Uriah Heep, Lizard: Relacja z Katowic [02.12.2016]

0

Wczorajszy koncert przeniósł katowicki MegaClub w czasie – do lat 70 i czasów świetności brytyjskiego rocka. Sala wypełniła się tłumnie, chociaż podejrzewam, że fani zespołu są w wieku, w którym ma się już wnuki. I zabiera się je na koncert, aby mogły zobaczyć Uriah Heep, zespół mający swoje dokonania w muzyce (m.in. płyta „Demons & Wizards”), mocno osadzony w świecie fantazyjnych tekstów i soczystych riffów (w tym wszystkim słychać dodatkowo inspiracje rock & rollem). Ich utwór „July Morning” okrzyknięty został przez krytyków jedną z najważniejszych ballad w historii.

Tu ciekawostka, kto wie co oznacza nazwa kapeli? Tak, to antagonista z książki Dickensa – David Copperfield. 

Czy był to koncert warty zobaczenia? Jak najbardziej, wszak dinozaury rocka powoli schodzą ze sceny – wczoraj Deep Purple, zespół przywołany przeze mnie w relacji celowo (do dziś pojawiają się głosy, że Uriah Heep we wczesnych stadiach twórczości kopiowali styl Purpli), ogłosił pożegnalną trasę. Mam jednak wrażenie, że Uriah Heep jeszcze trochę pograją – zaprezentowali się w doskonałej formie.

Koncert otworzył występ specjalnego gościa, pochodzącego z Bielska-Białej, zespołu Lizard. Panowie inspirują się rockiem progresywnym lat 70 i czuć to w ich muzyce. Nic porywającego, ale jednak występ solidny. Na plus cover „21st Century Schizoid Man”, który przywołał wspomnienie koncertu King Crimson, których to miałem przyjemność widzieć w Zabrzu tego roku.

Kilka minut po 21 na scenie pojawili się Brytyjczycy – krótkie intro i mocne uderzenie w postaci „Gypsy”. Fani przyjęli utwór z radością i rozpoczęła się prawie dwugodzinna zabawa. Cztery utwory, które pojawiły się w setliście – „Can’t Take That Away”, „One Minute”, „The Law” i „The Outsider” – pochodzą z promowanej przez zespół płyty „Outsider”. Doskonale dobraną oprawą świateł opatrzono doniosłe „Sunrise”.

Bernie Shaw, wokalista grupy, utwór „The Magician’s Birthday” zapowiedział następująco: „W latach 70, każdy utwór trwający powyżej 8 minut nazywano prog-rockiem. Mam nadzieję, że jest wam wygodnie. Ten kawałek potrwa prawie dziesięć!”.

Drugą część setlisty zdominowały największe przeboje. Otrzymaliśmy „July Morning” oraz (co oczywiste) „Lady In Black”, jedyny zagrany utwór z płyty „Salisbury”. Na krótki bis „Easy Livin”, kolejna sztandarowa kompozycja Uriah Heep. Energii na scenie pozazdrościć mogłoby im kilka młodszych zespołów, radości z grania koncertów także. Zespół grał, gdy muzyka metalowa dopiero się kształtowała. Trwa nadal.

Zespół zagra jeszcze dwa koncerty w Polsce: 3 grudnia w Poznaniu i 4 grudnia w Gdańsku.

Udostępnij to

O autorze

Michał Koch

Niespełniony paleontolog i największy fan Pearl Jam w Polsce - tak mogę powiedzieć o sobie. W dzień pracuję w branży PR, w nocy zamieniam się w rock n’ rollową bestię. Namiętnie jeżdżę na koncerty i nieustannie planuję jak rozdysponować budżet, by zobaczyć jak najwięcej gigów. Z chęcią podejmę pracę jako wiedźmin.