Thunderwar dla DeathMagnetic.pl: „To jest metal, tu panują inne zasady”

0

Warszawski Thunderwar zamknął bardzo owocny dla polskiego metalu rok 2016, wydając zbierający dobre recenzje album „Black Storm”, na którym fani ekstremalnego grania uświadczą czerpiącą z najlepszych wzorów mieszankę szwedzkiego i amerykańskiego death metalu, połączoną z własną inwencją twórczą zespołu. Z tej też okazji postanowiliśmy porozmawiać z gitarzystą Thunderwar, Maciejem ‚Olszakiem’ Olszewskim, m.in. na temat ich najnowszego wydawnictwa, polskiej sceny ciężkiego grania, koncertach w naszym kraju i najbliższych planach wydawniczych oraz koncertowych grupy. Nie zabrakło też pytania odnośnie nowego albumu Metalliki i powrotu Metalmanii. Zapraszamy do lektury!

DeathMagnetic.pl: Cześć! Na sam początek chciałem nawiązać do świetnej trasy koncertowej Christ Agony, która niedawno dobiegła końca. Wydaje mi się, że ciężko narzekać na frekwencję, pomimo faktu, że koncerty odbywały się dzień po dniu, a nie, jak to w większości przypadków w Polsce, w weekendy. Może teraz czas na Was? Kiedy Thunderwar wesprze w trasie jakiś kultowy metalowy band lub ruszy w swój własny tour?

Maciej ‚Olszak’ Olszewski: Czołem. Myśle, że nieprędko. To kwestia agencji i promotorów – kto, gdzie i z kim zagra. O nas było cicho przez ostatni rok, a płyta wyszła ledwo miesiąc temu z hakiem. Trochę się po tym okresie musimy pozbierać do kupy, wyczilować i teraz iść spokojnie dalej. Co do wspomnianej przez Ciebie trasy Christ Agony, to masz racje, nie terminy, a jakość wydarzeń się liczy. Wszystkie kapele grające na tej trasie są po wydaniu bardzo dobrych płyt, których chce się faktycznie słuchać, a nie tylko powiedzieć „bdb płyta” i tak na prawdę mieć to w dupie. Akurat Left Hand podniosło jakość krajowych gigów dobrą promocja i odpowiednim doborem kapel, unikając konwencji z cyklu: przebrzmiała gwiazda, asłuchalny support i trasa po pipidówach. Na gigi z udziałem TW co prawda nie liczcie, ale generalnie są to dobre wydarzenia.

Udało Wam się zagrać przed kilkoma światowej klasy kapelami, jak Carcass czy Amon Amarth. W wywiadach często podkreślacie, że było to bardzo wartościowe i pouczające doświadczenie. Czy jest jednak jakaś kapela lub kilka kapel, przed którymi szczególnie chcielibyście wystąpić?

Faktycznie, grając przed takimi zespołami masz okazję zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje w realu. Nauczyć się obsługi dużej sceny i sprawnego uwijania w czasie. Ale najfajniejsza jest możliwość zobaczenia z bliska tych gości – podpatrzenia jakiego sprzętu używają i jak się ustawiają. Dla muzyków to całkiem ważne. A wracając do Twojego pytania, to oczywiście mógłbym Ci dać całą listę takich nazw, ale chyba nie o to chodzi. Myślę, że największym marzeniem i celem każdej kapeli powinno być nie musieć grać przed nikim.

Mówiliście, że macie duże grono fanów w Ameryce, może nawet większe niż w Europie. Potraficie to wytłumaczyć?

Szczerze mówiąc jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Wiadomym jest, że tendencje w metalowej muzie między USA a Europą zawsze gdzieś się mijały, czasem dochodziły z opóźnieniem, a niektóre w ogóle nie przyjęły się po drugiej stronie. A dlaczego nasza płyta sprzedaje się tam najlepiej? Hgw. Może to przez mix, który jest taki właśnie „amerykański”…

Pod koniec zeszłego roku ukazał się Wasz pierwszy w karierze longplay, zatytułowany „Black Storm”. Fani musieli czekać na niego 3 lata, licząc od wydania debiutanckiej EPki „The Birth Of Thunder”. Nie sądzicie, że to trochę długi okres czasu, tym bardziej, że część utworów, znajdujących się na Waszym nowym albumie, można było usłyszeć już na początku 2015 roku?

To prawda, sądzimy, że to za długo. Cała lista utworów, w takiej formie jaką słychać na płycie była gotowa na rok po wydaniu EP. Niestety nagrywanie pierwszy raz w życiu longplaya z tak skomplikowaną produkcją, a później znalezienie wydawcy i dopilnowanie wszystkich terminów było jedną wielka szkołą nauki na błędach. Koniec końców co prawda osiągnęliśmy dokładnie to co chcieliśmy, ale jednego jesteśmy pewni: już nigdy nie będziemy tyle czasu robić albumu.

