Piotraz (Minetaur) dla DM.pl : „W metalu potrzeba jakiegoś szaleństwa, żeby to przyciągało”

0

Jeśli sądzicie, że w stolicy nie ma undergroundu, to grubo się mylicie. Warszawski Minetaur nie bierze jeńców i ucina głowy na każdym występie. Głosząc hasła „Fuck diet, eat pussy” grają Warsaw Southern Death Metal, jak sami mówią. Obok ich ostatniego wydawnictwa „Gravel Pit” z zeszłego roku nie można przejść obojętnie, jest tak ciężkie jak kowadło na jego okładce. Na temat Metalmanii, planów i inspiracji miałem okazję rozmawiać z Piotrem Karwowskim, gitarzystą zespołu Minetaur.

Cześć. Chciałbym Cię przywitać w imieniu redakcji i podziękować za możliwość wywiadu. Zacznijmy od pierwszego pytania – co słychać u was w zespole?

A bardzo dobrze słychać, rock’n’rollem. Wydaję mi się, że złapaliśmy jakąś wiosenną falę inspiracji. Mimo tego, że ciągle coś robiliśmy, to jakoś troszeczkę kręciliśmy się wokół własnej osi. Ale ostatnio złapaliśmy nowy prąd, nową energię. Jesteśmy zainspirowani ostatnimi wydarzeniami, no i idzie z tego nowa muzyka. Do tego zajawka na klepanie koncertów. Metalmania za pasem, to też już czujemy, więc organizm żyje, czuje się zdrowy i ma się bardzo dobrze.

Jeżeli macie nowe inspiracje, czy oznacza to plany na nowe wydawnictwo?

Najpierw musimy spłacić kredyt za stare (śmiech), ale jak najbardziej chcielibyśmy nagrać nowe rzeczy. Zagraliśmy ponad 20 koncertów promujących poprzednią płytę i już chcielibyśmy nagrać nowy materiał. Ile można?

Sam na jednym byłem i mi się bardzo podobało.

A na którym?

Katowice, Korba.

To był właśnie koncert, który otworzył nam bramy na Metalmanię, bo właśnie po nim usłyszeliśmy, że jest to poziom, który chcieliby zobaczyć, więc bardzo dobrze wspominam ten koncert. Ludzie psioczą na Korbę, obecnego Fausta, ale dla mnie to jest klimat. My po prostu lubimy piękny syf. (śmiech)

Wspominałeś, że zagraliście 20 koncertów promujących waszą płytę. Czy macie w planach kolejną trasę?

Wiesz co, troszkę się wiosną zagęszcza, było trochę w powietrzu za luźno i zaczął nasz szlag trafiać. I jakoś, któregoś dnia rano w kiblu do mnie dotarło, że strasznie dawno nie graliśmy koncertów, tak nie może być. To jest niedopuszczalna sytuacja i teraz dynamicznie dochodzą kolejne sztuki. Mam wielką nadzieję na zagranicę i tam mówiąc szczerze chciałbym podjąć jakieś starania, bo w Polsce właściwie obraliśmy każdy możliwy kierunek. Byliśmy już w większości miejsc, które znamy. Szukamy jakichś nowych, ale to się powtarza i nie jest za bardzo rozwojowe, a rynek na naszą muzę za granicą jest. Teraz ciekawie to wygląda, więc aktualnie zrobimy sobie rozgrzewkę, z nowymi kolegami również trochę pojeździmy, a jesienią uderzymy zagranicą.

Mówiłeś też o Metalmanii. Czy jesteście już na nią przygotowani?

Tak, jasne. To jest niesamowite, bo jak zazwyczaj przystępowaliśmy do jakichś wyzwań takich jak koncerty czy jakieś nagrywanie, to byliśmy prawie przygotowani. Tak jak z zawodami sportowymi, dopiero jak się ogłasza zawody zaczynasz cisnąć na tyle, żeby się przygotować, dlatego to jest rozwojowe. Aczkolwiek jeśli chodzi o Metlamanię to myślę, że spokojnie możemy tam wyjść i się dobrze bawić. Mam nadzieję, że ludzie również to poczują.

Czy nie boicie się, że przez pryzmat takich gwiazd jak Emperor czy Napalm Death ludzie zapomną wasz występ?

Szczerze? Nie przejmujemy się tym. My tam mamy pojechać i zrobić najlepszą robotę jaką możemy i tak jest zawsze, nie ważne gdzie byśmy grali, czy to Metalmania czy pub w piwnicy w Wągrożu Dolnym dla trzech osób. Naszym celem jest się dobrze bawić, robiąc to jakościowo na wysokim poziomie. Więc jeśli ktoś nas zapamięta i będzie się dobrze bawić, to zajebiście. Jeśli będziemy dla kogoś soundtrackiem do piwka o godzinie 13, również spoko. Totalnie się tym nie przejmujemy. Gramy o której gramy, ale jesteśmy szczęśliwi, że możemy zagrać na takim festiwalu. Zero stress, ale to maksyma tej kapeli.

Pewnie słyszeliście to pytanie milion razy, ale skąd pomysł na tak oryginalną nazwę?

(Śmiech). Kurde, żebym ja pamiętał. Mówiąc szczerze nazwa pojawiła się w głowie po jakimś syto zakrapianym wieczorze około 6 lat temu. Ja po tym okresie byłem abstynentem, z resztą w zasadzie dalej jestem. Ale wtedy było tak, że budzi się człowiek rano z jakimiś strzępkami wspomnień i wtedy w tych wspomnieniach można było znaleźć tę nazwę. Początkowo to były jaja i założenie robocze, ale wtedy nam to zupełnie pasowało i tak zostało, a teraz trzeba to jakoś dźwignąć i jakoś tego bronić (śmiech).

