Koncert Guns N’ Roses w Gdańsku: oczami fana

1
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Od niesamowitego koncertu Guns N’ Roses w Polsce minął już tydzień. Emocje opadają, ale historie uczestników tego koncertu wciąż można przeczytać tu i ówdzie w Internecie. Jędrzej – jeden z fanów GnR będących na gdańskim koncercie postanowił się podzielić swoją wersją wydarzeń z tego dnia. Opisał swoimi słowami to, co przeżył podczas pamiętnego 20 czerwca 2017r. Jak zapewne pamiętacie – występ Gunsów okazał się wielką, organizacyjną klapą. Oprócz największego w historii Golden Circle, uczestnicy show mieli wątpliwą przyjemność walki o najlepsze miejsca, przepychania się z innymi osobami na trybunach, czy dyskusji z niedoinformowanymi stewardami. Zapraszamy do przeczytania relacji Jędrzeja, którego tekst publikujemy za zgodą autora.

Będzie nie do końca krótko i nie do końca miło o wieczorze, który miał być niezapomniany. I był.

Jestem ogromnym fanem Guns N’ Roses, ale koncert postanowiłem opuścić w połowie (co jeszcze w życiu mi się nie zdarzyło). I to nie z powodu zespołu! Artyści (podobno) dali czadu, ale to, co zrobił (i czego nie zrobił) organizator woła o pomstę do nieba. Organizacja tego koncertu to porażka. Niestety, był najgorszy koncert na którym byłem w życiu (a na paru nędznych już byłem) – cała zabawa i przyjemność zostały zabite przez organizatora. Poniżej w szczególności o zamęcie z (nie)numerowanymi sektorami, ale nie tylko. Nie w ogólności, a z perspektywy człowieka, który za ciężko zarobione pieniądze, chciał spędzić wieczór przy muzyce jednego z zespołów, które trzeba usłyszeć przed śmiercią (moją lub jego członków).

Krótko, słowem wstępu, o miejscach i strefach na koncercie. Jak to standardowo bywa na stadionach, mamy płytę oraz trybuny. Ta pierwsza dzieli się na płytę regularną oraz Golden Circle – co w przypadku tego koncertu również zasługuje na krytykę. Dlaczego? Zobaczcie zdjęcia poniżej. Trybuny natomiast podzielone zostały na strefy – te niższe, bliżej sceny, były numerowane i droższe, wyższe natomiast tańsze i bez numeracji – czyli jak siądziesz tak masz, kto pierwszy ten lepszy. Razem z kumplami (było nas trzech) kupiliśmy bilety na te ostatnie. W związku z tym specjalnie przyszliśmy dużo wcześniej – kiedy stadion był prawie pusty (grała Doda). ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Nie było absolutnie żadnych znaków, czy pomocy ze strony ochrony jeśli chodzi o wybór sektora (można było wejść gdzie się chce poza płytą, GC i częścią VIP). Weszliśmy, jak się okazało, na trybuny numerowane. Coś już nas tknęło że to chyba nie halo, my mieliśmy mieć miejsca gorsze, więc poszukaliśmy osoby z ochrony/informacji. Jest. Wywiązała się taka rozmowa:
[J]a: Dzień dobry, mamy miejsca na trybyny nienumerowane, gdzie mamy iść? Czy to tutaj?
[O]chrona: A wie Pan co, jest problem organizacyjny, sprzedało się za dużo biletów i miejscówki nie obowiązują, mogą Panowie siadać gdzie chcą, najlepiej właśnie tu, gdzie jesteśmy.
[J]: Ale na pewno? Bo to chyba trybuny z miejscówkami są..
[O]: Tak tak, miejscówki nie obowiązują, jak Pan usiądzie tak Pan siedzi i nikt nie ma Pana prawa ruszyć. W razie gdyby ktokolwiek sądził inaczej, może Pan kierować go do ochrony, my wszystko wyjaśnimy.
[J]: OK!

