Einar Selvik dla DeathMagnetic.pl: „Życie jako część przyrody nie było romantyczną ideą, było bojem o przetrwanie”

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Przy okazji wizyty Einara Selvika z solowym projektem w Polsce, mieliśmy okazję chwilę z nim porozmawiać. Nie obyło się bez pytań o przyszłość Wardruny, „Wikingów” i pradawne wierzenia sprzed Ery Wikingów. Wywiad został przeprowadzony we współpracy z portalem Metalurgia. Poniżej możecie obejrzeć nagranie z tej rozmowy, a także przeczytać jej tłumaczenie.

Michał Smoll: Chciałbym zacząć od kilku pytań dotyczących Wardruny. W zeszłym roku wydaliście ostatnią część trylogii płytowej Ragnarok, „Runaljod”. Co zamierzacie zrobić po Ragnaroku?

Einar Selvik: Niewiele, nic, to już chyba koniec… (śmiech)

Piotr Kleszewski: Cóż można zrobić jeśli nastał Koniec Czasów, prawda?

W cyklicznym sposobie myślenia, który obecny jest w kulturze nordyckiej, Ragnarok tak naprawdę dotyczy również bardzo mocno początku. Na wiele sposobów czuję, że my, jako Wardruna, również dopiero coś zaczęliśmy. To tylko początek i wciąż jest ogromna ilość rzeczy, które chcę z Wardruną robić i odkrywać, zdecydowanie więc nie jest to koniec. Już teraz pracuję nad pewnymi rzeczami, jednak wciąż jest nieco za wcześnie, aby publicznie się o nich wypowiadać. Może już niedługo…

MS: Pracujesz teraz nad Huggsja. nowym projektem z Ivarem Bjornssonem. Jaka jest w zasadzie różnica między Huggsja i Skuggsja?

Cóż, Skuggsja również była projektem zleconym, tak jak i ten, poproszono nas o napisanie muzyki. Można powiedzieć jednak, że Skuggsja miała wytyczone specyficzne ramy. Gdy zostaliśmy poproszeni o realizację tego przedsięwzięcia, docelowo miało być to połączenie Enslaved i Wardruny. Teraz natomiast jesteśmy, w pewnym sensie, bardziej wolni jeśli chodzi o to, co chcemy zrobić. Możemy inaczej myśleć, nie musimy pisać muzyki dopasowanej do obydwu zespołów. Możemy w zasadzie zacząć od zera. To też chcemy zresztą zrobić, odkryć nowe ścieżki i spróbować czegoś nowego. To niezwykle złożony projekt dla właścicieli festiwalu muzycznego w Bergen, w Norwegii (Bergen International Festiwal odbędzie się w dniach 24 maja – 7 czerwca 2017). Tam właśnie będzie mieć miejsce główna część premiery Huggsja. Jednakże, część tematyki projektu dotyczy ściśle historii starożytnej wybrzeża, bardzo istotnej dla naszego kraju. Takie jest główne założenie tego przedsięwzięcia i koncert zostanie wykonany również w czterech innych miejscach, będzie mieć też lokalne wariacje, dopasowane do każdej z tych lokacji pod względem ich miejsca w historii. Przeprowadzamy intensywną pracę badawczą dotyczącą tych wyjątkowych miejsc, tego, co było tutaj 2,000 lat temu, jaka była miejscowa kultura, w jakich kierunkach się rozwijała, etc. Więc sprawa jest dość skomplikowana, nie tylko ze względu na muzykę, ale też z powodu konceptu i konieczności badań. To niezwykle ekscytujące i lubię się zajmować różnymi rzeczami, stawiać wyzwania sobie i granicom sztuki – a to właśnie tutaj robimy. Skuggsja łączyła nowoczesną i starożytną instrumentację, teraz będzie podobnie. Być może jednak nie aż tak bardzo metalowo, a bardziej akustycznie. Zobaczymy, na razie jeszcze nie skończyliśmy pracy.

MS: Są plany na odsłonę płytową, czy projekt zakłada jedynie występy na żywo?

