczył m.in. zespól Mentor, którego muzycy na co dzień zasilają także takie składy jak THAW, Furia, czy J.D. Overdrive. Połączywszy swoje siły oraz inspiracje stworzyli mieszankę absolutnie bezkompromisową i porywającą – mieszankę, którą ciężko jednoznacznie sklasyfikować, przepełnioną zaraźliwymi oldschoolowymi motywami i nawiązaniami do Szatana, który – jak sami niegdyś stwierdzili – jest ich głównym dyrektorem artystycznym i choreografem. 

Zwięźle, ale konkretnie na nasze pytania odpowiedział Wojciech Kałuża vel. King of Nothing. Wokalista zdradził m.in. jak przebiegały prace nad „Guts, Graves and Blasphemy”, w jaki sposób dołączył do kapeli oraz czym Mentor zaskoczy słuchaczy w przyszłości. Zapytaliśmy go także o rolę tekstów w metalu, spotkanie z Philipem Anselmo, najbardziej nietypową rzecz, jakiej słucha oraz miłość do horrorów. Zapraszamy do lektury!

DeathMagnetic.pl: Traktujesz Mentora jako pełnoprawny zespół, czy może krótki projekt? Wydaje mi się, że nie lada wyzwaniem jest połączyć to z działalnością J.D. Overdrive, czy THAW – formacjami, które jednak są aktywne koncertowo. Myśleliście o wspólnej trasie?

Wojciech Kałuża/King of Nothing: Z początku to rzeczywiście miał być taki projekt poboczny, małżonce nawet reklamowałem to jako projekt studyjny, żeby jej nie straszyć, że znowu nie będzie mnie w domu… Ale jak już opublikowaliśmy pierwsze nagrania i pojawiła się płyta, a za nią propozycje koncertów, to rzecz trochę wymknęła się spod kontroli i oto jesteśmy. Jeśli chodzi o mnie i J.D. Overdrive, to nie jest to zbyt duży problem, zwłaszcza, że z Mentorem prób mam jednak trochę mniej. Ważne jest, żeby daty w kalendarzu się nie pokrywały i jakoś daje to radę. Co do reszty chłopaków, to też ogarniają, chociaż czasem podejrzewam Artura o bycie jakimś cyborgiem, bo granie w pięciu kapelach na raz to nie jest spacerek po parku. Jeśli chodzi o wspólne trasy, to bardzo prawdopodobne, że Mentor i THAW spotkają się kiedyś na jednej scenie (żeby daleko nie szukać – oba zespoły wystąpią na Metalmanii, a Artur dodatkowo zagra jeszcze z Furią). Mentor i J. D. Overdrive razem jakoś niespecjalnie do siebie pasują muzycznie, więc o ile nie dostaniemy jakiejś oferty festiwalowej „w pakiecie”, to raczej będziemy tego unikać.

„Guts, Graves and Blasphemy” właściwie ukazało się bez żadnych zapowiedzi, a mimo to zrobiło sporo szumu na polskim rynku. W erze kampanii crowdfundingowych to nietypowe zjawisko! Myślisz, że mogło na to wpłynąć zapotrzebowanie na taką muzykę? W końcu takie brzmienia przeżywają teraz drugą młodość. Wydaje mi się też, że spora w tym rola Arachnophobii Records, waszej wytwórni. 

O crowdfundingu nie mam zbyt przychylnego zdania, więc ten temat może zostawmy. Na pewno muzyka ekstremalna cieszy się teraz w Polsce zasłużoną estymą i chyba udało nam się idealnie wpasować w ten okres z Mentorem. Nie przeszkadza też fakt, że w zespole mam bardzo utalentowanych i „rozchwytywanych” obecnie muzyków, a nawet jednego producenta ze Szwecji. Ale faktycznie bardzo dużo wkładu w powstanie albumu miał Kyniu z Arachnophobii, bo gdyby nas nie wziął za mordę i nie narzucił szybkiego deadline’u, to kto wie ile byśmy się jeszcze z tym materiałem babrali. Prawilnie przypominam, że początki Mentora sięgają czasów jeszcze przed THAW…

Na płycie płynnie balansujesz między skrzekami, growlem oraz klasyczną chrypą. Wiele osób nie wiedziało, że spektrum Twojego głosu jest tak szerokie, gdyż w J.D. Overdrive ze względu na stylistykę nie wykorzystujesz tego wszystkiego. Gdy pierwszy raz usłyszałem Mentora nie domyśliłem się, że to Ty stoisz za mikrofonem. Teraz wreszcie możesz się wykrzyczeć!

