Powoli przymierzamy się do przeprowadzki do Klubu Magnetofon. Tydzień po ostatnim No Reason To Live, w Łodzi odbyła się doskonała doomowo-stonerowa ceremonia. Perfekcyjnie dobrany line-up, całkiem niezłe, ale jeszcze nie idealne nagłośnienie i wygłodniała muzyki publika to przepis na koncert, który już w styczniu mogę zapisać w kajeciku pod hasłem „najlepsze koncerty 2018 roku”.

Muzyczna droga, którą wybrał otwieracz koncertu – Bantha Rider nie jest łatwa. Kapele instrumentalne na starcie mają trudniej i są docenianie rzadziej, niż te z charyzmatycznymi wokalistami. Chociaż zdaję sobie sprawę, że i od tej reguły są wyjątki, jak chociażby sukces Tides From Nebula czy Karma To Burn.  W przypadku Bantha Rider puste miejsce przy mikrofonie to jak najbardziej dobra decyzja. W tym składzie mniej znaczy więcej, a perkusja, dobrze wyeksponowany bas i gitara robią robotę lepiej, niż niejeden skład z rozbudowanym instrumentarium.

Gospodarze imprezy – Doomster Reich pokazali, że lokalna scena doommetalowa nie ma się czego wstydzić. Choć moje pierwsze spotkanie z zespołem pozostawiło po sobie spory niedosyt i konsternację, to za drugim podejściem weszli aż miło. Dokonań grupy wolę słuchać w naturalnym środowisku, wśród bujających się w psychodelicznym transie ludzi, niż w domowym zaciszu i zawsze pozostanie dla mnie kapelą, która ostatecznie odwiodła mnie od pomysłu spalenia wszystkich syntezatorów na ziemi. Ten wynalazek naprawdę może zrobić muzie dobrze, jak się go rozsądnie używa.

Za każdym razem gdy odpalam Dopelord, to nie wierzę, że można robić z muzyką tak doskonałe rzeczy. Na żywo, w domu, w pełnym słońcu na festiwalu czy w klimatycznym klubie – zawsze wypadają fantastycznie i nie mają konkurencji. Marszowy „Reptile Sun” to koncertowa petarda, a gdy wers „She’s addicted to black magick” wywrzeszczał zgodnie cały magnetofonowy tłum, wróciła mi nadzieja, że naprawdę zaczynamy odpowiednio doceniać kapele z naszego podwórka, zamiast wyglądać ciągle na zachód. A w klimacie doom/stoner w tej chwili będzie Wam trudno znaleźć coś lepszego. Twórczość Dopelord chociaż z płyty na płytę coraz bardziej różnorodna, jest określona i zdecydowana. Na koncertach muzyka broni się sama, bez zbędnych sztuczek, udziwnień i ceregieli. Jestem turbo fanką niskich dźwięków, ociężałego grania, a bas jest dla mnie królem instrumentów, dlatego gdy stoję pod sceną i czuję muzykę Dopelord pod żebrami, świat spoza unoszącego się wokół dymu, może dla mnie przestać istnieć.

Ponownie dzięki Łukaszowi Orłowskiemu, możecie obejrzeć świetne fotki z koncertu w Magnetofonie. Dzięki Łukasz! Jeśli Wam się podobają, odwiedźcie naszego fotografa na jego stronie internetowej lub Facebooku, tam znajdziecie więcej prac.

Bantha Rider

Doomster Reich

Dopelord

Udostępnij to

O autorze

Joanna Chojnacka (Choinek)

Mam uszy szeroko otwarte, jednak najczęściej dudni mi w nich muzyka ekstremalna. Nie wychodzę z domu bez książki i słuchawek, a wolny czas spędzam głównie na koncertach.