Swojego czasu mieliście w składzie osobę płci pięknej. Od wielu kolegów ze sceny słyszałem opinię, że żadnych bab w zespole. Jak to działało u was?

Ja się z tymi kolegami „zgadzam” (śmiech). Mieliśmy nawet dwie baby w zespole, bo była pierwsza Ola, która była perkusistką i druga Ola, która byłą perkusistką, obie miały tatuaże i waliły w gary. Wiesz co, trudno powiedzieć. Każdy preferuje coś innego. Na pewno można stwierdzić, że energia w tylko chłopskim składzie jest zupełnie inna. Na wszystko jest miejsce i pora no i tak akurat wyszło, zespół poszedł dalej. Ogólnie, tak jak już powiedziałem, rzeczy powinny się dziać w zespole naturalnie, bez napiny. Jeśli coś się nie udaje, trzeba obserwować okoliczności i chwytać możliwości, no i tak też się stało. Bardzo się rozwinęliśmy zarówno z jedną jak i z drugą Olą i każda z tych osób nadała jakiś kształt kapeli. Kolejne przeżycia i doświadczenia, a potem czas, żeby iść dalej.

Czy macie jakieś inspiracje poza metalowe dla zespołu?

Szczerze? W moim przypadku właściwie tylko. Obecnie w muzyce metalowej w zasadzie mało co jest w stanie przyciągnąć moją uwagę poza hordami black metalowymi. Przykładowo byłem 2 dni temu na koncercie Tribulation, który był rewelacyjny, ale potrzeba jakiegoś szaleństwa w metalu, żeby to jakoś przyciągało. Nasz Emil siedzi bardzo w muzyce metalowej, co słychać w jego grze. Katuję go jak mogę, próbuję mu wbić do głowy, ale to nie jest takie proste (śmiech). Przyznam szczerze, że po iluś latach słuchania muzyki metalowej wyrosło mi parę takich zespołów jak góry, do których nie ma startu, na przykład Pantera, Meshuggah, Mastodon, a ostatnio do tego grono dołączyło Oranssi pazuzu, które mnie zniszczyło i urwało mi głowę. Ciężko mi słuchać innych kapel, bo moim zdaniem spora część młodych zespołów takim tytanom nie dorasta do pięt i nie bawi mnie ta muzyka. To jest tak jak powiedziałem na samym początku, słucham teraz dużo jazzu, bluesa, rock and rolla i dlatego też mam nadzieję, że to wpłynie ciekawie na muzyce i nie będziemy zżerali naszego metalowego ogona, tylko zaowocuje to w coś nowego.

Jesteście zespołem ze stolicy. Słyszałem opinię, że w Warszawie nie warto organizować Undergroundowych gigów, bo co chwilę dzieję się tam coś dużego. Czy to prawda?

Mhm. Zdecydowanie. Oprócz tego gram koncerty, mam przyjemność często pracować na koncertach metalowych i nie tylko z resztą – jest tego mnóstwo. Masz po trzy, cztery wydarzenia w każdym tygodniu i oprócz tego, scena alternatywna bardzo mocno się rozwija. Mamy gości, których poznawaliśmy jako ziomeczków od piwka i innych kapel, a teraz są całkiem prężnie działającymi bookerami i ściągają niesamowite rzeczy, o których by się nie śniło. Jak w roku 2012 przyjechał Eyehategod po raz pierwszy do Warszawy to ja po prostu srałem ryjem ze szczęścia jak i wiele osób, które było na tym koncercie. Teraz Crowbar czy innego typu kapele, przyjeżdża jakiś niszowy black metal z Francji. To normalna sprawa i zastanawiasz się czy chcę Ci się. Więc zdecydowanie jest to teraz wyzwanie zorganizować koncert, który przyciągnie ludzi. Jest to kwestia bardzo losowa niż strategiczna.

Czy są jakieś młode kapele na Polskiej scenie, w których pokładasz nadzieje?

O tak, nasza na przykład (śmiech), Krzta jest niekwestionowaną potęgą, która pojawiła się nagle i wszystkim ścięła łby. Pochodzą z Olsztyna, są absolutnie fenomenalni, mają taką energię, że nie ma co zbierać i człowiek nie jest w stanie w miejscu ustać. Trzeba posłuchać, naprawdę. Oprócz tego Indignity ze Śląska, graliśmy z nimi kilka koncertów. Jest to rzeźnia absolutna. To kapela, która lotnością i skillem robią totalną rzeźnię. Jestem absolutnym fanem tej grupy, a przy okazji mogę być ich kolegą i to jest duma straszna. Jest sporo kapel, o których ciężko mi coś powiedzieć. Musiałbym usiąść i się zastanowić. Tankograd, z którymi gramy kilka koncertów na wiosnę. Grają doom metal o czołgach – Jak sami określają, to doom metal ze spalonej wsi. Jest to bardzo niesztampowe podejście, zapomnij o ziółkach, czarownicach i tak dalej.

Możemy zakończyć naszą rozmowę, wiesz czas na ostanie słowa.

Przede wszystkim dzięki za wywiad. Bez was nie było by nas. Dzięki też ludziom, że chce się wam słuchać tej muzyki i zapraszam oczywiście na Metalmanię oeaz kolejne koncerty w Polsce i poza nią, bo mamy ADHD w dupie i nie potrafimy na niej usiedzieć.

Udostępnij to

O autorze

Fanatyk Testera Gier, Petera Steele i Gwiezdnych Wojen. Fan ciężkiego grania od 3 roku życia, kiedy to pierwszy raz życiu usłyszał "Andrzeja Gołotę" od KNŻ. Dźwiękowiec-amator. Basista (raczej mało) profesjonalny.