Jeśli się dobrze wsłuchać w płyty J.D. Overdrive, to gdzieś tam to porykiwanie, a nawet skrzeczenie zawsze było. Ale faktycznie dopiero przy Mentorze mogłem się w pełni wyszaleć.

Szczerze powiedziawszy nie kojarzyłem Ciebie wcześniej z black metalem. Czy to prawda, że zarejestrowanie tych partii wokalnych stanowiło dla Ciebie największe wyzwanie?

Nie było to dla mnie tyle wyzwanie, co świetna zabawa, bo mogłem faktycznie popróbować kilku nowych rzeczy. Byłem cholernie ciekawy jak to wszystko wyjdzie, ale muszę przyznać, że rezultat nawet mi się podoba.

Jak przebiegały same nagrywki? Było przyjacielsko i „na luzie”, czy raczej intensywnie ze wszystkim dopiętym na ostatni guzik? Lubisz pracować w studio?

Wokale na całą płytę nagraliśmy w jakieś siedem godzin, wszystko na pełnym luzie. Akurat praca z Haldorem (mowa o Piotrze Gruenpeterze, basiście Mentora, który był także zaangażowany w miks oraz mastering materiału – przyp.red.) to czysta przyjemność, zero ciśnienia, a jeśli już ma jakieś on uwagi, to ma powód, żeby je mieć. Kiedyś studio mnie cholernie stresowało, teraz już nie tak bardzo. Chyba się przyzwyczaiłem.

Wokalistą także uwielbiającym zabawy z głosem jest Mike Patton, którego podejście jest nietypowe. Jego teksty często nie mają sensu, a swój głos traktuje jako dodatkowy instrument. Wszystko ma po prostu siąść! Uważasz, że teksty w metalu są istotne? To dobre miejsce na poruszanie tematów życiowych, bądź refleksyjnych?

Ciekawe, że przywołujesz akurat Pattona, bo od dawna uważam go za wokalny wzorzec do naśladowania, mimo że nie jestem fanem wszystkiego, co robi. Co do tekstów, to zawsze staram się patrzeć na nie przez pryzmat muzyki. Poważne teksty zupełnie nie sprawdziłyby się w Mentorze, tu jest ustalona formuła i lubię się jej trzymać. W J.D. natomiast kilka poważniejszych, czy też bardziej metaforycznych tematów jestem w stanie przemycić i do konwencji jakoś to pasuje. Nigdy za to nie byłem fanem tekstów zbytnio „dosłownych”, wolę jak jakieś zagadnienie jest poruszane w sposób nie tak od razu oczywisty.

Pytam, bo na krążku słyszę sporo nawiązań do horrorów – tematu z pozoru błahego. Wiem, że jesteś wielkim fanem tego gatunku. To raczej sentyment do dziecinnych fascynacji, czy wciąż śledzisz najnowsze produkcje?

To właśnie jest ta formuła, o której wspominałem. Od początku założenie było takie, żeby trzymać się tematyki horrorów, zła, Szatana itp., oczywiście z odpowiednim przymrużeniem oka. Faktycznie prywatnie lubię horrory, zwłaszcza te z lat ’70 i ’80, jak „Blob”, „The Thing”, „Evil Dead”, „The Fly”. Jestem wielkim fanem serii „Piątek 13-go”, te filmy są rozkosznie głupie. Nowsze produkcje też śledzę, ale ostatnimi czasy trudno mi było znaleźć coś, co naprawdę by mnie wciągnęło. No, „Cabin in the Woods” było fajne, a z klimatycznych rzeczy zdecydowanie „Vvitch” zrobiło na mnie wrażenie.

