Neil Young + Promise of the Real: Relacja z koncertu w Berlinie [21.07.2016]

0

Wybaczcie, ale tym razem nie będę się silił na obiektywizm i profesjonalizm. Neil Young to mój ulubiony artysta, którego słucham od 12 lat i wreszcie dane mi było zobaczyć go na żywo. Już dłużej nie dało się żyć nadzieją koncertu w Polsce, bo pomimo ponad 50-letniej kariery nigdy do naszego kraju nie zawitał i teraz, pomimo doskonałej okazji, jaką była obszerna europejska trasa, również nie było inaczej. Przy okazji jego każdego poprzedniego koncertu w Berlinie obiecywałem sobie, że jadę, ale okoliczności nie były sprzyjające. Tym razem wreszcie się udało!

Neil4

Koncert w legendarnym amfiteatrze Waldbuhne goszczącym największe światowe gwiazdy (Red Hoci, Metallica, U2, Queen, Rolling Stonesi), ale pamiętającego też czasy przemówień Hitlera, był przedostatnim przystankiem na trasie, która zakończy się jutro w Austrii. Obiekt położony wśród drzew był idealnym miejscem do organizacji wydarzenia, gdyż Neil jest obecnie w fazie walki o ochronę środowiska naturalnego i nienawiści do koncernu Monsanto, który promuje GMO oraz skupuje „patenty” na nasiona zbóż, wobec czego amerykańscy farmerzy nie mają wyboru i zmuszani są kupowania zmodyfikowanych ziaren. Ostatnia płyta, „The Monsanto Years” jest w całości poświęcona temu problemowi, przez co na Younga spadł grad krytyki, że wtrąca się do czegoś, na czym się nie zna. Ja osobiście bardzo cenię odwagę i zawzięcie Neila, bo nawet jeśli nie ma 100% racji, to pomimo 70 lat w dalszym ciągu manifestuje swoją hipisowską postawę i bunt wobec wielkich korporacji i komercjalizacji wszystkich dziedzin życia i nauki. Jest wciąż zainspirowany, gra doskonałą muzykę napędzaną walką o swoje ideały. To sprawia, że jest jednym z najlepszych i najbardziej charyzmatycznych artystów w historii rocka. Nie wiem, czy jest drugi tak ekscytujący wykonawca – jego starzy koledzy (Dylan, Stonesi) siedzą wciąż w swoich bezpiecznych klimatach, natomiast u Younga nigdy nie wiadomo, jakiego następnego kroku można się spodziewać. Czy nagra płytę solową, akustyczną czy powróci nagle do grania z Crazy Horse, czy może znajdzie zupełnie nowych muzyków, jak obecnie?

A propos nowego zespołu – Youngowi towarzyszy obecnie Promise of the Real, który składa się z 5 młodych muzyków, w tym dwóch synów Williego Nelsona grających na gitarach. Jest to pierwsza sytuacja od dawna, gdy Neil postawił na zupełnie świeży skład – przez lata otaczał się raczej sprawdzonymi współpracownikami. W ostatnich latach paru z nich odeszło lub ma kłopoty ze zdrowiem, dlatego według artysty najlepszym rozwiązaniem było postawienie wszystkiego na jedną kartę. I trzeba przyznać, że pomimo początkowych obaw Promise of the Real to grupa, która była Youngowi potrzebna. Muzycy tchnęli w doświadczonego kolegę młodego ducha, a koncerty pełne niespodzianek trwają nawet 3,5 godziny. Ważnym partnerem jest przede wszystkim Lukas Nelson – oryginalnie wokalista i prowadzący gitarzysta Promise of the Real. Jego gitarowe duety z Youngiem w „Country Home” czy „Down By The River” były niesamowite i podejrzewam, że najbardziej przypominają ekscytujące czasy pierwszego składu Crazy Horse i pojedynków Neila z nieodżałowanym Dannym Whittenem. Drugi z Nelsonów, Micah, gra w zupełnie innym stylu i tworzy raczej gitarowe tło, używając smyczka czy efektu e-bow.

Dość już jednak moich wywodów i czas skupić się na samym występie. Po zajęciu miejsca pod sceną naprzeciw stanowiska Neila mogłem obserwować sytuację z najbliższej odległości – szczerze mówiąc nie sądziłem, że mi się to uda, ale dzięki temu mój pierwszy kontakt na żywo z Youngiem był jeszcze bardziej wyjątkowy. Parę minut po planowanym rozpoczęciu, czyli 19:30, na scenę wyszły dwie dziewczyny, które na scenie rozsiewały ziarna oraz podlewały stojące wokół rośliny. Następnie pojawił się mistrz ceremonii – ubrany w nieodłączną ostatnimi czasy koszulkę z napisem „EARTH” i czarny kapelusz, zasiadł za pianinem i zaczął wygrywać pierwsze nuty pięknego „After the Gold Rush”. Myślę, że publiczność została kupiona od początku – Neil jest w doskonałej formie, a i brzmienie było perfekcyjne. Standardowo wybrzmiał wielki aplauz po linijce „There was a band playing in my head and I felt like getting high…” „High” zgromadzeni byli nie tylko z powodu muzyki, bo gdzieniegdzie dało się wyczuć charakterystyczny aromat wspominanej w piosence rośliny. Co ciekawe, średnia wieku słuchaczy oscylowała wokół 60-tki.

