Dio Returns: Kochać czy nienawidzić? Relacja z koncertu w Progresji [9.12.2017]

0

I już po bólu. Najbardziej krytykowany koncert roku, czyli Dio Returns z hologramem Ronniego Jamesa Dio przeszedł do historii. Dał on wiele satysfakcji zarówno fanom, jak i hejterom, jednak od początku.

Dio Returns to inicjatywa, która wyszła od żony i menedżerki zmarłego wokalisty. Odziedziczyła ona możliwość zarządzania całą spuścizną artysty. Wendy przez wielu nazywana jest drugą Sharon Osbourne, jednak trzeba przyznać, że robi wiele, by pamięć o jej mężu wciąż była żywa. Wendy porozumiała się z firmą Eyellusion, która stworzyła hologram Ronniego. Został on zaprezentowany podczas zeszłorocznego festiwalu Wacken przed kilkudziesięciotysięczną publicznością. Zespołem wykonującym utwory jest Dio Disciples, który istnieje od paru lat i skupia byłych członków zespołu Dio – gitarzystę Craiga Goldy’ego, klawiszowca Scotta Warrena, perkusistę Simona Wrighta. Towarzyszą im basista Yngwiego Malmsteena Bjorn Englen oraz wokaliści Oni Logan z Lynch Mob i Tim ‘Ripper’ Owens. Sam zespół z powodzeniem koncertował już wcześniej, jednak idea hologramu zepchnęła ich na drugi plan, a cała dyskusja skupiła się na tej kontrowersyjnej technicznej nowince. A szkoda, bo muzycy wykonują świetną robotę grając utwory nie tylko z repertuaru Dio, ale także Black Sabbath i Rainbow.

Scream Maker w Progresji #screammaker #dio #dioreturns #tour #rock #rocknroll #metal #music #gig #concert #live #warsaw

A post shared by DeathMagnetic (@deathmagnetic.pl) on

Jako pierwsza na scenie warszawskiej Progresji pojawiła się inna grupa ściśle związana z Dio, choć osobiście nigdy nie miała z nim styczności – Scream Maker. Warszawski zespół od lat organizuje coroczne koncerty poświęcone pamięci wokalisty, które mają już swoją wierną publiczność. Tym razem mieli okazję zaprezentować się bezpośrednio przed muzykami ukochanego zespołu i trzeba przyznać, że zdali egzamin. Był on tym trudniejszy, że pierwszy koncert grał perkusista Tomasz Sobieszek. Po ich występie dało się usłyszeć skandowanie „Scream Maker”, co oznacza, że przekonali do siebie już całkiem licznie zebranych słuchaczy.

Na drugi ogień poszła legenda polskiej sceny metalowej, czyli CETI Grzegorza Kupczyka. Jak zwykle dali oni profesjonalny show prezentując mieszankę rozpędzonego metalu i rockandrollowego luzu. Pisałem o tym już przy okazji supportu przed Judas Priest, ale powtórzę jeszcze raz, że Kupczyk zebrał naprawdę doskonały skład, który jest idealną mieszanką entuzjazmu młodości i scenicznego doświadczenia. Basista Tommy Targosz jak dla mnie mógłby grać w dowolnym zespole na świecie – jego pewność siebie, umiejętności i prezencja robią wrażenie. Sam wokalista wciąż jest w dobrej formie i jak wulkan energii przetacza się przez scenę niestrudzenie zachęcając publiczność do aktywnego brania udziału w koncercie.

Po dwóch udanych występach przyszła pora odpowiedzi na pytanie o hologram Dio – kochać czy nienawidzić? Niecierpliwe oczekiwanie zakończyły pierwsze dźwięki ‘Kill the King’, kiedy wraz z muzykami na scenie pojawiła się postać Ronniego Jamesa Dio. Niestety, niezbyt realistyczna – dziwnie wydłużona i wyglądająca raczej jak postać z gry z grafiką sprzed 10 lat. Efekt 3D także nie robił wrażenia. Ronnie został stworzony w pełni komputerowo – nie jest to jego osoba wycięta na przykład z jakiegoś koncertu, lecz postać jakby rodem z Simsów co najwyżej do niego podobna. Gdybyście pokombinowali w kreatorze, być może też udałoby się Wam takiego stworzyć. Na szczęście nie był on obecny cały czas. Pojawiał się jeszcze w ‘The Last in Line/Holy Diver’, ‘Heaven and Hell/Man on the Silver Mountain’ oraz na finał w ‘Rainbow in the Dark’. Oprócz tego wątpliwej jakości cudu techniki śpiewali także ‘żywi’ wokaliści. Zaczął ‘Ripper’ Owens swoim wykonaniem ‘The Mob Rules’. Z pewnością posiada on imponujący głos i długą listę współpracowników (Judas Priest, Malmsteen, Iced Earth oraz niezliczona ilość „tribute’ów”), ale jakoś u żadnego nie mógł dłużej zagrzać miejsca. Nie wiem dlaczego, ale jego osoba jakoś mnie nie przekonuje – zupełny brak charyzmy, chociaż wykonania poprawne. O wiele lepiej moim zdaniem tę muzykę czuł i zaprezentował się Oni Logan, który zmierzył się z kolejnym ‘I’ z niedocenianej płyty „Dehumanizer” nagranej przez Dio z Black Sabbath w 1992 roku. Album nie trafił w swój czas, kiedy to królował grunge, ale teraz uchodzi za klasyk z niezwykle surowym i bezkompromisowym brzmieniem.

Publiczność doskonale przyjęła zespół, a muzycy z kolei odetchnęli z ulgą. Myślę, że wobec wszechobecnej krytyki zszedł z nich stres i zarówno oni, jak i fani wiedzieli po co tego wieczoru zebrali się w Progresji – by świętować twórczość oraz postać jednego z największych wokalistów w historii metalu – Ronniego Jamesa Dio. Niestety, hologram nie spełnił oczekiwań i był chyba najgorszą częścią widowiska. Wobec tego nie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu puszczenie Dio z telebimu w paru utworach. Zaoszczędziłoby to kontrowersji, a do tego myślę, że sprzedaż biletów byłaby na podobnym poziomie lub nawet i lepsza. Wiele osób zostało zniechęconych ideą hologramu nie biorąc pod uwagę samych wykonań, którym przecież nie można nic zarzucić. Dla wyznawców Dio na pewno niezapomniany wieczór.

Dio Disciples Setlist Progresja, Warsaw, Poland 2017, Dio Returns

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!