Wcześniej byłeś kojarzony głównie ze sceną stoner metalową. Wielokrotnie podkreślałeś w wywiadach swoje zamiłowanie do Downa, Black Label Society, czy innych zespołów tego typu. Jak rozumiem twoje gusta nie ograniczają się tylko do tego. Co z Twojej playlisty mogłoby najbardziej zaskoczyć typowego fana metalu?

Akurat faza na Black Label Society mi już przeszła, ale zaskakująco dobrze słuchało mi się ostatniej płyty solowej Zakka. Na mojej playliście jest dużo rzeczy niemetalowych, a z tych najbardziej radykalnych to pewnie wymieniłbym Die Antwoord, Little Big czy Tommy Ca$h – jakoś mam słabość do tych pokręconych rap-rave’ów. A w zeszłym roku to byłem nawet na koncercie Scootera. Poza tym staram się też słuchać sporo hc, crusta, ogólnie lubię wyszukiwać nowe, nieznane mi wcześniej zespoły, mam z tego olbrzymią frajdę. Ale i takiego Riverside czy Antimatter chętnie posłucham, jak mam na to odpowiedni nastrój.

Wasza muzyka jest swoistym połączeniem thrash metalu z hc punkiem, jak już ustaliliśmy słychać tam również nutkę black metalu. Mimo wszystko znacznie bliżej Wam do Superjointa, aniżeli kapel pokroju Deströyer 666. Nowoorleańska formacja zresztą nie jest Ci obca, słyszałeś ich najnowszy album, który wydali w ubiegłym roku?

Tak i uważam, że to niezła płyta (a miałem pewne obawy, zwłaszcza po ostatnich nagraniach Down), ale dla porównania ostatni album Deströyer 666 jest o wiele lepszy. Jeśli zaś chodzi o Mentora, to po prostu mieszamy w jednym garze nasze wspólne fascynacje muzyczne, ale najwięcej tu do powiedzenia ma Artur, bo to on przynosi na próby wszystkie kompozycje.

Philip Anselmo jest jednym z Twoich idoli! Z J.D. Overdrive supportowałeś Illegals, a jeszcze wcześniej Downa, zresztą chwilę pograłeś nawet z nimi na scenie. Podczas takich wspólnych koncertów jest czas, by się zintegrować z „gwiazdą”? Miałeś okazję zamienić z nim parę słów, napić się piwa tudzież czegoś mocniejszego? Jak to wszystko wygląda z „drugiej strony”?

Pomimo jego zeszłorocznego pokazu bezdennej głupoty, dalej typa lubię. Faktycznie miałem okazję z nim chwilę pogadać na koncercie Illegals, albo raczej posłuchać jego monologu, ale uwierz mi, że to było naprawdę ciekawe przeżycie, facet jest totalnie zakręcony, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ale że tego dnia byłem też w pracy, to wspólna konsumpcja procentów nie wchodziła w grę. I ta „druga strona” z racji tego, czym się zajmuję, to chyba faktycznie mi się najbardziej kojarzy z pracą.

Jakiś czas temu z Mentor supportowaliście w Warszawie z kolei Au-Dessus, zespół reprezentujący post-black metal. Wydaje mi się, że Wasze krótkie i energiczne kawałki są przeciwieństwem ich muzyki. Skąd więc pomysł na takie nietypowe połączenie?

Pomysł wyszedł od organizatora, ale chyba ostatecznie się sprawdził, bo przyjęcie mięliśmy bardzo dobre. Szczerze mówiąc to Au-Dessus znałem wcześniej tylko z nazwy, ale niedługo przed koncertem sprawiłem sobie płytkę i całkiem mi się podobała. Poza tym – bardzo mili kolesie. No i jeszcze raz dzięki Paweł za zaproszenie!

Już w kwietniu będziecie wspierali jeszcze większe zespoły, bowiem wystąpicie na Metalmanii, która po wielu latach powróciła. Muszę przyznać, że tegoroczny skład wygląda naprawdę imponująco! Na czyim koncercie będziesz bawił się najlepiej?