Na razie projekt skupia się wyłącznie na występach na żywo, ale nigdy nie mów nigdy. Zależy to zarówno od tego, jak to ostatecznie zrobimy, oraz od przyjęcia. Po koncercie ze Skuggsja zdecydowanie chcieliśmy podzielić się tą muzyką z szerszą publicznością, więc zdecydowaliśmy się ją nagrać. Jeśli chodzi o Huggsja, nie wiem, na razie skupiamy się na koncertach i dopiero zadecydujemy co z tym zrobić. Na razie jest za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje.

PK: Wspominałeś nieco o badaniach naukowych. O ile wiem, sam konstruujesz instrumenty, na których grasz, prawda?

Nie wszystkie, wykonanie niektórych zlecam innym ludziom. Trochę inaczej było zwłaszcza na początku, gdy zacząłem działać z Wardruną. Teraz, od jakichś 5-7 lat, trwa swoiste odrodzenie zainteresowania tą kulturą, dużo rekonstrukcji historycznych. Więcej osób zajmuje się też konstruowaniem instrumentów, być może częściowo za sprawą Wardruny. Na początku naszej działalności nie było wielu osób, które nie tylko by znały te instrumenty, ale i potrafiły je skonstruować, tych ludzi było zaledwie kilku. Więc albo musiałem znaleźć kogoś takiego, albo sam to zrobić. Nie mogłem pójść do sklepu i po prostu ich kupić (śmiech). Tak więc po trochu jednego i drugiego.

PK: A zatem, w kwestii budowania tych starożytnych instrumentów, polegasz raczej na akademickim, naukowym podejściu, czy może szukasz ludzi znających tradycyjne sposoby ich wytwarzania?

Należy pamiętać, że w przypadku części z tych instrumentów, tradycja już nie istnieje. Zniknęła, wyszła z użytku. Choćby lira kravik, którą często wykorzystuję, jest przykładem takiej przerwanej tradycji.  Jednak, na szczęście, istnieje oryginał instrumentu w całkiem niezłym stanie. Wciąż żyje też jeden bardzo dobry rzemieślnik, który buduje nowe kopie na podstawie oryginału, jak repliki. Tradycja niektórych instrumentów jednak wciąż żyje. Przykładem niech będzie koźli róg, albo tagelharpa – te tradycyjne instrumenty wciąż są wykorzystywane na Północy, w Finlandii, Szwecji, Norwegii, czy nawet Estonii. Finlandia była ostatnim miejscem, w którym tradycja tych instrumentów przetrwała aż do początku pierwszej dekady XX w. – czyli do całkiem niedawna. Następnie zniknęła na około 60 lat, jednak ludzie zaczęli do niej powracać. Jednak, jak we wszystkich aktywnościach związanych z Wardruną, czy chodzi o budowę instrumentów, badanie run czy starych tradycji muzycznych – zawsze zaczynam od tego, co już wiemy i sięgam po źródła na sposób akademicki. Należy również pamiętać, że w muzyce niezwykle istotne jest też samo jej wykonanie i tutaj przydatność źródeł jest ograniczona. Wtedy trzeba przyjąć bardziej praktyczne podejście i po prostu wypróbowywać, co się sprawdza, a co nie. A to jest pod wieloma względami rzecz ponadczasowa. Więc po trosze łączę oba te podejścia, intuicyjne i praktyczne z naukowym.

PK: W przypadku Wardruny muzyka zawsze wydaje się być w centrum, przynajmniej ja odbieram to w ten sposób. Towarzyszy temu jednak silna atmosfera duchowości. Tworzycie oprócz muzyki również runy, budujecie instrumenty, wyrabiacie biżuterię. Jest w tym wszystkim jakiś pierwiastek duchowy, czy jest to po prostu kwestia użyteczności?

Dla mnie osobiście, zdecydowanie obecna jest w tym też strona duchowa. Oczywiście, wiele rzeczy można odbierać na różnych poziomach. Z drugiej strony, to muzyka, która nie ma na celu kaznodziejstwa i przekonywania do określonych prawd, nie mówię, że ma być tak a tak, albo, że masz się czuć w określony sposób. Staram się nie zabarwić tego przesadnie moim własnym sposobem odbierania rzeczywistości, ale raczej zostawić słuchaczom przestrzeń, aby włączyli w to swoje własne doświadczenia. Ale oprócz podłoża duchowego, towarzyszy temu wszystkiemu również podłoże filozoficzne. Muzyka Wardruny zajmuje się szeroko naturą, naszymi relacjami z nią i ze sobą nawzajem. Jest o czymś większym, niż sam człowiek, czy to o naturze, czy o duchowości, czy jak ty sam będziesz chciał to postrzegać…To otwarte pytanie, na które odpowiedź można znaleźć samemu.

