Neige (Alcest): „To zupełnie odrębny album”

0

Kilka dni temu swoją premierę miał nowy album Alcestu, „Kodama”. Z tej okazji miałem przyjemność porozmawiać na ten temat z założycielem zespołu, Neige.

Muszę powiedzieć że top ogromny zaszczyt i przyjemność rozmawiać z Tobą, nie tylko jako dziennikarz, ale również jako fan. Zacznijmy więc. Jak się masz? Co myślisz o nadchodzącym albumie i trasie koncertowej?

Wydanie albumu to zawsze ekscytujący okres, jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej pracy. Jak na razie opinie są pozytywne, więc mamy nadzieje że przejdzie to również na naszą trasę. Obecnie zajmuję się nieco promocją, wywiadami, ale miałem też chwilę wolnego. Baterie naładowane, jestem gotowy by dalej pracować.

Wasz nowy album, „Kodama” wziął swoją nazwę od japońskich duchów zamieszkujących drzewa. Wspomniałeś w trakcie jednego z wywiadów, że jesteś wielkim fanem filmów Miyazakiego, takich jak Księżniczka Mononoke. Czy japońska animacja ma wpływ na Twoją muzykę? Czy miałeś okazję oglądać inne anime o tematyce legend, takie jak Mushishi, Natsume Yuujinchou czy też serię Mononoke?

Od kiedy pamiętam, byłem fanem anime i mangi. Z pewnością miały one subtelny wpływ na moją muzykę. Teraz uznałem że należy ten wpływ nieco poszerzyć i się bardziej na nim skupić, stąd moja chęć nagrania Kodamy. Jestem fanem filmów Miyazakiego, lubię również Ghost in the Shell czy też Akirę. W pewnym sensie jestem nieco dziecinny w tej kwestii, zawsze lubiłem japońską kulturę. Ba, dwukrotnie byłem w Japonii z zespołem. Ogromny szok. Było tam wszystko czego oczekiwałem, a nawet więcej. Wróciwszy do Europy, wciąż miałem w sobie te uczucia, i pomyślałem że warto złączyć typowy Alcest z tą duchową tematyką.

W kwestii tytułu, kodama to, jak powiedziałeś, duchy zamieszkujące drzewa, a także echo (najczęściej nazywane yamabiko, czasem używa się zamiennie „kodama” – przyp. red.). Od zawsze byłem mocno połączony z naturą, zawsze mnie inspirowała. Jeśli zaś chodzi o echo – zwrócił na to uwagę nasz promotor, mówiąc że ta płyta jest echem poprzednich. Sporo w tym prawdy, ponieważ w pewnym sensie wróciliśmy do dynamiki, którą mieliśmy na pierwszych płytach.

Pierwsza piosenka jaką mogliśmy poznać, “Oiseaux de Proie” brzmi ciężej niż poprzedni album, „Shelter”. Czy to oznacza powrót do starszych brzmień, czy też nowy kierunek?

Definitywnie nowy kierunek. Nawet jeśli jest ta stara formuła, jest to coś nowego. Nastrój jest inny niż wcześniej. To zupełnie odrębny album. Ale fakt, w kwestii struktury piosenek czy też albumu, przypomina on bardzo stare nagrania. Chociaż z drugiej strony, nawet nie wiem czy nazwałbym go metalowym, mimo bardzo potężnego brzmienia.

band_1

Ów utwór przypomniał mi również brzmieniem jeden z ulubionych projektów – Amesoeurs. Obaj wiemy że Amesoeurs jest martwy, ale czy planujesz może inne projekty w przyszłości? 

Nie, na pewno nie teraz. Jestem zbyt zajęty Alcestem.

W trakcie czytania jednego z wywiadów natknąłem się na stwierdzenie, w którym powiedziałeś, że jest to album o dwóch światach. Możesz nam coś więcej opowiedzieć?

Nie jest to typowy koncept album, ze ścisłą historią. Całość rozbija się tak naprawdę o kontrast, dualizm. Natura i miejskość, świat fizyczny i duchowy, młodość i śmierć. Słychać to w muzyce, czuć to w tekstach. Ten album ma dwie strony – współczesną i bardzo starą. Wydaje mi się że to jest obraz mojego życia – mieszkam w mieście, a jednocześnie tęsknię za naturą, czuję się z nią połączony. To ważne by pamiętać o tym, że trzeba chronić naturę.

Alcest_Kodama_Cover

Okładki waszych albumów nigdy nie przestają mnie zaskakiwać i zachwycać, „Kodama” nie jest wyjątkiem. Jest przepiękna, bardzo interesująca. Przypomina mi pewną historię, „tabi wo suru numa” („Podróżujące bagno”), o kobiecie uwięzionej w bagnie, zmuszonej podróżować z nią. Czy możesz nam opowiedzieć więcej o tej okładce?

Album jest mocno nacechowany japońskością, toteż okładka też musiała taka być. Odwiedziłem mojego przyjaciela, Førtifema, i powiedziałem mu że chcę coś bardzo „alcestowego” oraz z japońskim motywem. Førtifem to niezwykle utalentowany artysta, robił okładki min. dla Opeth. Widzisz, obaj bardzo lubimy japońskiego artystę Taketo Yamamoto, jego prace (przykład poniżej, przyp. red.) były dla nas wielką inspiracją.

Jeśli chodzi o okładkę, znów prezentuje ona sobą dualizm. Masz piękną, młodą, kobietę w bardzo wrogim środowisku, otoczoną śmiercią. Śmierć tutaj, we Francji, naznaczyła swoją obecność, szczególnie przez zamachy. Czuje ogromne przywiązanie do tej okładki. Swoją drogą, ma ona w sobie też elementy poprzednich okładek, jak choćby motyw wody z ” Écailles de Lune”.

山本タカト(Takato Yamamoto)-www.kaifineart.com-5

Pewnie nie muszę Cię pytać czy znasz drugi zespół z którym będziecie grać, Mono. Graliście już kiedyś ze sobą?

Nie, to będzie nasza pierwsza wspólna praca. Spotkaliśmy się w Tokio, wpadli na nasz koncert. Wiele nie w sumie nie pogadaliśmy. Jestem ogromnym fanem ich twórczości. Pomyślałem że fajnie by było przy takiej tematyce płyty, fajnie byłoby z nimi zagrać. 

Dziękuję Ci bardzo za wywiad, raz jeszcze powiem – to był ogromny przywilej i przyjemność porozmawiać z Tobą.

Zachęcamy do wybrania się na jeden z dwóch koncertów, we Wrocławiu i Gdańsku, oraz przeczytania naszej recenzji „Kodamy”.

Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.