W książeczce z tekstami, którą można znaleźć przy Waszej nowej płycie, przed każdym z liryków dołączone są krótkie notki, które po części wyjaśniają tematykę danego utworu. Mamy np. kartę „wieża” z talii Tarota (która swoją drogą jest ukazana na okładce), tematykę zmiany epok astrologicznych czy opis hinduskiej społeczności Aghori. To dobry zabieg, który na pewno zainteresuje słuchacza tymi tematami. Skąd taki pomysł? Uważacie, że ludzi trzeba w jakiś sposób zachęcić, żeby poszerzali swoją wiedzę i interesowali się rzeczami, które niekoniecznie można spotkać w telewizji?

Autorem tekstów posiadających wspomniane przez Ciebie przypisy jest nasz przyjaciel Michał Drzewiecki. Drzewiak (bo taką ma ksywę) to taki gość, który interesuje się chyba wszystkim, taki trochę „człowiek renesansu”. Ale przede wszystkim to stary metalowiec, wychowany na Manowar i Lovecrafcie, więc lubi zgłębiać różne tajemnicze ciekawostki tego świata. Przyznał sie kiedyś po pijaku, że po nocach pisze teksty, a my podchwyciliśmy ten temat wyczuwając pismo nosem. Okazał sie sprawnym tekściarzem, tematyką nadając kontrastu raczej bezpośrednim tekstom Madnessa. Przypisy miały dodać pewnego realizmu, bo między nami, a Drzewiakiem też wyglądało to tak, że przynosząc nowy tekst najpierw w kilku zdaniach o nim opowiadał. Nas od razu wprowadzało to w konkretny nastrój, więc zawarliśmy coś podobnego w przypisach.

Skoro już mowa o karcie „wieża”, to skąd pomysł na okładkę, którą wykonał Eliran Kantor? To jego inicjatywa, czy sami wpadliście na taki koncept? Jeśli to drugie, to chcieliście coś przekazać przez taki obraz?

Koncept okładki to całkowicie pomysł Drzewiaka i nasz. Chyba przez to, że jesteśmy w takim wieku, że dużo się w naszym życiu zmienia, spodobał nam się pomysł symboliki upadającej wieży, zwiastuna przemiany lub straty, ale też czegoś nowego i złowieszczego na horyzoncie.

Nowy album to po części kontynuacja kierunku obranego na debiutanckiej EPce, a po części eksploracja nowych rejonów i lekki ukłon w stronę amerykańskiego death metalu (co potwierdzają np. częste porównania Waszego wokalisty do wokalisty Obituary, Johna Tardy’ego). Wasze inspiracje Bathory, Unleshed czy Dissection to wiadoma sprawa, jednak jak zapatrujecie się na kapele ze sceny amerykańskiej? Wolicie prostsze, walące w twarz granie wspomnianego wyżej Obituary, z riffami w stylu Black Sabbath czy Celtic Frost, czy techniczne nawalanie spod znaku Cannibal Corpse?

Wiesz, my przy robieniu muzy nie rozkminiamy nigdy czy coś będzie po amerykańsku, po szwedzku czy po australijsku. Siedzimy w metalu jako fani tej muzy już jakiś czas i gdy Witek przynosi riffy na próbę, to tylko nadstawiamy ucha i decydujemy czy fajne czy niefajne. Na tyle się nawzajem znamy, że naturalnie wyczuwamy co będzie pasować do Thunderwar, a co nie. Ale prywatnie mogę Ci powiedzieć, że wolę Obituary od Cannibali, a Celtic Frost to jeden z moich ulubionych zespołów. Gdy miałem 16 lat, musiałem uciec z domu, żeby ich zobaczyć w Spodku, hehe. Kult totalny.

Ciężko wydać w Polsce album? Pytam o wszystko, od względów organizacyjnych po koszty. Jak wyglądało to w Waszym przypadku? Co sądzicie o mocno krytykowanych w metalowym środowisku akcjach crowfundingowych? Uważacie, że niektóre zespoły idą na łatwiznę i chcą wyżebrać pieniądze od swoich fanów?

Heh, śmiesznie się składa, że te dwa zagadnienia są zawarte w jednym akapicie bo nawet mam na ten temat wspólną refleksję. Mianowicie, moim zdaniem Polska (ta muzyczna, metalowa Polska) pewnie stoi już jedną nogą na tzw. zachodzie. Dzięki wiadomym zespołom na B, V, D oraz świetnemu ostatnimi czasy undergroundowi, młode kapele z PL przestały być z góry postrzegane jak te cześki z Białorusi. Dzięki temu też trochę łatwiej o zainteresowanie zagranicznych wydawców i mediów. Jednak zagraniczny wydawca nie zawsze znaczy lepszy. U nas padło na WHP z powodu korzystnych warunków, a na wcześniejsze nagranie płyty z dumą wyłożyliśmy własne, uczciwie niewyżebrane pieniądze.

