Amon Amarth dla DeathMagnetic.pl: „Ludzie nie chcą brać udziału w wojnie, ale chcą przekonać się, jak wygląda”

0

W wywiadzie który przeprowadziliśmy z Jocke Wallgrenem i Johanem Soderbergiem, dowiecie się m.in, dlaczego tak bardzo lubią nagrywać swoje teledyski w Polsce i który z nich używa krwi swoich wrogów jako olejku do brody. Wywiad jest pierwszym z serii rozmów przeprowadzonych we współpracy z agencją KnockOut Productions i portalem Metalurgia. Tłumaczył Piotr Kleszewski (Metalurgia).

 

Mam dzisiaj wielką przyjemność i zaszczyt rozmawiać z Amon Amarth. Witajcie w Polscie!

 Dzięki!

Po pierwsze, chciałem zapytać was o wikingów – jak myślicie, dlaczego temat ten cieszy się niesłabnącą popularnością, ludzie wciąż fascynują się ich kulturą, słuchają piosenek o nich, oglądają seriale poświęcone wikingom, zaczytują się w mitologii nordyckiej itd.?

JS: Wydaje mi się, że ludzie tak się nimi interesują, ponieważ jest to dla nich coś obcego, wiesz, nie było ich tam. Wszyscy chcą jakoś to odgrywać, rekonstruować, stąd mamy multum grup rekonstrukcyjnych odtwarzających formacje wikińskie, życie w tamtych czasach. Ludzie po prostu chcą wiedzieć, jak to było. To trochę jak z wojną – też są grupy rekonstrukcyjne, filmy, gry wideo. Ludzie nie chcą brać udziału w wojnie, ale chcą przekonać się, jak wygląda.

Jocke, dołączyłeś do zespołu dość niedawno. Z jakim przyjęciem póki co się spotkałeś?

JW: Myślę, że z całkiem niezłym. Zarówno social media jak i fani byli dla mnie bardzo mili. Jest, powiedziałbym, śpiewająco.

JS: Też tak słyszałem.

Wasza ostatnia płyta, dziesiąta pozycja w waszej dyskografii, „Jomsviking”, to album koncepcyjny. Z informacji, jakie posiadam wynika, że jest to pierwsze wasze nagranie tego typu. Dlaczego akurat teraz? Przecież wasza muzyka i teksty skupiające się wokół tematyki wikińskiej i mitologii nordyckiej są już same w sobie w pewien sposób koncepcyjne?

JS: Sporo w przeszłości myśleliśmy o nagraniu concept albumu, jednak nie mieliśmy dla niego wystarczająco dobrej historii. A tym razem? Zaczęło się od naszego wokalisty, który sam wystąpił w filmie. Zainteresował się tym tematem i podjął próbę napisania scenariusza na swoje własne potrzeby. Gdy ukończył swoją pracę stwierdził, że być może warto wykorzystać to jako bazę historii dla naszej płyty. Zaprezentował nam historię i wspólnie uznaliśmy, że to bardzo fajny, ciekawy pomysł. Sam proces komponowania materiału również był dla nas pewną nowością: tym razem pisaliśmy muzykę pod historię, a nie – tak jak wcześniej – pisaliśmy teksty zainspirowane napisaną wcześniej muzyką.

Nad niektórymi z waszych teledysków współpracowaliście z polskim reżyserem, Darkiem Szermanowiczem. Dlaczego zdecydowaliście się na dalszą współpracę z nim, co spodobało wam się w jego wizji i podejściu do teledysków?

JS: Faktycznie, nakręciliśmy z nim chyba ze cztery klipy. To po prosty było dobre doświadczenie. Za pierwszym razem gdy pracowaliśmy z nimi nad teledyskiem wszystko poszło nadzwyczaj gładko, Darek pracuje szybko i efektywnie. Zdecydowaliśmy się więc skorzystać z jego usług ponownie.

Niektóre z waszych teledysków zostały nakręcone w Polsce, prawda?

JS: Tak, to dlatego, że macie tę osadę wikińską na Wolinie. To po prostu świetny plan dla klipów o takiej tematyce.

Choć wciąż gracie masywnie brzmiący, melodyjny death metal, to na waszej ostatniej płycie wyłapałem trochę nieco bardziej tradycyjnych, klasycznych, heavy metalowych wpływów. Muzyki jakich zespołów słuchaliście podczas pracy nad tą płytą?

JS: Słuchałem wielu zespołów, których słuchałem w dalszej przeszłości. To znaczy wiesz, zawsze słuchałem sporo old schoolowej muzyki od zespołów takich jak Iron Maiden, Accept, Judas Priest i tego typu rzeczy. Wydaje mi się, że tym razem po prostu bardziej pozwoliliśmy jako zespół dojść tym wpływom do głosu i naprawdę zabłyszczeć. Dawniej graliśmy po prostu death metal, teraz skłaniamy się w stronę brzmień bardziej inspirowanych klasyką heavy metalu.

Jocke, zanim dołączyłeś do Amon Amarth, grałeś w zespołach black metalowych i innych, z rozmaitych gatunków muzycznych. Dlaczego uznałeś, że Amon Amarth Ci odpowiada?

JW: Po pierwsze, ponieważ zostałem chłopakom polecony i tak właściwie znalazłem się w zespole. Po drugie, Amon Amarth sytuuje się idealnie pomiędzy rzeczami, które robiłem do tej pory. Grałem wszystko od doomu, poprzez melodyjny power metal aż po black. Zawsze lubiłem grać szybko, raczej unikać wolniejszego tempa. Teraz mogę grać i szybko i melodyjnie, z fajnym, ciężkim groove’m – dlatego właśnie idealnie odnajduję się w tym zespole.

Na sam koniec chciałem zapytać was jeszcze o jeden z najbardziej charakterystycznych atrybutów wikinga – brodę. Macie jakieś porady i sposoby, żeby zarost prezentował się lśniąco i gęsto?

JS: Hm, nie wiem. Chyba nie. Nigdy nie robiłem z brodą nic specjalnego, po prostu pozwalałem jej rosnąć i od czasu do czasu przycinam ją nożyczkami.

Nie podlewacie jej krwią poległych wrogów?

JS:  (Śmiech) Raczej tego unikam.

JW: Czego ja nie mogę powiedzieć o sobie… (śmiech)

Udostępnij to

O autorze

Michał Smoll

"Knight Rider" to był dopiero serial.