Na Metalmanii będę głównie w pracy, więc słowo „bawił” nie jest tu najszczęśliwszym określeniem. Ale tak czy siak mam nadzieję znaleźć chwilę wolnego, gdy na scenie będą Entombed A.D. (L.G. Petrov jest chyba moim ulubionym wokalistą death metalowym), Furia, Coroner, Moonspell, Thaw, Obscure Sphinx, ITE, Entropia, Stillborn, Arcturus, Mord ‚a Stigmata… Ech, dużo tego.

Powróćmy na chwilę do „Guts…” – wiele osób uważa, że dużą wadą płyty jest brak solówek. Z tego co słyszałem, na kolejnym wydawnictwie ma to się zmienić. Jako, że album ukazał się jakiś czas temu, zapewne potrafisz na niego spojrzeć chłodniejszym okiem. Wciąż podoba ci się tak samo, czy Ty również coś byś na nim zmienił?

Solówki pierwotnie miały się na płycie znaleźć, ale jak już posłuchaliśmy całości to stwierdziliśmy, że nie ma sensu wpychać ich tam na siłę. Mi tam ich brak nie przeszkadza, a czy będą na kolejnej płycie? Ja będą to będą (śmiech). 

Domyślam się, że całość brzmiałaby inaczej, gdybyś od początku był w kapeli. Niektóre kompozycje powstały już dawno, Ty byłeś ostatnim ogniwem. Jak właściwie trafiłeś do Mentora? Z chłopakami z THAW znasz się od dawna, słyszałeś materiał przed dołączeniem do kapeli?

Najdłużej znam Maćka z THAW, bo razem z J.D. Overdrive dzieliliśmy kiedyś scenę, kiedy on grał jeszcze w Forge of Clouds (które niedawno wróciło do życia, polecam sprawdzić!). Przez niego poznałem Haldora, którego kojarzyłem jeszcze z Searching For Calm, a efektem spotkania był miks i mastering drugiej płyty J.D., a dwa lata później – nagranie u niego od podstaw trzeciej. Z tego co wiem, to o darcie ryja w Mentorze pytano chyba każdego wokalistę choć trochę związanego z „alternatywą” na Śląsku i w końcu padło na mnie. Przez długi czas temat leżał trochę w szufladzie, ale kiedy wreszcie opublikowaliśmy pierwszy numer z moim wokalem w necie, to jakoś to wszystko nabrało rozpędu.

Mówi się, że receptą na zmęczenie materiału jest tworzenie nowego. Tym razem od początku będziesz brał udział w procesie. Masz w głowie koncept jak powinien brzmieć, czy raczej pójdziecie „na żywioł”? Ewolucja, czy rewolucja?

Nie wiem, stary, o to musisz pytać Artura, ja tylko drę mordę (śmiech). Nie sądzę, żebyśmy mieli jakoś zrewolucjonizować nasze brzmienie, nie czuję, żeby była taka potrzeba. Mam akurat pełne zaufanie do Artura w kwestii materiału, bo zwyczajnie umie chłopak w riffy i już. A jak przemyci troszkę więcej black metalu (ciągle moim ulubionym numerem z „Guts…” jest „Scarecrow Fields”), to tym lepiej.

Muzyka Mentor w moim odczuciu jest zagrana profesjonalnie z zachodnim sznytem. W sam raz na festiwale! Planujecie ekspansję koncertową poza granice naszego kraju, czy póki co skupicie się na Polsce?

Dostajemy bardzo dużo propozycji z Polski, co jest zajebiste, a i zachód tez się o nas upomniał. Jakiś czas temu trafiliśmy do rostera francuskiej agencji Dead Pig Entertainment i zobaczymy, gdzie nas to zabierze. Na razie jednak skupiamy się bardziej na koncertach w kraju.

Dzięki bardzo za wywiad. Powiedz na sam koniec czego możemy ci życzyć!

Więcej wolnego czasu, bo to jest obecnie towar deficytowy. Dzięki!

mentor2Rozmawiał: Jakub Czpioła
Zdjęcia: Marcin Pawłowski

Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.