No więc zajęliśmy całkiem fajne miejsca i siedzimy. Co prawda piwa nie ma (serio, nawet light ani bezalkoholowego (╥﹏╥) ), piździ i akustyka na trybunach fatalna (serio, jeśli kiedykolwiek myślicie o wybraniu się na Stadion Energa na koncert, w żadnym wypadku nie wybierajcie trybun!), ale czekamy. Doda skończyła grać, przerwa. Rozstawianie się Killing Joke. Oho, spora obsuwa w czasie. Killing Joke wchodzą, grają, zresztą naprawdę dali radę i oglądało się ich przyjemnie. W międzyczasie oczywiście cały czas przybywa ludzi.

No i się zaczęło. Pierwsi ludzie zaczęli kłócić się o miejsca. No bo wyobraź sobie, że wybuliłeś (co najmniej!) 200 zł więcej za bilet z miejscówką – dzięki temu masz taki komfort, że możesz sobie kulturalnie zająć swoje zaklepane wcześniej miejsce, niezależnie od tego kiedy przyjdziesz, a tu BUM! ktoś Ci je zajął, do tego zapłacił mniej od Ciebie i twierdzi że się nie rusza. Not cool.

Z drugiej strony postaw się na miejscu osoby, która Ci te miejsce zajęła. Przyszła specjalnie wcześniej, żeby zaklepać sobie fajne miejsce, ochrona powiedziała że może tutaj siedzieć i w razie czego że to oni rozwiążą wszelkie konflikty. No to siedzi. Jak teraz się ruszy, fajne miejsce przepadło. No przecież gdyby ochrona powiedziała że nie można tutaj siadać, albo że chociaż nie jest to zalecane, spokojnie mogłaby się przesiąść gdzie indziej. DWIE GODZINY TEMU. Więc też niefajnie.

Efekt? Ludzie wymieniają dość mocno i głośno argumenty, napięcie rośnie, adrenalina zresztą też, a ochrona się nie wtrąca. My zamiast skupić się na koncercie czy po prostu dobrze bawić, zaczynamy odczuwać niepokój i rozglądać się po trybunach. Można było spojrzeć w dowolną stronę i zauważyć co najmniej 4(!) kłócące się pary. I co najwyżej jednego ochroniarza (choć niestety najczęściej nawet tego nie). Przyszedłeś na koncert odpocząć i się rozerwać, świetny początek zabawy, nie? Jakieś 10 rzędów od nas dwóch facetów postanowiło zamienić siłę argumentu na argument siły. I regularnie napieprzali się po mordach. I to nie delikatnie, wyglądało to bardzo poważnie. Na ochronę trzeba było długo czekać, a i ona nie poradziła sobie z tą sytuacją od razu. Jako osoby z biletami bez miejscówek, serio zaczęliśmy się obawiać, że i po „nasze” miejsca zgłosi się ktoś, kto nie będzie miał ochoty dyskutować. I straciliśmy wiarę w dotychczasowe zapewnienia ochrony, że „nikt nas nie ruszy” i „staną po naszej stronie”. Liczba ludzi zaczęła rosnąć, zrobił się zator uniemożliwiający wyjście z sektora. Co prawda na jego dole były otwierane barierki z przejściem na płytę (*ekhm* GC ( ͡° ͜ʖ ͡°)), ale żaden inteligent nie wpadł na to, by rozładować tłum poprzez wypuszczenie chętnych na dół (dlaczego tego nie zrobili, wciąż nie wiem – i tak sytuacja była już krytyczna, przynajmniej w jakimś stopniu by to pomogło).

W taki sposób minęła nam połowa koncertu Killing Joke. Na sektor wchodziło coraz więcej ludzi, okazywało się, że ktoś ma miejscówkę, a ktoś na niej siedzi. Albo dlatego, że ma miejsca nienumerowane i ochrona mu tak powiedziała, albo bo jego miejsce zostało już zajęte, więc przesiadł się obok (póki miejsca jeszcze były). I zazwyczaj miejsce dostawał ten, kto był silniejszy, głośniejszy lub miał większą grupę. Ochrona? Chyba pochowała się po kątach – może 1 na 8 kłótni była rozwiązywana z ich udziałem. A było coraz gorzej, bo zbliżała się godzina występu Gunsów.

