Kat & Roman Kostrzewski: (Foto)relacja z koncertu w bielskim Rudeboy Club [27.03.2015]

0

Jakiś czas temu spotkałem się z następującą opinią na temat obecnego Kata (a może dokładniej Kata & Romana Kostrzewskiego): „Eee, ja za nimi nie przepadam, bo to już nie jest prawdziwy Kat”. Zapytałem wtedy: „A byłeś jakoś ostatnio na koncercie?” Odpowiedź: „Nie…” To chyba jedyny powód, dla którego ktoś może uważać aktualną odsłonę „jedynego i prawdziwego Kata” za niezbyt ciekawą.

Kat & Roman

W ostatni piątek grupa wystąpiła w bielskim klubie Rudeboy i jak zwykle nie pozostawiła jeńców. W ramach „pół-akustycznej” trasy zespół idealnie prezentuje swoje dwie odsłony, czyli ciężkie, thrashowe i bardzo chwytliwe granie oraz delikatne i hipnotyzujące brzmienie akustyczne. Ale od początku – występ legend polskiego metalu poprzedzały 3 supporty: Offence, Spatial oraz Absynth.

Pierwszą kapelą, która wystąpiła tego wieczora było Offence. Ot, kolejny, przyzwoity, ale mało wnoszący deathowy band. Mimo wszystko panowie z Bytomia wyszli dobrze ze swojej roli – zespół zaserwował surowe, ciężkie łojenie, dopieszczone odpowiednio brutalnym growlem wokalisty, w niezłym stopniu rozgrzewając wciąż gromadzącą się publiczność. Wielu słuchaczy zapamiętało zapewne po koncercie tytuł kawałka ,Alcoholic Solution’, bo w końcu prawdziwy metalowiec z reguły nie odmawia sobie wysokoprocentowych trunków, przez co utwory o alkoholu łatwo zapadają mu w pamięć.

Na pewno ciekawiej zaprezentował się Spatial, który gra równie ciężko, ale nie zapomina przy okazji o melodii i patentach, które o wiele łatwiej pozwalają na zapamiętanie poszczególnych utworów. Na szczególną uwagę zasługuje frontman grupy, Marek Szubert, który swoim wyglądem i zachowaniem może momentami przypominać Cronosa z Venom. Wokalista przy okazji każdego „maszerowanego” riffu szył do publiczności seriami pocisków z niewidzialnego karabinu, wczuwał się w swoje utwory, a przy wolniejszych fragmentach śpiewał klęcząc. Strzyga, bo taka jego sceniczna ksywa, naprawdę robi dobrą robotę.
Zespół przywłaszczył sobie w pełni słuchaczy, wykonując w połowie setu nieśmiertelne ,Fear of the Dark’ z repertuaru Iron Maiden. Cover o tyle ciekawy, że zagrany w nieco inny, bardziej „rytmiczny” niż w oryginale sposób. Z kolei kawałek ,Silence’ z bardzo dobrym refrenem to następna rzecz, która pozostała mi w głowie z tamtego wieczoru. Myślę, że z tak ciekawym i mającym dobry kontakt z publiką wokalistą o Spatial możemy jeszcze w przyszłości usłyszeć.

Kat & Roman Kostrzewski: (Foto)relacja z koncertu w bielskim Rudeboy Club [27.03.2015]

Po jednym dobrym i drugim bardzo dobrym supporcie nadszedł czas na 3. kapelę, Absynth. Nie wybiję się chyba z tłumu, gdy powiem, że zespół nie zrobił nawet w połowie tak mocnego wrażenia, jak jego alkoholowy odpowiednik. Mieliśmy tu niestety przykład złego doboru supportu. Nie mówię wcale, że grupa z Tarnowskich Gór zagrała źle – co to to nie. Panowie prezentują ciekawą odmianę metalu mocno okraszonego elektroniką, która w połączeniu z bardzo mocnym i polskim wokalem mogłaby zrobić dobre wrażenie, gdyby nie fakt, że zaraz po nich na scenie miał się pojawić Kat… Może całkiem inaczej odebrałbym zespół, gdyby zagrał jako pierwszy. A tak mogliśmy usłyszeć całkiem żywiołowe i wesołe granie, okraszone tekstami „z przymrużeniem oka”, co niezbyt przygotowało słuchaczy na ucztę, którą miał za chwilę zaprezentować Roman i spółka. W końcu taki numer jak ,Płonie Stodoła’ z repertuaru Niemena, mimo, że zaśpiewany świetnie, nijak się ma do muzyki, którą prezentuje Kat i po prostu nie pasował wielu osobom w roli „przedsmaku” przed gwiazdą główną.

Około godziny 21:30 techniczni kończyli już ustawianie sprzętu. Na scenę wniesiono krzesełka dla muzyków i piękne gitary akustyczne, które miały zaczarować tego wieczoru fanów zespołu ze Śląska. Po krótkim intro na scenie zaczęli pojawiać się muzycy i chyba każdy podejrzewa, którym z nich towarzyszyła największa wrzawa. Roman Kostrzewski to w końcu postać na tyle wyrazista i charakterystyczna dla polskiej sceny metalowej, że swoją obecnością zawsze wywołuje przyspieszone bicie serca. Cieszy też ciepłe przyjęcie Irka Lotha (mającego na sobie koszulkę Machine Head!), którego wkład w twórczość Kata jest równie wielki.

