Trevor Peres (Obituary) dla DeathMagnetic.pl: „To, co tworzyło Black Sabbath, było prawdziwymi początkami death metalu”

0

Niedawno opublikowaliśmy wywiad z wokalistą Exodusa, który przeprowadziliśmy podczas katowickiego koncertu w ramach trasy „Battle Of The Bays”. Oprócz rozmowy z Zetro ucięliśmy również pogawędkę z jednym z założycieli oraz gitarzystą death metalowego Obituary, Trevorem Peresem. Wywiad przeczytacie poniżej.

Witaj. Jak podoba Ci się obecny pobyt w Polsce?

Jest świetnie, jesteśmy tu już od dwóch dni. Oczywiście, jest zimno jak diabli (śmiech). Wczoraj graliśmy w Warszawie i było niesamowicie, publika była bardzo entuzjastyczna – to do tej pory prawdopodobnie jedna z najlepszych publik na tej trasie. Tego wieczoru jestem chyba jeszcze bardziej podekscytowany… Będzie dziś głośno.

Próbowałeś może polskiej wódki?

O tak, dostaliśmy trochę polskiej wódki. Pijam więcej whiskey, ale wypiłem też kieliszek, bo jestem w Polsce. Mimo wszystko, jestem bardziej koneserem whiskey.

Dziś gracie w Katowicach. Mieliście okazję przejść się po mieście?

Nie, ponieważ wczorajszej nocy mieliśmy dużą imprezę, więc spałem do 14:30, wstałem, wziąłem prysznic, ale wciąż byłem zmęczony, więc uciąłem sobie kolejną drzemkę. Na zewnątrz jest bardzo zimno, więc ciężko wybrać się na przechadzkę.

Jak więc wygląda twoje zdanie o obecnej kondycji death metalu?

Gatunek wydaje się być bardzo silny. W zeszłym roku koncertowaliśmy z Carcass i trasa była świetna, z kolei obecne koncerty z Exodusem również są niesamowite, wszystko wydaje się być w lepszej formie, niż kiedykolwiek. Oczywiście, sprzedaż albumów w każdym gatunku muzycznym nie jest tak dobra, jak dawniej, co spowodowane jest kierunkiem, w jaki poszedł świat, jednak zarówno scena death metalowa, jak i każda inna ekstremalna odmiana metalu jest z pewnością bardzo silna.

Jak wspominasz początki Obituary?

Jak je wspominam? Więc… Donald (Tardy, perkusista – przyp. red.) i ja byliśmy przyjaciółmi z sąsiedztwa. Uczyłem się grać na gitarze, a on na perkusji. Paliliśmy razem marihuanę, graliśmy w baseball i piłkę nożną i pewnego dnia ktoś wpadł na pomysł: „Hej, stwórzmy jakąś muzykę”. Od tego momentu wszystko zaczęło przypominać przejażdżkę wielkim rollercoasterem. To niesamowite, że staliśmy się zespołem, wiesz? Jesteśmy teraz jak rodzina, to świetny czas.

Czy śledzisz jakieś młode death metalowe kapele?

Nieszczególnie… Jeśli słucham metalu, to skupiam się na swoich starych albumach. Kocham starego Slayera, Celtic Frost. Z biegiem czasu, gdy stawałem się starszy, zgłębiałem coraz bardziej klasyczne rockowe kapele, jak Sabbath, Rainbow czy Ritchiego Blackmore’a, wciąż lubię starą muzykę… Myślę, że chodzi tu o mój wiek, więc muzyka, którą lubię, również jest stara, co jest trochę przykre (śmiech). Naprawdę nie słucham za wiele death metalu, ale jeśli to robię, to tak jak mówiłem, są to kapele takie jak Hellhammer czy Possessed, czy czasem Exodus, który nie jest po prawdzie death metalem, to thrash metal… W każdym razie chodzi tu definitywnie o starsze wydawnictwa.

Wspomniałeś Rainbow – co sądzisz o ich reaktywacji z całkowicie nowym line-upem, nie zawierającym żadnych muzyków z przeszłości? Poza oczywiście Ritchiem Blackmorem.

Dla mnie to nie to samo. Widziałem wideo z jednego z koncertów. Ritchie Blackmore to Ritchie Blackmore. Koleś, który śpiewa teraz w zespole to świetny wokalista. Pomimo jego umiejętności, ja lubię Ronniego Jamesa Dio, jednak on już nie żyje, więc…

…podobnie jak Cozy Powell…

…tak, tak. To fajne, że Ritchie Blackmore robi coś pod szyldem Rainbow, jednak to nie jest już to samo.

