Gorąca randka z King Crimson, czyli relacja z koncertu w Krakowie [16.06.2018]

0

Kolejna wizyta King Crimson w Polsce dobiegła końca. Tym razem zespół odwiedził nasz kraj grając aż pięć koncertów – dwa w Poznaniu i trzy w Krakowie. Na każdym z nich zestaw utworów był nieco inny, a mi udało się uczestniczyć w pierwszym krakowskim występie grupy.

Komunikaty przed koncertem

Wszystkie pięć wieczorów odbywało się według schematu – spotkanie z muzykami dla fanatyków Karmazynowego Króla, którzy wykupili tzw. Pakiet Królewski, następnie pierwsza część koncertu, 20-minutowa przerwa, druga część oraz bisy. Na spotkaniu pojawił się sam Robert Fripp, który wygląda raczej na starszego księgowego lub bibliotekarza, niż na szalonego naukowca nieustannie eksperymentującego ze składnikami muzycznymi oraz personalnymi w zespole. Gitarzysta z typową dla siebie egzaltacją krótko wprowadził zebranych do karmazynowego świata, a następnie wyraził zgodę na zrobienie mu zdjęcia. Niestety, nie zgodził się na cyknięcia paru fotek z fanami, ponieważ, jak stwierdził, znajduje się w trybie koncertowym i wejście w bliższą interakcję mogłoby spowodować zaburzenie jego rytmu. Następnie Robert udał się za kulisy i zostaliśmy sami z Davidem Singletonem, managerem King Crimson. Opowiadał on o planach zespołu, w tym o planach wydawniczych, a także zdradził jak doszło do powstania aż ośmioosobowego składu. Jak się okazuje, pod koniec tego roku ukaże się ostatni obszerny box zatytułowany „Heaven & Earth” zawierający muzykę z okresu albumów „The ConstruKction of Light” oraz „The Power to Believe” oraz tzw. ProjeKcts – małych podgrup koncertujących głównie z muzyką improwizowaną. Co ciekawe, na „The ConstruKction of Light” Pat Mastelotto na nowo zarejestrował partie perkusyjne, które według zapowiedzi będą bardziej naturalne. W związku z tym nowe wydanie płyty będzie nie lada gratką dla fanów. Około półgodzinne spotkanie zakończyło się obecnością perkusisty Jeremy’ego Stacey, który również cierpliwie odpowiadał na pytania.

Spotkanie z Robertem Frippem i Davidem Singletonem

Przechodząc już do samej części koncertowej, jak wiadomo w obecnej konfiguracji na scenie znajdują się trzy perkusje, a za nimi usytuowana jest piątka pozostałych muzyków. Tym razem błogosławieństwo pierwszego rzędu okazało się przekleństwem, bo oprócz świetnego widoku na Pata Mastelotto i stojącego za nim Tony’ego Levina niewiele mogłem dostrzec. Szczególnie zależało mi na popisach gitarowego duetu Fripp-Jakszyk. Obserwowanie Roberta Frippa w akcji jest przedstawieniem samym w sobie. Choć sam praktycznie się nie porusza, jego palce biegają po gryfie z prędkością światła. Jakko Jakszyk, wokalista i drugi gitarzysta, w dalszym ciągu jest uznawany za „tego nowego” i wydaje się, że wciąż musi mierzyć się z pozycją, jaką wywalczył w zespole Adrian Belew. W King Crimson nie ma jednak przypadków, a umiejętności Jakszyka potwierdziły między innymi szalone gitarowe pasaże w ‘Larks’ Tongues in Aspic, Part One’ czy duety z Frippem w ‘Discipline’ i ‘Level Five’.

Wieczór otworzyła wspomniana długa instrumentalna kompozycja ‘Larks’ Tongues in Aspic, Part One’, która przeszła w Część Czwartą Języków Skowronków W Galarecie, oryginalnie umieszczonej na prawdopodobnie najbardziej wymagającej dla słuchacza płycie – „The ConstruKction of Light”. Po tej ekstremalnej dawce gitarowo-perkusyjnego ataku przyszedł czas na wyciszenie w postaci rewelacyjnych wykonań ‘Moonchild’ i ‘The Court of the Crimson King’ z legendarnego debiutu. Następnie zabrzmiało ‘Indiscipline’. Słynną deklamację Belewa Jakszyk zamienił na zupełnie nową linię wokalną, co moim zdaniem niestety odebrało utworowi lekko złowieszczy klimat. Pierwsza część koncertu, która trwała godzinę i 20 minut już miała w sobie właściwie wszystko, o czym fan Crimson jeszcze parę lat temu mógł tylko pomarzyć – ‘Cirkus’, część ‘Lizard’ oraz ‘Islands’, a zakończyła się ‘Larks’ Tongues in Aspic, Part Two’.

Po zapowiadanej 20-minutowej przerwie grupa wróciła na scenę, a ja zastanawiałem się czym jeszcze może nas zaskoczyć. Zaczęli od kolejnego wymagającego, instrumentalnego kawałka, ‘Discipline’, by następnie zaserwować po raz pierwszy od 46 lat (!) łagodny ‘Cadence and Cascade’ z drugiej, niedocenianej wobec debiutu płyty „In the Wake of Poseidon”. Następnie demonstracja kreatywności obecnego składu, czyli nowości w postaci ‘Meltdown’ otoczonego przez dwie instrumentalne części ‘Radical Action’. Są to świetne kompozycje spinające całą twórczość Crimson – zarówno z lat 70-tych, okresu z Belewem, jak i tego najnowszego. Druga odsłona występu trwała krócej, bo około 40 minut i zakończyły ją ‘Level Five’ oraz ‘Starless’, które po 45 latach wyrosło na „przebój” grupy z pięcioma milionami wyświetleń na YouTube.

Po krótkiej przerwie na bis ekipa Roberta Frippa pojawiła się na deskach imponującej sali krakowskiego ICE po raz trzeci, wykonując ‘Breathless’ (solowy utwór gitarzysty oryginalnie umieszczony na jego płycie „Exposure”), a także kolejne dwa klasyki z „In the Court of the Crimson King” – ‘Epitaph’ oraz ‘21st Century Schizoid Man’ z wplecioną solówką perkusyjną genialnego Gavina Harrisona.

Niektórzy, w tym sam David Singleton, twierdzą, że obecnie jesteśmy świadkami istnienia najlepszego składu King Crimson. Składu, który potrafi bezbłędnie zagrać utwory z całego, niezwykle bogatego katalogu obejmującego okres 50 lat tworzenia muzyki na najwyższym poziomie. Choć szkoda nieobecności Adriana Belew, który nie miał okazji sprawdzić się w tych utworach, trzeba przyznać Singletonowi rację. „Gorąca randka z King Crimson”, jak zapowiada przed koncertem z głośników Robert Fripp, jest jednym z największych przeżyć muzycznych, jakich można być świadkiem w obecnych (niepewnych) czasach.

King Crimson Setlist ICE Kraków Congress Centre, Kraków, Poland, Uncertain Times Tour 2018

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!