Enter Shikari: Relacja z koncertu w Proximie [08.12.2017]

0

Enter Shikari po raz pierwszy zobaczyłem we Wrocławiu w ramach 3-Majówki 2017. Byłem wtedy zaznajomiony jedynie z „The Mindsweep”, najnowszą – na tamtą chwilę – płytą Brytyjczyków. Występ przerósł moje najśmielsze oczekiwania i od tego momentu niecierpliwie czekałem na kolejną okazję do zobaczenia tego szalonego kwartetu. Przez następne 7 miesięcy sprawy obrały ciekawy kierunek, dzięki czemu we wrześniu przeprowadziłem wywiad z Rou i Rorym, żeby po chwili przedpremierowo zrecenzować piąty krążek studyjny – „The Spark”. Teraz zapraszam do lektury relacji w koncertu, który odbył się 8 grudnia 2017 roku w Proximie.

W roli supportu wystąpić miały Astroid Boys i Lower than Atlantis. Po powierzchownym zapoznaniu się z kilkoma kawałkami pierwszego zespołu, stwierdziłem, że zjawię się jedynie na koncercie tych drugich, o których już co nieco wcześniej słyszałem. Rapsy to jednak nie moje klimaty, a chciałem być w pełni sił na występ gwiazdy wieczoru. Jak na złość za podjęcie właśnie takiej decyzji wokalista Lower than Atlantis postanowił stracić głos, w wyniku czego ich występ został odwołany, a w zamian za to Astroid Boys dostali więcej czasu na rozgrzanie publiczności. Moje plany co do niezobaczenia ich nie uległy zmianie, tak więc relację z występu zespołów wspierających Enter Shikari mogę podsumować zdaniem: Astroid Boys byli zagrali, a Lower than Atlantis – nie.

Do Proximy wszedłem przy akompaniamencie ostatnich bitów lecących ze sceny, a kiedy już zostawiłem odzienie w szatni, musiałem poczekać, aż tłum opuści najbliższą strefę pod sceną, żeby w ogóle dostać się w okolicę stoiska z merchem. Ludzi było sporo. Na kilkanaście minut przed planowanym wejściem na scenę – po zainstalowaniu skromnych dekoracji – uruchomiona została (czy raczej uruchomiła się) The Spark Machine, towarzysząca Brytyjczykom na tej trasie. Rozpoczęło się odliczanie do startu.

Enter Shikari zaczęli od ‘The Sights’ (poprzedzonego krótkim ‘The Spark’), a w momencie, kiedy Rou zakomunikował: „You’ll never believe the sight, tonight” – zaczęła się zabawa. Tym razem muzycy nie wystroili się tak jak to czynili na pozostałych koncertach tej trasy, a wszelkie pytania, dlaczego złamali swój dress code, znalazły odpowiedź po kilkunastu sekundach, kiedy na sali zrobiło się piekielnie gorąco. Przed koncertem ciekaw byłem, jak fani przyjmą utwory z nowej płyty, która wywołała niemałe poruszenie złagodzeniem swojego brzemienia, ale ewentualne obawy okazały się niesłuszne w momencie, kiedy cała sala wtórowała Rou w refrenie („Oh! Oh! Oh! Oh!”).

Rou Reynolds zapowiedział, że podczas tej trasy zespół zaprezentuje publiczności utwory z całej dyskografii, i tak też się stało. Oczywiście najwięcej ich pochodziło z „The Spark”, ale miłośnicy starszych płyt nie mieli powodów do narzekań. Można nawet powiedzieć, że osoba zaznajomiona tylko z płytą „The Spark”, doznałaby delikatnego szoku podczas pierwszych 30-40 minut koncertu (‘Solidarity’, ‘Anything Can Happen in the Next Half Hour…’, ‘The Last Garrison’, ‘Radiate’, ‘Arguing with Thermometers’). Z kolei obawy o to, że łagodniejsze brzmienie nowej płyty wynikało z tego, że Rou planuje porzucenie brutalnych wokali, również okazały się niepotrzebne.

Po bardzo mocnej pierwszej części koncertu przyszła kolej na te lżejsze kompozycje. Bardzo ciepło zostały przyjęte ‘Undercover Agents’, w trakcie którego publika wtórowała w wyciu niczym wilki; solowe wykonanie ‘Airfield’, zadedykowane wszystkim tym, dla których mijający rok był wyjątkowo ciężki, zrobiło ogromne wrażenie; a nietypowe wykonanie ‘Adieu’ mogło zaskoczyć najbardziej oddanego fana Enter Shikari.

Po dosłownie chwili oddechu Brytyjczycy postanowili jeszcze raz rozruszać publiczność. Najpierw ‚Anaesthetist’ rozbujał,  8-minutowy zlepek utworów ‘Sorry, you’re not a winner’, ‘Sssnakepit’, ‘…Meltdown’ i ‘Antwerpen’ mocno wytelepał, a dzieła zniszczenia dopełnił ‘Zzzonked’. Na bis usłyszeliśmy ‘Redshift’ i ‘Live Outside’ (ten drugi nawet dwa razy, bo za pierwszym razem gitara Rory’ego nie była nastrona).

I tak końca dobiegł świetny koncert w wykonaniu Enter Shikari. Jedynym mankamentem okazało się nagłośnienie, które nie wytrzymywało tak intensywnej muzyki, przez co momentami słychać było trudny do zidentyfikowania jazgot. Do zalet klubu Proxima można przypisać jej industrialny wystrój i to, że artyści na scenie są dosłownie na wyciągnięcie ręki fanów z pierwszych rzędów. Klaustrofobicznie niski sufit tylko umacnia przekonanie o kameralności całego koncertu. Niestety samo widowisko straciło nieco w porównaniu z koncertami w innych miastach, ponieważ ze względu na małą przestrzeń za i na scenie Brytyjczycy nie mogli skorzystać ze wszystkich świateł i telebimów, które ze sobą wozili. Kiedy Enter Shikari odwiedzą Warszawę ponownie w przyszłym roku (potwierdzone info) – pod uwagę będzie brana Progresja i Palladium. Także ten, do zobaczenia!

Zdjęcia: Stanisław Wadas

1. ‚The Sights’
2. ‚Solidarity’
3. ‚Anything Can Happen in the Next Half Hour’
4. ‚Take my Country Back’
5. ‚The Last Garrison’
6. ‚Radiate’
7. ‚Undercover Agents’
8. ‚Arguing with Thermometers’
9. ‚Rabble Rouser’
10. ‚Airfield’
11. ‚Adieu’
12. ‚Anaesthetist’
13. ‚Sorry, You’re not a Winner/Sssnakepit/…Meltdown/Antwerpen’
14. ‚Zzzonked’
15. ‚Redshift’
16. ‚Live Outside’

Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.