Ciężko wybrać z całego koncertu thrash metalowców utwory, które nie są szlagierami. Akustyczna część występu zaczęła się bowiem od ,Czasu Zemsty’ z chóralnie odśpiewaną przez fanów końcówką „śmierć i płacz!”. Następnie nadszedł czas na kawałek, który promował najnowsze, akustyczne wydawnictwo zespołu, zatytułowane ,,Buk”, czyli ,Diabelski Dom cz. I’.

Jestem zdania, że Kostrzewski jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Z roku na rok jego wokal nabiera mocy i jak zawsze uważałem go za dobrego wokalistę, to teraz zmieniam powoli przymiotnik „dobry” na „wybitny”. Pomijając już jego wielką charyzmę, charakterystyczne ruchy sceniczne i ciekawe anegdoty wplatane między numerami – Roman śpiewa po prostu coraz lepiej i potężniej, przez co świetnie się go słucha, nie ważne, czy w towarzystwie gitar akustycznych, czy elektrycznych.

W 1. części setu nie zabrakło oczywiście takich hitów jak ,Łza Dla Cieniów Minionych’, ,Śpisz Jak Kamień’ czy ,Odi Profanum Vulgus’, które wolałbym jednak usłyszeć w wersji elektrycznej. Mimo tego szacunek dla muzyków za przygotowanie takiej aranżacji tego kawałka, w której nie traci on zbyt dużo mocy względem oryginału.
Na zakończenie akustycznego występu mogliśmy usłyszeć genialne ,Trzeba Zasnąć’ – numer, który nabrał nowego wymiaru dzięki zmienionemu zakończeniu, które zastąpiło niezbyt udaną końcówkę oryginalnej wersji.

Kat & Roman Kostrzewski: (Foto)relacja z koncertu w bielskim Rudeboy Club [27.03.2015]

Po kolejnej wstawce puszczonej z taśmy, zgaszeniu świateł i przestawieniu się muzyków na „elektryki”, Kat, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzą Romana, postanowił „mocno przypierdolić”. Po takiej deklaracji muzycy nie mieli chyba innego wyboru, niż zagrać takie miażdżące kawałki jak ,Dziewczyna w Cierniowej Koronie’, ,666′ z 2. albumu grupy czy ,Purpurowe Gody’ – numer, który każdy, nawet najmłodszy fan zna na pamięć, a wszystko za sprawą legendarnego tekstu o „spijaniu dziewczęcej krwi z błony dziewiczej”.

Pomimo pozycji, którą ma na polskiej scenie Kostrzewski, muzyk nie stara się zachowywać jak typowa „gwiazda rocka”. W pewnym momencie jeden z fanów płynących na fali kopnął w mikrofon, Roman dostał w zęby, ale zaklął jednie pod nosem i dokończył swój szamański taniec. Po zakończeniu utworu zażartował w swoim stylu, że „dziś opłatkiem nie będziemy się dzielić”. Przykład muzyka z odpowiednim dystansem i podejściem do fanów – nie to co inny frontman czołowego polskiego zespołu rockowego, który zakazuje na swoich występach wszelkich zabaw i rzeczy charakterystycznych dla ciężkiej muzyki…

,Wyrocznia’, zagrana jako jeden z ostatnich numerów podczas koncertu, urwała mi chyba głowę. Druga część numeru, rozpoczęta przez potępieńcze wycie Romana jest tak szybka i miażdżąca, że jestem w stanie powiedzieć, iż Katowskie wykonanie tego utworu powala na kolana i tak świetnie zagrany przez Vadera i Oriona cover.
Na zakończenie usłyszeliśmy jeszcze bardzo entuzjastycznie przyjęty ,Ostatni Tabor’, poprzedzony krótkim przemówieniem Romana, że Kat to nie tylko on, ale cały zespół oraz fani. Pan Luczyk wydaje się chyba myśleć inaczej…

Po takich koncertach nabiera się szacunku do polskich wykonawców i nie trudno dojść do wniosku, że przecież nasze granie w niczym nie ustępuje temu, co prezentują zagraniczne gwiazdy. Nachodzi mnie tylko jedna refleksja – niedawno wystąpił w Polsce Overkill, w czerwcu zagra Testament. Dlaczego Kat & Roman Kostrzewski nie supportują takich legend thrashu? Czyżby ktoś obawiał się, że nasi rodacy skradną im całe show? Być może. Miejmy w każdym razie nadzieję, że Roman i spółka zagrają jeszcze niejeden koncert dla swoich oddanych fanów. Może nawet doczekamy się nowego albumu z premierowym materiałem? Kto wie…

PS.
Dzięki uprzejmości Radosława Mrowca mamy dla Was również trochę fotografii z piątkowego koncertu, które możecie obejrzeć poniżej. Klikając na nazwę kapeli zostaniecie przekierowani do pełnych galerii na fanpage’u Radka.

Offence

Spatial

Kat & Roman Kostrzewski

Jeśli zdjęcia przypadły Wam do gustu, to zapraszamy do polubienia profilu Radka na Facebooku.

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!