Po otwierającym klasyku Neil sięgnął po gitarę akustyczną, by zagrać dwa kolejne legendarne utwory – „Heart of Gold” – jego jedyny numer 1. na liście przebojów oraz kolejny z „Harvest” – „The Needle and the Damage Done”. Najsłynniejszy z albumów muzyka miał zresztą sporą reprezentację – „Out on the Weekend” i „Are You Ready For the Country?” już po dołączeniu zespołu oraz „Words” i „Alabama”, w których Young sięgnął po wartego kilkaset tysięcy dolarów Gretscha White Falcon, na którym nagrywał multiplatynowy „Harvest” w swojej stodole 45 lat temu… Wszyscy czekali jednak na to, aż założy jeszcze bardziej legendarnego Gibsona Les Paul zwanego „Old Black”, co zapowiadało gitarową burzę i prognozy się sprawdziły – trwające kilkanaście minut „Down by the River”, „Love and Only Love”, czy zagrane na koniec „Rockin’ in the Free World” były istnym atakiem na uszy słuchaczy. Wykonane z taką energią i charyzmą, że pozazdrościć jej mogą 20-parolatkowie. Sam zespół złożony zresztą z młodych muzyków jest wpatrzony w Neila i pomimo, że instrumentów na scenie jest wiele – 2 gitary, bas, perkusja i bongosy – to właśnie Young jest niekwestionowanym liderem i wyznacza kierunek piosenek. Co warte wspomnienia – grupa wychodzi na scenę bez zaplanowanej setlisty i to Neil na bieżąco ustala kolejność kawałków. Tym razem postawił na klasyki i nie było takich niespodzianek, jak na wcześniejszym występie w Lipsku, gdzie pojawiły się niegrane od kilkudziesięciu lat „Hawaiian Sunrise” i „Saddle Up the Palomino”. Setlista była jednak wypełniona utworami głównie z lat 70-tych oraz paroma rzadziej granymi kawałkami na obecnej trasie, jak „Peace of Mind”, „Bad Fog of Loneliness” i „Everybody Knows This Is Nowhere”. Dużą reprezentację miała także ostatnia płyta „The Monsanto Years” – być może było to związane z tym, że Neil pochwalił ze sceny niemieckie farmy. Zabrakło ewidentnych zaskoczeń, a szkoda, bo jako fan znający dyskografię na wylot liczyłem na choć jeden rarytas.

Broń Boże nie mam na co narzekać, bo występ zakończył się po prawie 3 godzinach. Na nudę nie było jednak ani chwili, a nawet pozostał niedosyt – równie dobrze Neil mógłby grać jeszcze z godzinę, a myślę, że w obecnej formie nie stanowiłoby to dla niego problemu. 70-letni artysta pokazał młodym gdzie ich miejsce – przez 3 godziny wypełnione muzyką nie napił się nawet łyka wody skupiając się po prostu na graniu. Trzeba zresztą zupełnie uczciwie i obiektywnie przyznać, że właściwie każdy utwór był wykonany w sposób idealny, a z drugiej strony na luzie i z miejscem na improwizacje… Oto, co znaczy ponad 50 lat doświadczenia scenicznego. Nie muszę chyba dodawać, że był to jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłem i niech polscy organizatorzy wstydzą się, że do tej pory nie zaprosili Neila do Polski – to jeden z bogów muzyki, który choć raz powinien nasz kraj odwiedzić. Miejmy nadzieję, że pojawi się jeszcze w Europie i może wtedy stanie się cud, a polscy fani będą mogli być świadkami koncertu swojego życia. Życzę tego Wam wszystkim i sobie również!

1. After The Gold Rush

Zespół

Koncerty

Tapety

Ikony/awatary

Fan art

Humor

Plakaty, okładki

Nasze kolekcje

Nasze zdjęcia

James Hetfield

Kirk Hammett

Lars Ulrich

Robert Trujillo

Cliff Burton

Jason Newsted

Konkurs LNStore

Anita

Współpraca

Pieseły

Ślimak solo

sinfashion

Znaczki

Brak obrazka

Premiery maj 2015

Behemoth Sacrum

Ray Wilson

Symphonica

Epica

Sound Edit

Thrashenalia 2015

DarkFest

Julia Marcell

Ørganek

Premiery - Lipiec


2. Heart Of Gold [Harvest]
3. The Needle And The Damage Done [Harvest]
4. Mother Earth (Natural Anthem) [Ragged Glory]
5. Out On The Weekend [Harvest]
6. Unknown Legend [Harvest Moon]
7. Peace Of Mind [Comes a Time]
8. Human Highway [Comes a Time]
9. Are You Ready For The Country? [Harvest]
10. Someday [Freedom]
11. Winterlong [era Everybody Knows This Is Nowhere, publikowany na składance Decade] 12. Bad Fog Of Loneliness [era Harvest opublikowany w boxie Archives Vol. 1] 13. Alabama [Harvest]
14. Words [Harvest]
15. Powderfinger [Rust Never Sleeps]
16. Everybody Knows This Is Nowhere [Everybody Knows This Is Nowhere]
17. Down By The River [Everybody Knows This Is Nowhere]
18. Western Hero [Sleeps With Angels]
19. People Want To Hear About Love [The Monsanto Years]
20. Country Home [Ragged Glory]
21. Seed Justice [Earth]
22. Monsanto Years [The Monsanto Years]
23. Wolf Moon [The Monsanto Years]
24. Love And Only Love [Ragged Glory]
25. Rockin’ In The Free World [Freedom]

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał „Nevermind” Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości – muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać… dobrą rockową nowinę!