Nie chcąc przedłużać, skończyło się to na tym że oczywiście trafiliśmy na taką parę. Może nie TAKĄ która od razu chciałaby nam wpuścić spierdol, ale na pewno nie miała zamiaru nawet dyskutować z ochroną. Nie pomógł również fakt, że ludzie w pobliskich rzędach wstawili się za nimi i jeśli tak dalej by poszło, mogłoby dojść do publicznego linczu. Ochrony oczywiście w zasięgu wzroku nie było. Odpuściliśmy. Nie warto. Po „ustąpieniu” miejsc, postanowiliśmy poszukać w pobliżu ochrony. Bezskutecznie. Znaleźliśmy tylko dwie osoby odpowiedzialne za wpuszczanie/wypuszczanie osób na sektor. Podobno już nie wpuszczali na ten sektor ludzi z biletami takimi jak nasze – jeśli wyjdziemy, to nas nie wpuszczą. Oho, czyli zmiana. Tyle że WŁAŚNIE ROZPOCZYNAŁ się koncert Gunsów. Przyszliśmy specjalnie dużo wcześniej, aby mieć lepsze miejsca. I oto kiedy Axl i Slash byli już na scenie, my opuszczaliśmy sektor i mieliśmy znaleźć sobie miejsce. Super.

Kto jeszcze ma taki plakacik? ❤️ #gunsnroses #gnr #rock #rocknroll #music #poster #notinthislifetime

A post shared by DeathMagnetic (@deathmagnetic.pl) on

Oczywiście wciąż nie było żadnych oznaczeń gdzie są „nasze” sektory. Ok, szukamy w ciemno. Miały być wyżej.. wchodzimy po schodach! Tak, to nasz sektor! Pełen. Nie wpuszczają ludzi. Proszę znaleźć inny. Schodzimy po schodach, szukamy innych schodów. Wchodzimy po schodach. Pełno. Schodzimy. Szukamy. Wchodzimy. Pełno. Zapętlić jeszcze z 5 razy. W międzyczasie słyszymy jak Gunsi grają. Biegniemy.

W końcu, po niemal 20 minutach, odwiedzenia wszystkich stref, w tym VIP, znaleźliśmy sektor po drugiej stronie stadionu, który nie dość że nie był w pełni obładowany, to jeszcze wpuszczali na niego z naszymi biletami. Zostały oczywiście najgorsze miejsca, tak daleko od sceny jak się tylko da, gdzie ludziki na scenie wyglądały jak mrówki, a dźwięk brzmiał jakby ktoś włożył telefon z odpaloną empetrójką do wiadra i podgłośnił. Gitary nie było słychać w ogóle. Wkurwieni, zmęczeni i zadyszani wytrzymaliśmy może 15 minut. I postanowiliśmy, że jeśli mamy tego dnia nie zwariować, idziemy na piwo. TERAZ. I to był dobry wybór.

Mówię to z ogromnym żalem i smutkiem, bo w końcu wyszliśmy ze środka koncertu zespołu, na który tyle czekaliśmy. Czekaliśmy, od kiedy podekscytowani dowiedzieliśmy się, że zagrają. Odliczaliśmy dni do koncertu. Czekaliśmy w komunikacji miejskiej jadąc na koncert. Idąc na niego ponad pół godziny, bo komunikacja miejska miała zmiany, o których nie wiedzieliśmy. Czekaliśmy na koncercie Dody. Czekaliśmy po nim. Dobrze bawiliśmy się na Killing Joke, mimo że atmosfera była już gęsta i w niepokoju rozglądaliśmy się wokół. Ale czekaliśmy. I oto byli na scenie – Axl, Slash i spółka. Grali dla nas, a my byliśmy obok. I wychodzimy. Bo mamy już tego serdecznie dosyć i wszystko nam obrzydło. Serce się kraje. Szkoda nie tylko pieniędzy na bilet, wieczora, czy szansy na świetną zabawę na koncercie jednego z bardziej lubianych przez nas zespołów – ale przede wszystkim tego, że już zawsze będziemy uprzedzeni do podobnych koncertów. Do organizatora, obiektu, i co najgorsze – zespołu. Bo mimo że zagrał podobno świetnie i niczym nie zawinił (wręcz przeciwnie!), póki co nie mogę znieść jego słuchania. Mam nadzieję, że to minie. Ten wieczór miał być niezapomniany – i taki właśnie został.