PK: Mówiłeś wcześniej o wzmożonym zainteresowaniu rekonstrukcją historyczną, odległą historią i powrotem do pierwotnych ścieżek. Twoim zdaniem jest to pewien trend, moda, czy może po prostu świat, w którym żyjemy, jest tak bardzo pełen hałasu, politycznych, społecznych i religijnych sporów, że jest to reakcja, że ludzie szukają czegoś innego w tych pierwotnych, starych wierzeniach i tradycjach?

Myślę, że dla niektórych osób może to być po prostu moda. Fajnie jest być entuzjastą wikingów i starożytnych rzeczy. Ale tak na poważnie, wydaje mi się, że patrząc na społeczeństwo w szerszej perspektywie czasowej, z łatwością dostrzeżemy, że za każdym razem, kiedy równowaga za bardzo przechyli się w jedną stronę, zawsze następuje kontrreakcja, kontr-ruch. Wierzę, że dla wielu współcześnie żyjących ludzi, zwłaszcza w zachodnim społeczeństwie, obecna jest tęsknota za czymś innym. Za poczuciem więzi i być może za religią lub jakimś sposobem, dzięki któremu można samemu zdeterminować swój własny los, swoją rzeczywistość. Religia, a zwłaszcza religie uniwersalistyczne, takie jak chrześcijaństwo, judaizm czy islam, bazują w dużej mierze na przekonaniu o wyższości swojego światopoglądu nad innymi. A to nie jest, w moim przekonaniu, szczególnie zdrowa rzecz. Wydaje mu się, że ludzie szukają bardziej inkluzywnych, indywidualnych sposobów na postrzeganie naszego świata, sposobów bardziej związanych z naturą. Oczywiście, muszę zaznaczyć, że jest to rzecz stricte nowoczesna. Mimo tego, że antyczne wierzenia były religiami opartymi na naturze, to ludzie je wyznający walczyli z naturą. Życie jako część przyrody nie było romantyczną ideą, było bojem o przetrwanie. Dlatego też wszystkie cykliczne mity związane są z cyklami przyrody. Dzisiaj jednak jest inaczej. Mamy romantyczne wyobrażenie o naturze. Łakniemy uczucia więzi z nią, z czymś, z kimś.

MS: Występowałeś niedawno w Stanach Zjednoczonych. Z jakim odbiorem spotkała się twoja muzyka w  nieeuropejskiej, amerykańskiej kulturze?

Myślę, że Amerykanie na wiele sposobów czują się europejscy. Większość z nich była imigrantami z Europy. Być może czują potrzebę aby odwołać się do czegoś starszego niż najnowsza amerykańska historia i być może to właśnie powoduje silne dążenie do poszukiwania własnych korzeni i tożsamości. Rozumiem to bardzo dobrze. Widzę oczywiście, ze istnieją ruchy, które mają niezwykle chrześcijańskie podejście do pogaństwa, przedstawiają jego bardzo nie-inkluzywną wersję. Co, szczerze mówiąc, jest bardzo niepogańskie. Te ruchy aktywne są w Stanach Zjednoczonych, ale i w Europie, tworzą się, kiedy wmieszana w to wszystko jest polityka i rzeczy, które są zdecydowanie zbyt osobiste. To niezdrowe. Jednak wrażenie, które odniosłem zarówno po występach z Wardruną, solowych jak i po warsztatach, które prowadziłem… Jest tam wiele świetnych ludzi, byliśmy bardzo dobrze przyjęci.

MS: A dlaczego twoim zdaniem tak wielu metalowców zainteresowanych jest twoją muzyką, która z tradycyjnym instrumentarium metalowym ma raczej mało wspólnego.

