The Who: (Nie)moja generacja – relacja z koncertu Wiednia [14.09.2016]

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Są zespoły, na których koncert w Polsce nie ma co liczyć: Neil Young, Bruce Springsteen czy właśnie The Who. W chwili, gdy przeglądając austriackiego Eventima natrafiłem na koncert w Wiedniu nie zastanawiałem się ani chwili.

Pete Townshend, sarkastyczny gitarzysta grupy o czarnym poczuciu humoru, w wywiadach dawał znać, że obecna trasa zespołu (Back To The Who Tour 51!) ma być ostatnią. Aktualnie wiemy, że w 2017 roku odbędą się jeszcze koncerty w UK pod szyldem rock-opery ‚Tommy’. Co będzie później? Nikt nie wie, ale przyznać należy, że jak na zespół założony w 1961 roku to trzymają się niesamowicie. Nawet tragiczne straty ‚zwierzaka za perkusją’ czyli Keitha Moona w 1978 roku oraz Johna Entwistle’a w 2002 r. nie doprowadziły do zakończenia działalności The Who. Obecny skład, czyli Roger Daltrey na wokalu, Pete Townshend – gitara i towarzyszący im muzycy: Pino Palladino na basie, Simon Townshend na drugiej gitarze i Zak Starkey na bębnach to potężna maszyna koncertowa.

13232908_883566351769331_3299343141029809886_n

Sezon letnich koncertów w tym roku przebiegł u mnie pod znakiem „dinozaurów rocka”. Miałem zaszczyt zobaczyć Neila Younga, Davida Gilmoura i Iron Maiden. Jaki inny zespół niż The Who nadawałby się bardziej na zakończenie tej passy? (Nie jest to do końca prawda – w niedzielę będę starał się ogarnąć geniusz Roberta Frippa i jego King Crimson). Wiedeń przywitał mnie piękną pogodą i piwem ze znajomymi. Przed Wiener Stadthalle, czyli halą, w której miał odbyć się koncert o godzinie 15 zgromadzili się tylko najwięksi fani – ostrzyli sobie zęby na pierwszy rząd (rzecz całkowicie zrozumiała). Ze znajomymi przyjrzeliśmy się, co zespół zaprezentował na swoim stoisku z merchem: ujrzałem tam butlę szampana sygnowaną nazwiskiem Daltreya w cenie 125 euro, a następnie, bez zbędnego ciśnienia postawiliśmy na relaks przed koncertem. Później okazało się to doskonałą decyzją, gdyż i tak udało mi się dostać do barierek tuż za strefą najbliżej sceny (tu uwaga – nie była wielkości polskiego GC, czyli 3/4 płyty! Da się?)
20160914_191659

O 19.30 na supporcie pojawił się bardzo ciekawy zespół – Slydigs. Dali krótki koncert i zaprosili fanów do śledzenia ich w mediach społecznościowych (ciekawe czy Pete z The Who wie, co to takiego Instagram albo Snapchat?). W wolnej chwili polecam sprawdzić Slydigs, grają ciekawego rocka prosto z UK. I mówię to jako osoba niechętna idei supportu, jako takiego. Oczekiwanie na gwiazdę wieczoru umiliły telebimy, na których wyświetlane były ciekawostki dotyczące zespołu: m.in. o kulturze modsów, z których się wywodzą oraz o ich tendencji do niszczenia sprzętu i instrumentów na scenie. Zaznaczono jednak, że ze względu na to, jak bardzo tego typu zachowanie zostało potem kopiowane przez inne zespołu, w najnowszej historii The Who takie zdarzenie, jak zniszczenie gitary na scenie miało miejsce około pięciu razy. Przyszedł jednak moment na rozpoczęcie show. Nazwa trasy zobowiązuje – w setliście pojawiły się same przeboje, utwory doskonale rozpoznawalne nie tylko dla fanów zespołu (ręka do góry komu, oprócz mnie, ‚Baba O’Riley’ nie kojarzy się z CSI?) Wystarczy spojrzeć na 4 pierwsze utworu: ‚Who Are You’, ‚The Kids Are Alright’, ‚I Can See For Miles’ i ‚My Generation’, aby zrozumieć w jaki sposób skonstruowana została lista zagranych utworów.