A co sądzisz o Sabbath? Powinni kontynuować czy nie?

Black Sabbath? Wiesz, bardziej podoba mi się materiał z czasów po odejściu Ozzy’ego, jednak oczywiście lubię też ich klasyczny dorobek. Uwielbiam Tony’ego Iommi’ego i Geezera Butlera – są oni dwoma najbardziej klasycznymi muzykami na chwilę obecną… A Tony zawsze jest świetny, gdy patrzy się na jego grę.

Więc podoba Ci się album „13”?

Tak, jest bardzo ciężki. Jest jak album Heaven & Hell nagrany z Dio przed jego śmiercią (Trevor ma na myśli krążek „The Devil You Know” z 2009 roku – przyp. red.). Brakuje teraz bardzo brutalnych albumów, więc to niesamowite, że niektóre kawałki z ich najnowszego krążka są taaaaakie ciężkie. Wiesz, ci starzy kolesie… To brzmi niemal tak jak riffy w death metalu. Zawsze powtarzam, że Tony Iommi i całe Black Sabbath byli pierwszym zespołem naprawdę mrocznym i ciężkim. Przed nimi grano blesowo-rockową muzykę. Black Sabbath co prawda czasami też grali w tym stylu, ale jednocześnie stworzyli inny materiał, który był naprawdę mroczny, a gitara prowadząca… Tony naprawdę robił sieczkę [Trevor naśladuje dźwięki kostkowania z riffu „Black Sabbath”]. To, co tworzyli, było według mnie prawdziwymi początkami death metalu, jeśli nad tym pomyślisz. Bardzo zły i mroczny materiał.

Jaki jest więc Twoim zdaniem pierwszy death metalowy zespół? Czy to Death?

Nie. Ciężko powiedzieć, ale według mnie był to prawdopodobnie Hellhammer, bo grali oni przed Death. Hellhammer i Celtic Frost to kręgosłup death metalu. Niektórzy ludzie mówią, że to black metal, ale nieee… to death metal. To bardziej death niż black metal. Myślę więc, że te zespoły były początkiem, jednak zainspirowały one oba gatunki, co jest świetne. To były zabójcze kapele, mówisz sobie: „Hellhammer… o kurwa”. (śmiech)

Co myślisz o polskich death metalowych kapelach, jak Vader czy Behemoth?

Oh, Vader jest świetny, Behemoth tak samo. Koncertowałem z Vaderem kilkukrotnie, byli bardzo intensywnym, ciężkim zespołem. Nigdy nie słuchałem ich wcześniej i nagle mieliśmy z nimi trasę. To była trasa, na której grali również Catastrophic… było to w 2000 roku, 16 lat temu, każdej nocy oglądałem ich z boku sceny i myślałem sobie: „to kurewsko ciężkie i intensywne gówno” (śmiech).

Jakiś czas temu, w 2011 roku, został wydany album „Illud Divivnum Insanus”, który był powrotem Morbid Angel. Co o nim sądzisz? Przy wydaniu wzbudził trochę kontrowersji.

O, masz na myśli ich album dance, ich disco? (wspólny śmiech)

Musiałem o to zapytać…

Mówiąc szczerze, nie uważam, żeby był dobry. Jest tam kilka kawałków, które są ciężkie, ale… Lubię ich pierwsze kilka krążków. Zaczynali w tym samym czasie co Obituary, za perkusję i wokal odpowiadał jeszcze wtedy Mike Browning. To był dla mnie Morbid Angel. Nowy album jest trochę inny. (śmiech)

Teraz Morbid Angel planuje wydać nową płytę ze Stevem Tuckerem. Myślisz, że będzie ona lepsza niż „Illud Divinum Insanus”?

Powinna być lepsza. Mam nadzieję, że ze Stevem Tuckerem będzie brzmiała bardzo oldschoolowo, bardziej jak Morbid Angel. Zobaczymy (śmiech). Albo usłyszymy (śmiech).

Rozmawiał Patryk Pawelec

Trevor-Peres-Patryk

Mieliśmy też okazję stawić się na pierwszym z dwóch koncertów Obituary i Exodus w Polsce, który odbył się w warszawskiej Progresji. Relację z tego wydarzenia przeczytacie pod tym linkiem.

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!