Nie wiem, nie sądzę, aby była jedna prosta odpowiedź na to pytanie. Myślę, że istnieje sporo podobieństw, zarówno muzycznych jak i konceptualnych. Konceptualnych, ponieważ Wardruna bardzo silne skupia się na tym, co istnieje też poza samą muzyką. Nie chodzi o samą muzykę, ale też myśl, znaczenia i kolejne warstwy tego wszystkiego. I myślę, że zwłaszcza w przypadku black metalu, we wczesnych latach gatunku, też o to właśnie chodziło: o to, co kryje się za muzyką, o atmosferę. Technika? To była sprawa drugorzędna. Drugorzędne było brzmienie. Chodziło o czystą ekspresję. Później dokonała się zmiana i chodziło już nie o emocje i ducha ale o technikę. O to, jak dobrze brzmiała twoja gitara, albo jak szybko potrafiłeś grać blasty. Zniknęła przez to całkowicie świeżość tego gatunku, przynajmniej moim zdaniem. To na tym polu właśnie, moim zdaniem, ludzie dostrzegają pewne podobieństwa. Z drugiej strony, mam wrażenie, że metalowcy lubią muzykę folkową, bardzo często również muzykę poważną. Zdecydowanie można te upodobania zrozumieć.

MS: Słuchasz ostatnio black metalu albo metalu w ogóle?

Nie, raczej nie. Ale też prawie w ogóle nie słucham muzyki. Mam czasem okresy, w których muszę to zrobić, kiedy poszukuję nowych rzeczy. Jednak zazwyczaj, ponieważ pracuję z muzyką tak intensywnie niemal codziennie, kiedy praca dobiega końca, odpalenie jakiejś płyty to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę. (śmiech)

MS: Czy twoim zdaniem seriale takie jak „Wikingowie” pomagają w jakiś sposób podtrzymać skandynawskie dziedzictwo kulturowe, czy może postrzegasz je jedynie w kategorii rozrywki?

I jedno i drugie. Wierzę, że mimo tego, że serial nie zawsze jest historycznie poprawny, to muszę powiedzieć, że idzie w dobrą stronę jeśli chodzi o sportretowanie kultury wikińskiej w bardziej zniuansowany sposób, nie ukazuje jej jako wyłącznie barbarzyńskiej i nie podtrzymuje tego stereotypu. Wydaje mi się, że to dobra rzecz. Musimy jednak pamiętać, że to program rozrywkowy, który ma dostarczać rozrywki rzeszy ludzi, a nie zadowalać historycznych maniaków takich, jak ja lub rekonstruktorzy ery wikingów. Są jednak pozytywy tego szerokiego zainteresowania kulturą nordycką i historią, nawet tu, w Norwegii, ludzie ośmielają się zajmować naszą własną historią. Po II Wojnie Światowej było dużo wstydu i poczucia winy związanych z licznymi symbolami ze względu na ich niewłaściwy użytek przez nazistów, lub później, skrajną prawicę. Nawet później, nawet po dziś dzień wciąż dzieje się sporo tych niezdrowych, w mojej opinii, rzeczy. Dobre jest jednak to, że teraz my znaczymy więcej niż oni. Ruch zdrowego zainteresowania i zdrowej dumy z własnej kultury, na wielu płaszczyznach, nie tylko tej wojowniczej, jest czymś bardzo pozytywnym. Więc, podsumowując, myślę, że ma to bardzo pozytywny wpływ na historię i to, jak się nią zajmujemy.

MS: Interesowałeś się kiedyś może pogańskimi słowiańskimi kulturami, lub innymi z tych regionów?

Jestem zainteresowany kulturą jako taką, czy to słowiańską, syberyjską, czy afrykańską. To, co jest w tym fascynujące to to, że jeśli cofniesz się w czasie odpowiednio daleko, dostrzeżesz wszystkie te podobieństwa i to, jak jesteśmy połączeni. Oczywiście, w mojej pracy, zwłaszcza we wczesnej pracy z Wardruną, ponieważ historia jest niezwykle fragmentaryczna, zanurzaliśmy się też w kultury sąsiedzkie, w poszukiwaniu inspiracji oraz poszlak.

MS: Dziękujemy za wywiad i poświęcony czas.

Dziękuję.

Fotografia na górze: Aleksandra Kucia

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Michał Smoll

"Knight Rider" to był dopiero serial.