Marduk: Relacja z koncertu w warszawskiej Progresji [21.05.2016]

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Jako że jestem osobą lubiącą stać z przodu by w pełni podziwiać sztukę na jaką się wybieram, przed Progresją byłam już przed 18:00. Przed klubem co i rusz pojawiali się ludzie z ekip technicznych i sami muzycy, lecz uczestników gigu długo nie było widać. Zwykle na tego typu koncertach, ludzie już powoli kręcą się przed wejściem, jednak tym razem było inaczej. Dopiero koło godziny 19:00, na sali pojawili się pierwsi fani, choć swoją liczebnością nie grzeszyli.

Na scenie pojawił się Bio – Cancer. Nie ukrywam, że bardzo czekałam by zobaczyć kapelę na żywo, niestety lekko się rozczarowałam. Choć muzycznie było niemalże idealnie, to wokal tym razem nie urzekł mnie swoją szybkością i decybelami. Muszę jednak przyznać, ze Grecy konkretnie dokładali do pieca, a tempo w jakim grali było niesamowite, dziwi więc, że publiczność (z małymi wyjątkami oczywiście) nie dała porwać się muzycznej ekstremie. Bio – Cancer do tej pory może szczycić się dwoma, całkiem niezłymi albumami, więc setlista jaką nas uraczyli trwała zaledwie pół godziny. Choć czasu mieli niewiele, świetnie wykorzystali czas i pokazali na co ich stać.

Tłum nieco wezbrał, gdy na scenie pojawił się Origin. Jayson Keyser, jak na charyzmatycznego przywódcę przystało, zachęcał wszystkich do aktywnego udziału w koncercie, robiąc młyn czy ścianę śmierci, podczas której wystąpił wyraźny podział na ‘’death metal people’’ i ‘’black metal people’’. Chwilę później zawirował circle pit i tak zostało już do końca. Publiczność mocno dostała po dupskach. Nie ma się co oszukiwać – dawno nie widziałam wokalisty, biegającego po scenie jak porażony prądem, sprawiając przy tym wrażenie, jak gdyby w ogóle się nie męczył. 45-minutowy set przeważały kawałki z dwóch ostatnich płyt (,,Entity”, ,,Omnipresents”), ale i na sentymenty znalazł się czas, gdy rozpieszczały nas utwory z „Antithesis” wydanego w 2008 r.

Czym bliżej headlinera, tym bardziej dało się wyczuć coraz gęstsze powietrze wśród publiki, wyraźnie już podzielonej. I choć doszło do kilku awantur, to każdy z niecierpliwością czekał na kolejną porcję muzyki. Tuż przed dziewiątą, na deski wkroczył Immolation. Pod sceną pojawiło się więcej osób, a zespół zarażał wszystkich swoją energicznością i charyzmą. Gitarzysta grał jak zahipnotyzowany, a wokalista przez niemal godzinę zamiatał scenę swoimi włosami. Mimo, że zespół ostatni album nagrał 3 lata temu, to set był imponujący i przekrojowy, bowiem zawierał utwory ze wszystkich 9 krążków.

1. All That Awaits Us
2. Swarm of Terror
3. Father, you’re not a father
4. Into Everlasting Fire
5. Echoes of Despair
6. World Agony
7. Burn With Jesus
8. Unholy Cult
9. Kingdom of Conspiracy
10. Majesty and Decay
11. What They Bring
12. A Spectacle of Lies/ Shoom

Czas nieubłaganie mija. Tłok robi się jeszcze większy, a powietrze staje się cięższe niż do tej pory. Dochodzi godzina 22:00. Publiczność krzyczy, kręcą się techniczni, światła przygasają, scenę spowija gęsty dym. Z tyłu słychać standardowe ‘’napierdalać!’’, w nadziei, że koncert niebawem się rozpocznie. Chwila oczekiwania, mała obsuwa czasowa, ale oto i są. Szwedzi wkraczają na scenę i wybrzmiewa mocarny ‘Frontschwein’. Niespełna rok temu na deskach Progresji po raz pierwszy zabrzmiał ten utwór wraz z albumem, który to dopiero ukazał się światu. Nie zabrakło też starych klasyków jak ‘Of Hell’s Fire’ czy ‘Still Fucking Dead’. Mortus poradził sobie bezbłędnie. Wokal brzmiał niesamowicie, a kontaktu z publicznością może mu pozazdrościć nie jeden frontman. Set dobiegał końca. Słychać było w tłumie ‘Warschau, Warschau’, bo jak to, być w Warszawie i nie zagrać ‘Warschau’? Pierwszy bis. ‘Fistfucking God’s Planet’, wciąż czuć niedosyt. Ludzie skandują, biją brawo. Po raz kolejny muzycy pojawiają się na scenie i wybrzmiewa tak długo wyczekiwane ‘Warschau’. Młyn pod sceną i machające głowy tylko utwierdzały w przekonaniu, że było to dobre show.

1. Frontschwein
2. The Blond Beast
3. Of Hell’s Fire
4. Still Fucking Dead
5. Azrael
6. Throne Of Rats
7. Materialized In Stone
8. Afrika
9. Cloven Hoof
10. To the Death’s Head True
11. Souls Of Belial
12. Wartheland
13 .Panzer Division Marduk
14. Wolves
15. Fistfucking God’s Planet
16. Warschau/ Shoom

Koncert uważam zdecydowanie za udany. To jeden z tych, na którego ponowne pójście namawiać mnie nie trzeba.  Atmosfera momentami była nieco napięta, ale nagłośnienie, reakcje ludzi i w końcu sam zespół pokazał, że warto było zostać lekko poturbowanym i z pamiątkowymi siniakami. Marduk jest ikoną black metalu i co do tego nie ma wątpliwości. Ktoś powie, że nudne, monotonne, na bazie jednego riffu ale to właśnie to stanowi sukces zespołu. Choć brzmienie przez lata ewoluowało, to słychać w tym wszystkim charakterystyczne partie. Niewiele zespołów metalowych dorasta do poziomu Szwedów, szczególnie na żywo, a tutaj prezentują się najlepiej.

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Pozornie cicha i spokojna, jednak potrafiąca bronić swojego. Mój brak zaszufladkowania pozwala na odkrywanie wielu talentów wśród rozwijającej się polskiej sceny muzycznej.