Mroczna strona Wielkiej Brytanii – wywiad z Frankiem Allainem

0

Już drugi raz miałem przyjemność porozmawiać z Frankiem „The Watcherem” Allainem, założycielem zespołu Fen. O ile pierwsza nasza rozmowa dotyczyła okładki ich albumu (można znaleźć tutaj), dzisiejsza będzie bardziej skupiona na enigmatycznej zagadce jaką jest obecna scena black metalowa w Wielkiej Brytanii. Wyspy brytyjskie są znane z wielu znamienitych zespołów, gdzie black nie wychodzi wcale na prowadzenie. Jak się ukształtował ten gatunek w Wielkiej Brytanii? Czy można znaleźć podobieństwa między innym wyspiarskim krajem, Islandią?

R: Gracie już niemal dziesięć lat. Mógłbyś proszę opisać dla nas jak wasz zespół powstał, jak się zmienił na przestrzeni tych lat?

10 lat – faktycznie, sporo czasu! Szczerze powiedziawszy, ja oraz Grungyn (basista przyp. red.) gramy w kapelach już od wielu lat (moje początki sięgają do 1998 roku), co pomogło nam dość naturalnie wejść w rytm kolejnego zespołu, którym był Fen, i ruszyć z nim nieco dalej. Wiele osób zakłada kapele tylko po to by zagrać riffy ze swoich ulubionych płyt, co w efekcie daje niemiłosierny hałas. Wiem, że my tak robiliśmy!

Zdobywając doświadczenie, odkrywasz co tak naprawdę chcesz osiągnąć jako muzyk. Wydaje mi się, że kluczem jest tutaj nie tylko granie tego co Ci serce podpowiada, ale również praca nad zespołem. Co chcecie przekazać? W jakiej atmosferze? Jakie uczucia chcecie wzbudzić w swoich słuchaczach? To było nasze źródło inspiracji, gdy założyliśmy Fen w 2006 roku. Faktycznie, pamiętam jak spędziłem całą zimę 2005 roku zastanawiając się co tak naprawdę chcę robić. Doszedłem do wniosku, że mam ogromne pragnienie przekazania ludziom ducha ponurych krajobrazów w okół których dorastałem poprzez formę quasi-ambientowego shoegazowego black metalu.

Początki kapeli były mocno zniechęcające – przez pięć lat graliśmy mniej lub bardziej ale intensywny black metal, więc przeskok w stronę bardziej idyllicznego i atmosferycznego brzmienia był trudny. Niemniej, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy nasz własny materiał, CZULIŚMY muzykę którą graliśmy. Te pierwsze sesje zaowocowały EPką „Ancient Sorrow”, która do dziś jest naszym kamieniem milowym.

Od czasu wydania „Ancient Sorrow” bardzo rozwinęliśmy się jako zespół – zagraliśmy parę niesamowitych koncertów w towarzystwie nieziemskiej publiczności, w miejscach o których nawet nam się nie śniło. Przeszliśmy z etapu amatorskiej kapeli w bardziej, tak przynajmniej mi się wydaje, profesjonalny rejon. Nasze albumy stają się coraz lepsze, jednocześnie dalej będąc wierne temu co było źródłem Fen. Uczymy się wiele o sobie samych – co według mnie jest integralną częścią bycia w kapeli – co też daje nam siłę by mierzyć się z jeszcze bardziej interesującym materiałem, i tworzyć najlepiej jak tylko potrafimy.

R: Jak obecnie wygląda scena black metalowa w Wielkiej Brytanii, jak się zmieniła do obecnego obrazu? Pytanie ciekawi mnie o tyle, że w świetle wielu komentarzy zdajecie się być obecnie jedną z bardziej prominentnych kapel grających taką muzykę.

Ludzie faktycznie tak mówią? To bardzo miłe, ale wydaje mi się że odrobinę przesadzone. Jeśli zaś chodzi o stan sceny blackowej w Wielkiej Brytanii – jest bardzo dobrze. Co raz więcej kapel się formuje i widać po nich że wiedzą co chcą grać, że włożyli w to ogrom pracy.

