Test zdany na 5+, czyli relacja z koncertu Mastodon [04.07.2017]

2
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

O Mastodonie krąży wiele opinii. Jedna z nich głosi, że choć na albumach brzmią naprawdę dobrze, to jednak ich koncerty nie są warte swojej ceny z uwagi na fatalne nagłośnienie i bardzo słaby poziom wokali. Nie chcąc ślepo powtarzać utartych przesądów, postanowiłem wybrać się na koncert w B90 i na własne uszy przekonać się o poziomie koncertowym amerykańskiego zespołu. Czy plotki były prawdziwe?

Zanim jednak na scenie pojawiła się ekipa zza oceanu, swój dorobek muzyczny zaprezentował publiczności polski przedstawiciel metalu progresywnego – Proghma-C. Choć istnieją już blisko 15 lat, to wciąż muszą walczyć o swoje 5 minut na trudnej, rodzimej scenie. Z pewnością dla wielu zgromadzonych był to pierwszy kontakt z tym gdańskim zespołem. Od 2015 roku rozpoczął on nowy okres w swojej karierze z Patrykiem Zwolińskim, znanym z blindead, jako wokalistą. Ich występ opierał się głównie na wydanej w 2009 roku płycie „Bar-do Travel” i pomimo zaledwie 30-minutowego setu wzbudził spore zainteresowanie wśród publiczności. Zróżnicowane kompozycje pełne mocnych riffów i zmian tempa oraz urozmaicone linie wokalne przywoływały na myśl wspomnienie wielu utworów Toola, którego fanów (sądząc po koszulkach) nie zabrakło także tego wieczoru w B90. Niech o jakości występu Proghma-C świadczą głośne brawa od wypełnionego już w ¾ klubu.

Biorąc pod uwagę sposób rozumowania jednej z agencji, możemy mówić o festiwalu, bo przed główną gwiazdą zagrały aż 2 supporty. Drugim z nich była hard rockowa ekipa z Oslo, która zaprezentowała… typowo amerykańskie granie. Nierozerwalnie z krajami skandynawskimi kojarzą się klimatyczne, progresywne utwory przywołujące na myśl obrazy norweskich fiordów i szwedzkich jezior. Tymczasem dostaliśmy kawał dobrego rockowego grania rodem zza oceanu. Największym mankamentem występu Wolves Like Us był wokal. Larsh Kristensen nie ukrywał, że po zeszłonocnych przygodach jego gardło nie jest w najlepszym stanie. Niestety było to też słychać. I choć zespół zaprezentował się z naprawdę dobrej strony, swoim graniem przypominając bardzo Mastodon, to jednak pozostał pewien niesmak. W gdańskim B90 Norwegowie zagrali głównie utwory z „Late Love” oraz „Black Soul Choir”. Ich gitarowe harmonie i melodyjne refreny porwały publikę do zabawy. Pomimo wspomnianych niedogodności, tym występem Wolves Like Us zdobyli sobie kolejnych fanów, a Knock Out Productions po raz kolejny udowodniło, że supporty na ich koncertach nie są dobierane przypadkowo. Zdecydowanie milej jest usłyszeć młode kapele, które chcą pokazać się z jak najlepszej strony niż na przykład… Dodę.

