Major Kong + Red Scalp + Riff Fist: Relacja z Krakowa [23.04.2017]

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

To był spektakl całego zespołu. I to nie tylko tych które występowały tego wieczoru. Koncert w Alchemii był świetnym przykładem tego, jak wiele w muzyce na żywo zależy od całego szeregu osób które za nim stoją. Od poziomu organizacji, a kończąc na realizacji. W Krakowie wszystko zagrało jak powinno (i do tego z fuzzem), a sala Klubu Alchemia wypełniła się po brzegi.

Największa niewiadomą całego wydarzenia był Riff Fist. Ekipa z Australii nie miała jak do tej pory okazji zaprezentować się publiczności w Polsce. Nazwa w ich przypadku mogła wiele sugerować i jak się okazało, nie była zwodnicza. Grupa na żywo sprzedaje celny prawy prosty nie tylko riffami, ale też energią. Już sama prezencja wokalisty robi wrażenie. Ponad 2 metry rock’n’rolla cuchnące piwem. Może jakaś wspólna trasa z Orange Goblin po szyldem „Tour Of The Giants”? Odniesienie do bardziej znanych przedstawicieli gatunku z Londynu nie jest tu zresztą przypadkowe. Riff Fist naprawdę potrafią dorzucić do pieca rock’n’rollowym riffem, nie stroniąc jednak od wolniejszych momentów, jak to zrobili na przykład na ostatnim wydawnictwie „King Tide”. Na żywo utwory z tego albumu brzmią jeszcze lepiej, możecie mi wierzyć.

Indianie i stoner, połączenie wydawać by się mogło oczywiste. Widocznie nie na tyle, na ile by się mogło wydawać, bo Red Scalp swoim debiutem z ubiegłego roku nieźle namieszali. Temat rdzennych mieszkańców Ameryki pada niemal zawsze przy okazji grupy z Pleszewa. Zespół wykorzystuje to jak może, jednak prawda jest taka, że bez solidnej muzyki, nawet taki temat sam by się nie obronił. Dla wielu stanowić może pretekst do sięgnięcia po ich kompozycje, a po usłyszeniu warstwy muzycznej, chce się wracać do „Rituals” częściej. Podobnie jest z ich koncertami. Red Scalp są niezwykle pomysłowym i kreatywnym zespołem. Każdy ich kolejny występ który miałem okazję zobaczyć, wzbogacają o większą ilość instrumentów. Na pozór niekompatybilnych ze stonerem, jednak w praktyce sprawiają one, że kompozycje grupy zyskują kolejne soczyste warstwy i zadają kłam twierdzeniu, że wszystko w tym gatunku zostało już zagrane. Red Scalp na scenie wyglądają tak swobodnie, jakby byli na niej od zawsze. Bije od nich naturalna energia. Świeżo zabrzmiały kompozycje które obecnie szlifują w trakcie przygotowań na następny krążek. Trudno im będzie przeskoczyć poprzeczkę którą postawili sobie „Rituals” i występami na żywo. Nie obawiałbym się jednak o następcę debiutu i ich kondycję. Pomimo natłoku zajęć i obowiązków spowodowanych organizacją Red Smoke Festival, ma się wrażenie, że panowie mają zapasy energii, które wożą ze sobą na koncerty, bo na żywo próżno można szukać u nich oznak zmęczenia. Podczas krakowskiego koncertu nie mogło zabraknąć ‚Tatanki’, która jest nieodłącznym elementem ich występów, w trakcie których chór gardeł przyłącza się do Jędrka. Heja hej, heja ho!

Jako ostatni na deski Alchemii wszedł Major Kong. Muzycy bezpardonowo i z grubej rury zaczęli swój występ, bez zbędnych uprzejmości. Kompozycje grupy miażdżyły ciężarem, który uderzał ze zwielokrotnioną siłą przy każdym kolejnym utworze. Ich występ tylko potwierdził, że muzyka instrumentalna potrafi obronić się bez wyjącego frontmana zajmującego połowę sceny. Widać jak na dłoni było, że celem tria jest po prostu dorzucanie do pieca riffem, bez zbędnego gwiazdorzenia. Potężnie brzmiący bas, fuzz wiercący dziurę w mózgu i perkusja wybijająca rytm z siłą której można pozazdrościć, to elementy, które sprawiają, że Major Kong nie mają na polskiej scenie zbyt wielu konkurentów. Panowie pracują obecnie nad następcą EP-ki „Brave New Kong” z ubiegłego roku, a nowe dźwięki które wybrzmiały w Alchemii spotkały się z ogólnym aplauzem. Chociaż może w tym przypadku powinienem powiedzieć – krzykiem setki gardeł. Pomimo narzuconego sobie zawrotnego tempa prac, Major Kong potrafią za każdym razem zaprezentować doom metal najwyższej próby. W tej muzyce nie chodzi o robienie kariery i granie na stadionach, a atmosfera panująca w tamtą niedzielę w Alchemii, w sali wypełnionej po brzegi udowodniła, że Major Kong mają szerokie grono fanów, którzy czują tę muzykę głęboko w trzewiach.

Ekipa Soulstone Gathering która zajęła się organizacją tego wydarzenia, ponownie stanęła na wysokości zadania i udowodniła, że o stan sceny stonerowej w Krakowie nie trzeba mieć obaw. Spore grono które zebrało się w Alchemii tylko potwierdziło, że na tegoroczny Red Smoke Festival warto czekać. Podobno festiwal ma otwierać Red Scalp, ale jakby co, to tego od nas nie wiecie.

Zdjęcia wykonała Aleksandra Kucia

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Michał Smoll

"Knight Rider" to był dopiero serial.