Myślę że zmiana nadeszła w okolicach 2006-2007 roku, kiedy my dopiero zaczynaliśmy. Oczywiście, underground zawsze krył wiele ciekawych projektów (Instinct, Extinction, Lyrinx, Niroth), ale to w okolicach tamtych lat kapele takie jak nasza, Wodensthrone, Winterfylleth, A Forest of Stars, złapały uwagę nieco większej publiczności.

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się, że „druga fala” brytyjskiego blacku nastąpiła tak naprawdę za granicą – ludzie z różnych krajów zaczęli nas doceniać (np. nasz trzeci koncert odbył się w Belgii, gdzie supportowaliśmy Agalloch). Oczywiście, dalej były kapele takie jak Cradle of Filth, Anaal Nathrakh czy Bal Sagoth, ale po tylu latach zeszły do poziomu parodiowania samych siebie lub po prostu przestały grać.

W ciągu tych dziesięciu lat zauważyłem wzrost na naszej scenie wielu przemyślanych, skupionych na blacku kapel. Zespoły takie jak  Bast, The Infernal Sea, Old Corpse Road, Ghast, Saor, Throes, każda rzeźbiąca własny, indywidualny obraz, jednakże wszystkie połączone determinacją i jednością. A to może prowadzić tylko do podnoszenia standardów brzmienia w naszym kraju.

Wystarczy spojrzeć na europejskie festiwale – dziesięć lat temu, poza „wielką trójką” trudno było szukać innych kapel blackowych z wysp. A teraz? Niespodzianką jest jeśli na jakimś festiwalu nie zobaczysz brytyjskiego zespołu z undergroundu, czy to blackowego czy deathowego. Jest to niezwykły wzrost, ale nie taki, który jest bezpodstawny. Wiele osób nadal szydzi z naszej sceny, co jednak sprowadza się tylko do uprzedzeń. Nie można zaprzeczyć (chyba że żyje się pod kamieniem od 2005 roku) że brytyjski black metal jest w bardzo dobrym stanie.

R: Gdy pisałem o islandzkim black metalu, dowiedziałem się, że wiele innich kapel powstało na tle sytuacji w kraju. Uważali, że Islandia jest zepsuta do cna. Duży wpływ miał również krach ekonomiczny w 2008 roku. Czy jest jakieś podobieństwo między nimi a Wielką Brytanią? Czy może był inny powód stojący za tą „drugą” falą blacku w waszym kraju?

Nie jestem w stanie powiedzieć w imieniu wszystkich, ale wiem, że w naszym zespole nie ma za dużo miejsca na socjo-polityczne rozważania i ich wpływ na muzykę. Oczywiście, na jakimś podświadomym poziomie może to mieć jakiś wpływ, ale szczerze powiedziawszy, gdyby odrzucić wszelkie gderanie dziennikarzy o czymkolwiek co brzmi choć trochę kontrowersyjnie („Imigracja! Deficyt! Socjal!”) to Wielka Brytania jest dość stabilnym krajem, przynajmniej na razie. Oczywiście skorumpowanym do cna, ale to cecha każdego rządu.

Szczerze mówiąc, wydaje mi się, iż to szczęśliwy zbieg okoliczności, który spowodował, że obserwujemy napływ nowej, ekscytującej muzyki blackowej w Wielkiej Brytanii – przypadkowe zebranie się wielu zdeterminowanych, młodych muzyków, chcących odnaleźć swoje brzmienie i szczerze wyrazić siebie samych. Ciekawym jest, że wiele zespołów które powstały w tamtym okresie, dzieli podobne doświadczenie. Zarówno my, jak i Winterfylleth  czy A Forest of Stars zaczęliśmy grać jako młodzież, jeszcze w szkole.

R: Możesz nam opowiedzieć o początkach black metalu w Wielkiej Brytanii?

Sięgając do samych korzeni należy wspomnieć Venom i ich album „Black Metal”. Co ciekawe, nagranie kapeli całkowicie niepowiązanej z blackiem (przynajmniej dla mnie), miało niesamowity wpływ na pierwsze zespoły i to na skalę światową.