Podczas dłuższej przerwy przed występem głównej gwiazdy dało się wyczuć wśród tłumu zaraźliwe podniecenie. Fani wykrzykując gromkie „Mastodon, Mastodon!”, starali się wywołać Amerykanów na scenę. Chwilę później usłyszeliśmy intro do ‘Sultan’s Curse’ – singla z najnowszego albumu „Emperor of Sand” i się zaczęło… Wiecie jak poznać zespół klasy światowej? To bardzo proste. Przez kilka pierwszych utworów zastanawiasz się, jak można tak świetnie grać. Tak właśnie było w przypadku Mastodon. Na początek zaserwowali fanom idealne połączenie nowego materiału ze starszymi klasykami. Poza wspomnianym singlem usłyszeliśmy m.in. ‘Divinations’, ‘Crystal Skull’ i ‘Ancient Kingdom’. Można powiedzieć, że sponsorem tego wieczoru było słowo harmonia. Dominowała ona w setliście, która była świetnie dobrana pod względem przekrojowości dyskografii zespołu, a także w niemal każdym utworze, gdy Brent Hinds oraz Bill Kelliher jak stare, dobre małżeństwo grali riffy w idealnej harmonii. A co z wokalem? No tak, w każdej plotce jest ziarno prawdy, ale tutaj było ono naprawdę małe. Większość partii śpiewał basista Troy Sanders wspomagany przez Brenta oraz Branna Dailora. Trzeba przyznać, że w wielu starszych utworach wokal brzmiał nawet lepiej niż na płycie! Co prawda nie można tego powiedzieć o utworach z dwóch ostatnich albumów, ale i tutaj było naprawdę solidnie.

Na pochwałę zasługuje Brent Hinds, któremu widocznie służy wpływ Adama ‘Nergala’ Darskiego odpowiedzialnego za jego nową fryzurę. Gitarzysta tego wieczora był w świetnej formie, a jego często niedbały wokal naprawdę znacznie się poprawił. Może powinien przemyśleć wynajęcie prywatnego fryzjera od Nergala? Kto wie. Mastodon został przyjęty w Polsce wręcz fenomenalnie. Podczas utworów świetna zabawa, a po nich długie, głośne brawa. Zespół odwdzięczył się polskim fanom w najlepszy możliwy sposób. Dał świetny występ, który na długo pozostanie w pamięci. Po instrumentalnym ‘Bladecatcher’, wykonanym z udziałem publiczności ‘Black Tongue’ i klimatycznym ‘Colony of Birchmen’ przyszła pora na jeden z głównych punktów tego wieczoru. Mowa o jednym z dwóch przedstawicieli albumu „Once More ‘Round the Sun”, czyli ‘Ember City’. To była prawdziwa gitarowa uczta. Brent z Billem swoim występem nadali temu utworowi dodatkowego uroku. Jak zawsze nie zawiódł Brann Dailor, który gra na perkusji z taką lekkością, że wydaje się to dziecinnie proste. Dyrygujący Troy Sanders mógł być bardzo dumny ze swoich kolegów. Basista nie ukrywał, że jest niezmiernie zaskoczony postawą polskich fanów. Wyrażał się o nich w samych superlatywach i wielokrotnie wskazywał, że zaskarbili sobie jego i zespołu szacunek.

Chwilę później wybrzmiały pierwsze dźwięki ‘Andromedy’, która nieco wybija się na tle pozostałych kompozycji z „Emperor of Sand” i jest nawiązaniem do pierwszych lat działalności zespołu. Agresywny wokal w połączeniu z ciężkimi riffami i szalejącym za perkusją Brannem czynią z tego numeru idealnego kandydata do koncertowych setlist. Szybka zmiana gitary i nadszedł czas na utwór, na który wielu fanów czekało – ‘Oblivion’. Świetny kawałek koncertowy, a zwłaszcza klubowy, gdy publika nie jest przypadkowa i potrafi docenić artyzm zespołu. Mastodon w pigułce. Progresywne brzmienia połączone z ostrymi wstawkami i melodyjnym refrenem. Usłyszeć ten utwór to wielka przyjemność. „Piaskowy cesarz” zarządził, że nadszedł czas na numery z ostatniego longplaya. Przyznam, że miałem małe obawy co do przyjęcia utworu ‘Show Yourself’, ale uginająca się podłoga pod skaczącym tłumem szybko mnie z tego błędu wyprowadziła. Po wykonaniu ‘Roots Remains’ oraz ‘Precious Stones’ łatwo było o pierwsze wnioski. „Emperor of Sand” to świetny album, który na żywo brzmi równie dobrze, a może nawet i jeszcze lepiej.