Nie wiem co jest bardziej przerażające, czy to, że są ludzie którzy mają czelność prosić innych o kasę na nagrywanie swojej w 95% przypadków bezwartościowej antymuzyki, czy to, że są ludzie którzy te pieniądze dają jak gdyby nigdy nic, ciesząc się, że dostaną dołączony do płyty długopis za 150 zł. No i tu wywołałeś wilka z lasu, bo wewnątrz tej naszej „sceny” mamy właśnie twory, które powodują, że druga noga naszej metalowej Polski nadal grzęźnie gdzieś na dalekiej Ukrainie. Moimi faworytami są kapele zakładane przez mośków z korpo, którzy o zgrozo przypomnieli sobie o dziecięcych marzeniach. Ludzie kochani, jak już musicie mieć jakieś hobby to idźcie sobie na squasha, a nie robicie z siebie pośmiewisko. Później rodzą się takie Skrimejkery i inne Chemie. Tego typu kapele są jak KOD: wymuszone, żałosne i nie powstały naturalnie. Dlatego czy w Polsce jest łatwo wydać plytę? Jeśli grasz dobrą muzykę i nie masz mentalności pomyleńca ze słomą w butach to tak.

Mieliście sporą konkurencję na polskim rynku – w 2016 roku ukazało się wiele świetnych wydawnictw, jak np. albumy Furii, Morthusa, Ragehammera czy wiele innych. Macie jakichś swoich faworytów?

Za chłopaków się wypowiadał nie będę, ale jeśli o mnie chodzi to owszem, wg mnie w PL w 2016 karty rozdała Furia. Pokazali palec już chyba naprawdę wszystkim. Dla mnie o to chodzi w black metalu. Tam nie ma nawet grama kompromisu. Cholernie cenię sobie taką muzyczną szczerość i jestem zadowolony, że dzięki Furii dalej mogę posłuchać czegoś świeżego i jednocześnie black metalowego. Już myślałem, że przez ostatnie 3-4 lata z tej konwencji wyciśnięto wszystko i będzie trzeba czekać na kolejną odwilż. A tu proszę. Ja tam słyszę „Janosika” i „Teatr Telewizji” i to bez jarania hehe. Ragehammer nagrał super hiciory, świetnie mi się tego słucha na imprezach, a ziomy z Morthusa bardzo przyjemny debiut. Może gdzieś w tle słychać małą spinkę, ale ta płyta odwdzięcza się z czasem. Z innej beczki – medal dla Mentor za najlepszą polską produkcję 2016, brzmi wyśmienicie, choć muzycznie nie dociągam tego albumu do końca. Poza tym bardzo dobre CDG, Christ Agony i fajny ten projekt Owls Woods Graves, ale może to dlatego, że jestem fanem Twin Peaks i mi się kojarzy.

Podobne pytanie odnośnie albumów z 2016 roku spoza naszego kraju.

Z wyziewu to Destroyer i Bolzer, z pedaliady Gojira i Bombus, a z niedoścignionych wzorców Meta i Darkthrone. Tego najczęściej słuchałem z zagranicznych wydawnictw 2016. Świetne albumy.

Thunderwar2

Za Wami dwie wizyty w Antyradiu, w programie „Rzeźnia”, podczas której wywiad połączony jest z emisją nowo wydanego materiału, co na pewno jest dla Was dobrą okazją do promocji zespołu. Z drugiej jednak strony, audycja ta nadawana jest o 12 w nocy, co automatycznie nie gwarantuje wielkiej ilości słuchaczy. Uważacie, że muzyka metalowa jest słabo promowana w Polsce? A może obecna sytuacja jest dobra, bo pozwala na rozwój podziemia i nie grozi nam komercjalizacja wielu zespołów?

Muzyka metalowa jest tak promowana jak sama chce być promowana. Myślę, że to wszystko dzieje się bardzo naturalnie. Podziemie może się spokojnie rozwijać niezależnie od tego, czy „Rzeźnia” będzie nadawana o 12 w południe czy w nocy, a kapele które uważają, że umieją w komercję mają wolną rękę. Nie zapominajmy, że to dalej muzyka ekstremalna, za to ją kochamy, że nie leci w radiu eska.

Czasy się zmieniły, wszystko przeniosło się do internetu, a tam jak szukasz to znajdziesz swoją niszę i swoje źródło informacji. Poza tym patrz: Behemoth z filozofią parcia na szkło zaszedł daleko, ale Mgła z wizerunkiem „mam to w dupie” też w dupie nie jest. To jest metal, tu panują inne zasady.