Parę słów o wokalnej formie Rogera. Wiele osób miało obawy, że to już nie to, że wokalista zatracił całą moc. Nie jest to prawdą. To wręcz zakłamanie rzeczywistości. Daltrey zaśpiewał fenomenalnie – a ma 72 lata! W jego głosie dalej słychać dawną barwę, pazur i energię. Frontman szalał na scenie, wywijał mikrofonem (co jest jego znakiem rozpoznawczym) i miał bardzo dobry kontakt z publiką. Widać również, że z Townshendem rozumieją się doskonale i wzajemnie uzupełniają. Pete nie pozostawał w tyle. Wywijał ręką wiatraki, śpiewał swoje partie, a gdy pomylił się wykonując intro do ‚I’m One’ dał pokaz brytyjskiego humoru – „Nie śmiejecie się ze mnie? A powinniście!”. ‚Behind Blue Eyes’ odśpiewała cała publiczność, słowo po słowie (swoją drogą, należałoby nałożyć ekskomunikę na osoby, którym bardziej podoba się cover Limp Bizkit), a ‚You Better You Bet’ okazało się fenomenalnym utworem koncertowym i najjaśniejszym punktem programu. Chcę nadmienić, że nikt nie robił zdjęć przez cały koncert, nie pojawiły się nagrywający cały koncert tablety, a większość osób znała słowa piosenek – Polacy bierzcie przykład z Austriaków: nagrywanie całego koncertu to wiocha! Wracając do muzyki: pojawiły się też moje dwa ulubione utwory: ‚5.15’ z legendarnej płyty ‚Quadrophenia’ oraz ‚Love Reign O’er Me’ (jako pracę domową sprawdźcie wersję Pearl Jamu!).

Na zakończenie zaprezentowano ‚Pinball Wizard’ – akurat tego utworu nigdy nie lubiłem, ale jestem w stanie zrozumieć to, że publika odebrała go z radością: jest skoczny, energiczny i wpadający w ucho. Chwilę później była przejmująca wersja ‚See Me Feel Me’ i bis w postaci: ‚Baba O’Riley’ i ‚Won’t Get Fooled Again’. Po ostatnim utworze, rozciągniętym do ponad dziesięciu minut, widać było, że zespół ma ochotę i siłę na dalsze granie. Niestety był to już koniec koncertu. Uśmiech nie schodził z twarzy muzyków, okazjonalne żarty ze swojego wieku pokazywały spory dystans do siebie, a perfekcjonizm wykonania tylko utwierdzał w wykonaniu, że to jeden z ostatnich „Wielkich” zespołów. The Who to nie jest moja generacja, ale cholera, bardzo bym chciał, żeby była!

  1. Who Are You
  2. The Kids Are Alright
  3. I Can See for Miles
  4. My Generation
  5. Relay
  6. Behind Blue Eyes
  7. Bargain
  8. Join Together
  9. You Better You Bet
  10. 5:15
  11. I’m One
  12. The Rock
  13. Love, Reign O’er Me
  14. Eminence Front
  15. Amazing Journey
  16. Sparks
  17. The Acid Queen
  18. Pinball Wizard
  19. See Me, Feel Me
  20. Baba O’Riley
  21. Won’t Get Fooled Again
Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Michał Koch

Niespełniony paleontolog i największy fan Pearl Jam w Polsce - tak mogę powiedzieć o sobie. W dzień pracuję w branży PR, w nocy zamieniam się w rock n’ rollową bestię. Namiętnie jeżdżę na koncerty i nieustannie planuję jak rozdysponować budżet, by zobaczyć jak najwięcej gigów. Z chęcią podejmę pracę jako wiedźmin.