Moim osobistym punktem kulminacyjnym był ‘Streambreather’. Ulubiony utwór Billa Kellihera na żywo zachwyca. Wgniatający w podłogę riff, chwytliwy refren, zróżnicowane wokale i świetne solo. Czego chcieć więcej? Po tym wykonaniu zapragnąłem jak najszybciej posłuchać tego utworu raz i drugi, i trzeci… Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i tak też w błyskawicznym tempie zbliżyliśmy się do końca koncertu. Dobór ostatnich utworów nieco mnie zaskoczył. Nie są to największe hity Mastodon ani numery wywołujące w fanach nowe pokłady energii. Jednak był to na pewno miły gest w stronę zwolenników starszych dokonań. ‘Mother Puncher’, ‘Circle of Cysquatch’ i ‘March of the Fire Ants’ zakończyły wtorkowy koncert. To, co rzuciło się w oczy, to równa, wysoka forma muzyków. Pomimo upału i zmęczenia wykonali każdy utwór na najwyższym poziomie, a solówki Brenta Hindsa pieściły uszy wszystkich fanów gitary. Jednak Mastodon nie przewidział jednego. Polskiego fana nie jest tak łatwo zaspokoić. Po gorącym pożegnaniu, wyrazach uznania ze strony zespołu do mikrofonu doszedł Brann Dailor, który nie ukrywał, że jest oszołomiony skalą sympatii, jaką został obdarzony. Na szczęście wiedział, jak się odwdzięczyć i szybko zaprosił pozostałych kolegów z zespołu, aby wykonać dodatkowy utwór. Brent Hinds w kapeluszu Sancho Pansy? Może po ‘Grze o Tron’ dostanie rolę w nowej produkcji. Pierwsze dźwięki i wielki zachwyt fanów. ‘Blood and Thunder’ z udziałem publiczności. To robi wrażenie. Panowie z Mastodon wymieniali między sobą uśmiechy, a ich fani gromko wykrzykiwali kolejne refreny. Chciałoby się, aby takie koncerty nigdy się kończyły. Na koniec znów za mikrofon chwycił Brann, który przyznał, że kocha polską publiczność i wyznał, że ten koncert był testem dla Gdańska i dla Polski. Nie miał on wątpliwości, że został zdany śpiewająco i obiecał, że Mastodon wróci do nas w najbliższym czasie. Trzymamy za słowo!

Jeśli nie lubicie tzw. przegadanych koncertów, to panowie z Ameryki grają właśnie dla Was. Oni nie przyjechali tutaj opowiadać o tym, że polityka jest zła, o tym, co u ich babć i dziadków. Przyjechali, aby dać pokaz swoich umiejętności i zachwycić polską publiczność. I to zrobili. Ponad 1,5h grania bez ani jednej przerwy jest naprawdę imponujące. Mastodon potrafił wyważyć dynamikę koncertu z integracją z fanami. Dało się odczuć, że ich głównym zadaniem jest zaspokojenie swoich sympatyków. Ale jak po tak świetnym koncercie nie chcieć jeszcze więcej? Jeśli Polska publiczność zdała test na 6, to Amerykanie zasługują na 5+, bo nie da się ukryć, że nagłośnienie nie było idealne, a to zawsze zabiera nieco z doznań koncertowych.

PS: Za wszystkie zdjęcia dziękujemy Maciejowi Biały i zapraszamy na jego stronę, gdzie możecie obejrzeć także jego inne prace.
Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Jestem na tym pięknym etapie, kiedy każdego dnia poznaję coś nowego, co ubarwia moje życie. Z zamiłowaniem do klasycznego heavy metalu stopniowo poszerzam swoje horyzonty.

  • Wojtek Sobotzik

    Świetna relacja i zdjęcia! Byłem tydzień na ich koncercie w Utrechcie i przeżyłem go bardzo dobrze. Naprawdę poprawili wokale. Było super, ponad 1,5 czystej, zaangażowanej muzyki. Nowa płyta też coraz bardziej mi się podoba. Mastodon rules!

    • Piotr Wasilewski

      Jak nauczyli się wreszcie śpiewać, to muszę się wybrać następnym razem by wymazać z pamięci plamę po Ursynaliach 😀