Czy jest coś, co denerwuje Was w szeroko pojętej muzyce metalowej? Na stronie Marii Konopnickiej pojawił się ostatnio ciekawy post, przedstawiający fikcyjny wywiad z undergroudnowym zespołem z chwili obecnej i z lat 90′. Mówiąc w skrócie, wygląda na to, że nastała moda na bycie poprawnym, a dużo zespołów mówi wiele rzeczy z ogładą i nie wyraża swoich prawdziwych opinii, bojąc się kogoś urazić.

Temat rzeka. Tak, chyba nawet czytałem ten wpis. Fajnie napisane, jak większość tekstów MK, ale wydaje mi się, że o jednym warto pamiętać – to też był po prostu pewien nurt, którego kapele się trzymały i prześcigały kto ma większe jaja. Echa drugiej fali BM, które u nas w kraju akurat wyjątkowo dobrze się przyjęły (ciekawe dlaczego hehe). Dziś taki Darken już ma fanów we wszystkich kolorach, a Holocausto ubiera się u Prady. Są inne czasy i tyle. Dla mnie najważniejsze żeby muzyka była dobra, wtedy dużo można wybaczyć. A moda na to czy być poprawnym czy wypowiadać wojnę całemu światu i tak się będzie zmieniać jak w kalejdoskopie.

Ludzie zawsze wyczują czy ktoś jest naturalny czy nie, niezależnie od tego jaką aktualnie pozę przyjmie. Z resztą to jest mały pikuś w porównaniu do dzisiejszego wysypu absurdu muzycznego, tej metalowej paraolimpiady którą raczą nas niektórzy mentalni odmieńcy. Sorry, ale dla mnie to dopiero jest fenomen. Na knypie to tylko namiastka, serio, jak się samemu pogrzebie trochę w necie to masz YouTube party z kolegami ustawione. Dobrze, że chociaż można to przekuć w rozrywkę.

Co sądzisz o powracającym po latach festiwalu Metalmania? Wygląda na to, że mała scena rozkłada na łopatki tą dużą. Myślicie, że to wina organizatora, który nie zaszalał z headlinerem, czy raczej silnej sceny metalowej w Polsce, z której nie trudno wybrać przynajmniej kilkanaście wartościowych, dobrych zespołów?

Ja uważam, że skład jest bardzo dobry, nie czepiałbym się tego zbytnio. Oczywiście wybór Samaela na główną gwiazdę jest nieco zabawny, ale może organizator jest starej daty hehe. Nie wiem co masz na myśli, mówiąc, że mała scena kładzie na łopatki dużą… Chyba że w ringu, wtedy faktycznie chłopaki z IW raczej daliby sobie radę z tymi pijakami z Entombed czy Sodom, ale tak to uważam, że to po prostu proporcjonalnie dobrze dobrany skład. Chętnie się wybiorę, tym bardziej, że Metalmania ’07 i ’08 to też były moje pierwsze festy za dzieciaka.

Jakie są Wasze plany na ten i następny rok? Jak długo będziemy musieli czekać na następcę „Black Storm”?

Powiem w tajemnicy, że stosunkowo niedługo. Instalujemy się właśnie w naszej nowo powstałej sali prób, w której mamy też małe studio. Przewidziany jest mały eksperyment jeszcze w tym roku. Data wydania 2017/2018. Poczekamy, zobaczymy. Poza tym w tym roku czeka nas oczywiście koncertowa promocja „Black Storm”.

Nazwa naszego portalu zobowiązuje, więc muszę zapytać: słuchaliście najnowszego albumu Metalliki? Jeśli tak, to jak wrażenia?

Tak, ten album jest świetny. Wiem, że Madness i Witek też go katują. Chyba tylko Vit jeszcze nie słyszał, choć nie dziwi mnie to, bo on nie widzi świata poza Beheritem i Autopsy. W każdym razie, wrażenia mega. Dostaliśmy album strasznie szczery, brzmiący jak Metallica live, z patentami z Loada (za czym się już osobiście stęskniłem) i świetnymi tempami. Ten album kupuje mnie tym, że jest prawdziwy. Widać to w nagraniach live promujących płytę, czy nawet w tych making offach ze studia. Dla mnie to wiarygodny kawał metalu napisanego z głową i na luzie – ma to coś, czego zabrakło na „Death Magnetic”.

Na sam koniec dodaj od siebie coś, co chciałbyś przekazać fanom metalu, Thunderwar i portalu DeathMagnetic.pl.

Słuchajcie jak najwięcej różnej muzy, spędzajcie mniej czasu w internecie i nie zakładajcie zespołów, jeśli nie wychowywaliście się na Iron Maiden. Wyjdzie gówno.

Rozmawiał: Rafał Stempień
Zdjęcia: Dorota Stolarska

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!