Wydaje mi się, że „właściwy” black metal zacumował w naszym kraju wraz z powstaniem Cradle of Filth – nie można dyskutować z tym, że ich pierwsze nagrania były pełne atmosfery, której brakuje ich obecnym, niemal karykaturalnym płytom. Trasa z Emperorem tylko umocniła ich pozycje pierwszej black metalowej kapeli z wysp. Należy pamiętać, że to era bez powszechnego Internetu – jedynym źródłem wiedzy były magazyny, czy też zwyczajni ludzie mówiący innym.

Obok CoF, Bal Sagoth również był kojarzymy z blackiem, niekoniecznie w kwestii lirycznej, ale brzmieniowej. Ich debiut to całkiem brutalny kawałek symfonicznego blacku. The Meads of Asphodel to kolejny zespół, który powstał w połowie lat 90-ych i zyskał uznanie. Nieco mniej znane zespoły z tamtego okresu to na przykład Thus Defiled czy Hecate Enthroned. Generalnie jak sam widzisz, tak wyglądała wtedy scena – rozbieżne spojrzenie na black metal w świetle dominacji deathu.

Początek nowego tysiąclecia ujrzał wiele ciekawych projektów, od „pełnoprawnych zespołów” takich jak Heathen Deity, Sermon of Hypocrisy, Niroth, Iceni, Lyrinx do solowych projektów, między innymi Instinct, Extinction i Basilisk. Szczerze powiedziawszy, to solowe projekty zdobywały więcej uznania niż zespoły, które albo nie miały pomysłu na siebie, albo nie robiły w sumie nic konkretnego by się wyróżnić. Często kapele rozpadały się przed zdobyciem jakiejkolwiek publiki. Wyjątkiem może być Anaal Nathrakh, który miał duże wsparcie ze strony Terrorizer, stając się „reprezentatywnym” zespołem początków lat 2000-ych w Wielkiej Brytanii. Na dobre, lub na złe.

Jak już wcześniej mówiłem, swoisty nawrót nastąpił w 2005-2007 roku. Wodensthrone zaczął nagrywać dobry materiał, tak samo Ghast, A Forest of Stars wydał fantastyczną EPkę… nastąpił pewien wybuch entuzjazmu, bo wydawało się, że brytyjski black zaczął wreszcie zyskiwać swoją osobowość. Od tamtego czasu zmiany idą tylko na dobre. Widzę w nowych kapelach poczucie pewności siebie i swojej muzyki, coś czego bym nie wyobraził sobie 10 lat temu. Bycie obecnie członkiem brytyjskiej kapeli nie jest powodem do wstydu, wręcz przeciwnie – tutaj nieco wzmagam się przed ” powodem do dumy” ze względu na jego pejoratywne zabarwienie. Mimo wszystko, wydaje mi się, że wiele nowych kapel jest zadowolonych z tego, że grają pod „naszą narodową banderą”.

R: Jak sam mówiłeś, Fen jest częścią drugiej fali, więc można założyć, że będziecie przyszłością gatunku w waszym kraju. Wobec tego, jakie są wasze plany na tą przyszłość?

Moje najbliższe plany to na pewno odpoczynek! Ostatni rok był bardzo intensywny pod wieloma względami – odszedł od nas jeden perkusista, zaczęliśmy intensywną pracę z kolejnym. Dorzuć do tego koncerty i tworzy się bardzo dużo roboty. Byliśmy zajęci nagrywaniem nowej płyty, próbami, koncertami. Na szczęście nasz nowy perkusista, Havenless, w pełni zintegrował się z kapelą, więc możemy być spokojni o najbliższą przyszłość.

Mamy zaplanowane parę koncertów na drugą połową 2016 roku, zaś na początku 2017 wydajemy nową płytę (a przynajmniej taką mamy nadzieje). Może ona być niemałą niespodzianką dla fanów – płyta jest bardzo złożona, z paroma elementami mocno progresywnymi. W pewnym sensie wracam do konceptu Fenu, który towarzyszył nam na początku – oddania muzycznie krajobrazów w okół których się wychowaliśmy.

A co dalej… kto wie? Mam nadzieję zagrać więcej koncertów zarówno w kraju, jak i za granicą. Włożyliśmy dużo czasu, sił, emocji w nasz nowy album i chcemy się tym podzielić z innymi. Wiążę też wielkie nadzieje z dalszą współpracą z Havenlessem. Jak zawsze, przyszłość jest dla nas ekscytującą zagadką!

Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.