Posen Thrash Ritual: Relacja z poznańskiego Elizjum [28.01.17]

1

Kiedy słyszysz, że w mieście odbyć ma się undergroundowy gig thrashmetalowy na sześć kapel, to nie kalkulujesz i nie sprawdzasz kalendarza. Jak jeszcze organizują go bdb koledzy to sprawa jest jasna – dlatego też wieczór 28 stycznia spędziłem w Elizjum na kontroli lokalnego (i nie tylko) undergroundu. Czy młodzi entuzjaści gitarowego chłostania umieją w metal? Let’s find out!
Dzięki funkcjonującej „sprawnie inaczej” komunikacji miejskiej na miejsce dotarłem spóźniony kilka minut, ale na pierwszy występ szczęśliwie zdążyłem się załapać. Grindowy Scum Eater łoił konkretnie – główka podrygiwała a nóżka tupała gdy chłopaki swe bezeceństwa wylewali na zgromadzonych. Wielkim plusem był bardzo dobry, mocny i brutalny wokal. Chłopaki odpalali kolejne krótkie petardy, które gasły dobrze przyjmowane przez widownię, toteż wszyscy zostaliśmy z apetytem na więcej, kiedy opuścili swoje stanowiska bojowe.

PSR1
Apetyt szybko pospieszyli zaspokoić pełni werwy muzycy Tassacka, wyglądem przywodzący na myśl groźnych panów z Bay Area, zanim zostali groźnymi panami. Zaczęli nawet ładnie, szybko, melodyjnie, ale pomysły w pewnym momencie się skończyły i Tassack uległ stępieniu – jednak niebawem emocje znów poszły w górę, bowiem chłopaków wsparła Scena i obowiązkowy „kower Metaliki” wraz z zespołem wykonali bardzo energicznie koledzy z Saviora, Stormera czy Interceptora. Potem był jeszcze, dla równowagi, cover Megadeth i gothicowi thrasherzy oddali scenę nieokrzesanym punkowcom z Waginy.

PSR2
Wagina do koncertu się przyłożyła, były rekwizyty w postaci, ehhhh, podpasek z logiem a na spragnione gardła czekały butelki Amarenki. Zgodnie z zapowiedziami, chłopaki zrobili niezłą trzodę i skradli serduszka widowni, która z radością witała kolejne kawałki. Było obowiązkowo trochę czerstwej konferansjerki oraz lepsze i gorsze teksty samych utworów, ale występ jak najbardziej in plus – cała masa energii, która znalazła też swoje ujście w tłumie. Szybko, bezkompromisowo, z wielkim luzem. To mi się podoba, tak ma być grane!

PSR3
Bez zbędnych ceregieli scenę zajęli śliczni chłopcy z Interceptora, Interpreptora czy Intercipkora. Jak by ich nie nazwać – zarządzili. I nie ma tu nic do rzeczy moja z wami, chłopaki, znajomość. Luźna tematyka tekstów (oscylujących wokół alkoholu, deskorolki i sztuk walki słynnego Łazarzanina) oraz energiczna, porywająca oprawa muzyczna sprawiły, że ten koncert wspominam zdecydowanie najlepiej. Thrashową miksturę dźwięków panowie mieszają z wyższymi wokalami, do których przyzwyczajenie zajęło mi chwilę, ale zdecydowanie robiły robotę (choć można było głos Szkopa nieco bardziej uwypuklić, ale to już uwaga techniczna). Wreszcie panowie poszli za bar „pić za nasze pieniądze” a na scenie zaczął rozstawiać się Stormer.


Lubię granie chłopaków ze Stormera, cieplutko wspominam ich ostatni występ w Poznaniu, ale tu coś się… no popsuło się coś. Zaczęli bardzo dobrze, energicznie, ale w którymś momencie wszystko się rozjechało. Kolejne kawałki przestały tak elektryzować a ludzie zaczęli się zwijać. Do pewnego momentu to był naprawdę fajny metal, ale im dalej w las, tym bardziej traciłem skupienie i wreszcie przyłapałem się na tym, że siedząc daleko, nawet nie zwracam uwagi, co tam się w ogóle dzieje. Szkoda, bo chłopaki wypaść potrafią bardzo fajnie i początek na tym koncercie też zapowiadał coś lepszego.

PSR4
Savior przyjechał promować swoją pierwszą epkę, „Panów Pan” i zrobił to stylowo i z klasą – czuć umiejętności muzyków, a na żywo wokal Jordana wypada lepiej, niż studyjnie (tam, dla odmiany, strasznie mi miejscami nie pasuje). Żałowałem więc, że musiałem się zawinąć tuż przed końcem, ale to, co usłyszałem przedtem miło podrapało mnie po uszach. Bronił się tak autorski repertuar, jak i cover Pantery. Była energia, była radocha z grania – dobrze się spisali, godnie zwieńczyli ten efektowny muzycznie wieczór.

Za cenę 10 złotych otrzymałem koncert muzycznie bardzo barwny, wypełniony zabawą i niesamowicie intensywny (rozstawianie się zajmowało kolejnym zespołom kilka minut, więc na nudę nie było nawet kiedy narzekać). Thrashowe podziemie umie w metal, oby tak dalej.

Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Śmieszek, domorosły filozof, basista in spe. Siedzi głównie w ciężkich brzmieniach, w blacku czy doomie, ale w każdym gatunku może odnaleźć wartościowe kawałki. Studiuje prawo (europejskie).

  • Piotr ,,Rotten” Szwed

    JEA Kurde faja. Ale z tym woksem przegiąłeś. Miałem zjechane gardło od południa.