IV Memoriał Dio: Relacja z Bydgoszczy [26.05.2017]

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Nierzadko czytamy opinie, że wszystko, co dobre w szeroko pojętej muzyce rockowej, wydarzyło się dziesiątki lat temu. Nie wszyscy z nas mieli to szczęście (w nieszczęściu?), aby urodzić się kilkanaście lat przed rozkwitem takich zespołów jak: Pink Floyd, Led Zeppelin, Deep Purple, The Rolling Stones itd. Na szczęście dla tych, którzy nie mogli zobaczyć tych legend na żywo, powstają tributowe projekty, które starają się pokazać młodym fanom, czym była muzyka w latach 70., a weteranom przypomnieć piękne chwile młodości. Za sprawą zespołu Scream Maker już po raz 4. cała Polska mogła wspominać jednego z najwybitniejszych wokalistów w historii muzyki – Ronniego Jamesa Dio.

Czy właściciel bydgoskiej Estrada Stagebar kiedykolwiek mógł sobie wyobrazić, że w jego klubie wystąpi Dio? Jeśli choć przez chwilę o tym marzył, to tego piątkowego wieczoru jego sen połowicznie się spełnił. Już na kilkadziesiąt minut przed koncertem można było wyczuć, że nie będzie to typowy, metalowy koncert. Wszystkie kanapy były zajęte, a średnia wieku oscylowała wokół 40 lat. Długie dyskusje na temat wyższości okresu Rainbow nad Black Sabbath i odwrotnie zakończyły się chwilę po 20, gdy na scenie pojawił się zespół Scream Maker w towarzystwie wyjątkowych gości.

Co roku warszawska kapela przygotowuje na memoriał coś specjalnego. Tym razem było to wykonanie w całości kultowego albumu „Holy Diver”, poświęcone dwóm wielkim muzykom – Dio i Chrisowi Cornellowi. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy to dobra decyzja, to stracił je już przy otwierającym utworze – ‘Stand Up and Shout’, który poderwał bydgoską publikę do zabawy. Miejsce przy mikrofonie zajął znany z zespołu ThermiT Tomasz Trzeszczyński, który swoją skalą głosu starał się nawiązać do gwiazdy tego wieczoru. A Dio spoglądał zza zespołu i swoim charakterystycznym uśmiechem dawał znać, że takie wykonanie zasługuje na jego szacunek.

W Estrada Stagebar nie zebrali się przypadkowi ludzie. To byli fani amerykańskiej legendy heavy metalu, którzy znali listy utworów i teksty na pamięć. Przykładem tego były wykonane z udziałem publiczności utwory: ‘Holy Diver’, ‘Don’t Talk to Strangers’ czy ‘Rainbow in the Dark’. Jeśli po zagraniu całego albumu komuś jeszcze było mało, to następne 3 kawałki wyzwoliły energię nawet z największych ponuraków. ‘Stargazer’, ‘Tarot Woman’ i ‘Kill the King’, wykonane przez Macieja Koczorowskiego z zespołu Chainsaw oraz Katarzynę Bieńkowską z White Highway, przeniosły nas w czasie do lat świetności Rainbow. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że pewne klasyki nigdy się nie zestarzeją.

Nadszedł także czas na zespół, który w swojej historii miał wielu znakomitych wokalistów. Black Sabbath z Dio nie odniósł może takich sukcesów jak z Ozzym Osbourne’em, ale z łatwością znajdziemy wiele utworów, które wpisały się do historii rocka. Prawdopodobnie najbardziej znanym jest ‘Heaven and Hell’, na który wyczekiwała cała bydgoska publiczność. Ciężkie riffy Tony’ego Iommiego, w wykonaniu Michała Wrony, zabrzmiały z odpowiednią głębią i zadziornością. Jednak największą uwagę po raz kolejny przykuł Tomasz Trzeszczyński, którego interpretacja spotkała się z wielką aprobatą. Gromkie „ooo” niosło się jeszcze długie sekundy po zakończeniu utworu.

Są takie koncerty, podczas których nie należy oceniać wykonawców za ich formę dnia. Czy którykolwiek wokalista zbliżył się do Dio? Nie. Ale czy było to w ogóle możliwe? Czy było to potrzebne, aby zapewnić zgromadzonym niezapomnianą zabawę? Zdecydowanie nie. Scream Maker i zaproszeni goście zrobili wielki prezent fanom heavy metalu w Polsce. Przypomnieli postać Ronniego Jamesa Dio i zrobili to w wielkim stylu. Zespół był świetnie przygotowany i każdy z jego członków dał z siebie wszystko, aby zebrani ludzie mogli choć przez chwilę poczuć się jak na koncercie zmarłego idola.

Niech o wielkości amerykańskiego wokalisty świadczy fakt, że blisko 3,5 godzinny set nie zaspokoił oczekiwań publiczności, która po ostatnim utworze „Stars”, wykonanym wspólnie z wszystkimi gośćmi, domagała się kolejnych bisów. Zdecydowanie warto byłoby wspomnieć jeszcze takie hity jak ‘Mob Rules’ czy ‘Die Young’, ale może uda się to podczas przyszłorocznej trasy.

Jeśli ktoś chciał zobaczyć Dio, to wystarczyło przyjść do bydgoskiego klubu i obserwować zachowanie fanów, którzy należą już do starej gwardii. Ponad 3-godzinny koncert spędzili przy barierkach, wykrzykując słowa utworów, tańcząc i świetnie się przy tym bawiąc. Patrząc na nich, byłem gotów uwierzyć, że oni nie widzą przed sobą Michała Wrony, a Ritchiego Blackmore’a, a zamiast Sebastiana Stodolaka śpiewał dla nich sam Dio. I choćby na koncercie zjawił się tylko jeden taki fan, to warto kontynuować memoriał, bo czy może być coś cenniejszego niż radość publiczności?

PS: Za nagrania dziękujemy Krusejder77 i zachęcamy do obejrzenia jego pozostałych nagrań pod tym adresem.
Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Jestem na tym pięknym etapie, kiedy każdego dnia poznaję coś nowego, co ubarwia moje życie. Z zamiłowaniem do klasycznego heavy metalu stopniowo poszerzam swoje horyzonty.