Refleksje na koniec: organizator zupełnie skopał sprawę. Kwestia GC/płyty to jedno, akustyki i nagłośnienia to drugie, ale to co stało się z trybunami, przechodzi ludzkie pojęcie. Najgorsze jest to, że wystarczyło ludzi o tym poinformować. Rzucić komunikat na ekrany przy scenie. Ogłosić dźwiękowo za pomocą systemu PA. Albo nawet do cholery informować każą osobę którą wpuszcza się na sektor – przecież i tak każdy był kontrolowany (nie od początku, ale jednak) czy bilet uprawnia do wejścia na ten sektor. I przede wszystkim – BYĆ KONSEKWENTNYM, a nie zmieniać zdanie co do polityki przydzielania miejsc kilkukrotnie. Gdyby naprawdę potrafili się zachować, organizator powinien WYJŚĆ NA SCENĘ I OSOBIŚCIE WYJAŚNIĆ SPRAWĘ. Zamiast tego postanowili kryć się po kątach i unikać odpowiedzialności.

Czy można ubiegać się zwrotu pieniędzy za bilet? ( ͡° ʖ̯ ͡°) Chociaż w zasadzie i tak w tej sytuacji to niewiele..

Jak widzicie – Jędrzej koncertem i wszystkim, co wydarzyło się dookoła zachwycony nie był. Nie tylko on – w Internecie pojawiły się nawet akcje wymierzone przeciw Live Nation Polska, pod którymi podpisały się już setki fanów. A Wy – jak odbieracie show i jego organizację, gdy emocje już nieco opadły?

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Death Magnetic
  • fan

    W zeszłym roku pojechałam na Black Sabbath i Iron Maiden, i z ręką na sercu mogę przyznać, że organizacja na tych koncertach była kapitalna. Jasne info gdzie jest parking, jasne info gdzie są wejścia. Płacisz, wchodzisz, słuchasz i jedziesz do hotelu. Na GnR to było jakieś kombo, taki bałagan, że świat nie widział. Jestem w stanie zrozumieć, że jest duzo ludzi, że to utrudnia ” ogarnięcie” imprezy. Nie rozumiem natomiast sytuacji, w której od samego wjazdu na parking słysze od ochroniarza ” nie wiem, proszę pytać gdzie indziej”. Jeszcze gorzej było szukając miejsc na nienumerowane trybuny. Wchodząc, na teren stadionu, liczyłam, że dosyć swobodnie znajdę swój sektor. Było zgoła inaczej, idąc w kierunku lewej strony obiektu usłyszałam ” to nie tutaj, nie wiem proszę iść w prawo”. Okej, idę na prawo i tutaj słyszę jeszcze coś ciekawszego od przemiłej bardzo filigranowej pani z ochrony – ” proszę schodami na góre”. Odwracam się za siebie i widzę grupkę ludzi która też szuka nienumerowanych trybun i wszyscy razem poszliśmy na góre. Otóż okazało się, że mamy iść jednak…. schodami na dół bo tutaj są VIP. Moi nieznajomi towarzysze nieco zmęczeni ganianiem po schodach, całkiem słusznie zaczeli już się mocno denerwować. Generalnie był to czeski film…. Jak znalazłam swoje miejsce było już dobrze do samego końca koncertu. Widziałam jednak przepychanki i szczerze współczuje osobom, które miały problem ze swoimi miejscami. Moja przygoda z ochroną nie skończyła się jednak na trybunach. Oczywiście po koncercie, trzeba było znaleźć swoje auto i zapaliła mi się lampka, że tak naprawdę nie wiem jak tam dojść. Ujrzałam przemiłą filigranową panią z ochorny, która z uśmiechem na ustach poinformowała mnie iż ” parking jest zamknięty trzeba wyjść na ulicę i okrążyć stadion”. Pięknie…. 17 stopni na dworze, mały człowiek w krótkiej bluzce i sobie rób człowieku w środku nocy wycieczki…. Nie zamarzłam przez 30 minut, jednak mam ogromny niesmak, biorąc pod uwagę że z Black Sabbath wyszłam bez żadnych problemów i nie musiałam krążyć przed 3 ulice aby dojść do samochodu.

    Pomijam fakt że 40 zł za parking to jawne złodziejstwo , przy takiej ” organizacji”