Redakcja DeathMagnetic.pl o „Hardwired…To Self-Destruct”

1
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Podyskutujmy jeszcze trochę o nowych utworach i klipach na „Hardwired…To Self-Destruct”. Poniżej możecie przeczytać opinię naszych redaktorów, a pełną recenzję płyty znajdziecie tutaj. Zachęcamy również do wyrażenia swoich opinii w komentarzach. Dla leniwej części Czytelników przygotowaliśmy natomiast ankietę, gdzie można wskazać swoje TOP3 we wspomnianych wyżej kategoriach.

Rafał Stempień: Świat po raz kolejny opanowała Metallicomania – wszyscy o niej mówią, wszyscy udostępniają na Facebooku, wszyscy wymieniają przy okazji swoich faworytów i największe zawody pośród numerów z „Hardwired… To Self-Destruct”. A jak sprawa ma się w praktyce? Metallica udowodniła, że stać ją jeszcze na płytę zawierającą dobre utwory, które potrafią zapaść w pamięć i do których chce się wrócić. Album na pewno będzie pozytywnym zaskoczeniem dla osób, które od zespołu nie wymagały już niczego – doceniają jego osiągnięcia i nie liczą na kolejne kamienie milowe w dyskografii. Jeśli zaś ktoś wciąż żyje przeszłością i spodziewał się czegoś na miarę „Kill ‚Em All” czy „Master Of Puppets”, niech nawet nie sięga po ten krążek.
Ja, znajdując się w tej pierwszej grupie słuchaczy cieszę się, że po ośmiu latach w końcu doczekaliśmy się następcy „Death Magnetic” i liczę na to, że na następny album nie będziemy musieli czekać aż 8 lat. Jeśli kolejny krążek będzie zawierał takie numery jak „Spit Out The Bone”, „Halo On Fire” czy „Am I Savage?” to sięgnę po niego bez najmniejszego kręcenia nosem.
7,5/10

Piotr Wasilewski: „Hardwired” trafił mnie jak grom z jasnego nieba! Nie spodziewałem się, że tych czterech starszych Panów jest w stanie zagrać tak krótki i intensywny kawałek. Optymizm został niestety zgaszony kolejnymi singlami swoją strukturą przypominające utwory z „Death Magnetic”. Grzecznie czekając na oficjalną premierę specjalnie się nie nakręcałem na ten krążek… i wyszło mi to na dobre. Pomysł dwupłytowego albumu jest dla mnie zupełnie nietrafiony. Zamiast 80 minut muzyki, wolałbym o połowę mniej, ale z kawałkami zapadającymi w pamięci, takimi jak „Spit Out The Bone” i „Dream No More”. Życzyłbym sobie również by Lars odrobił prace domowe z ostatnich kilkunastu lat – jego gra wyraźnie poharatała me uszy. Metallica zrehabilitowała się odrobinę klipami – zostałem kupiony przez „ManUNkind” i hołd dla Lemmy’ego w „Murder One”. Oceny nie wystawiam, gdyż płytę stawiam na półce z sentymentu i nie potrafię porównać do innych premier AD 2016. Z ulubionymi krążkami Mety z lat 85-91 tym bardziej.

Joanna Chojnacka: Uprawianie dziennikarstwa i bycie psychofanem Metalliki od jakiegoś czasu jest trochę, jak donoszenie na rodzinę. Niby wiesz, że postępujesz słusznie, ale niesmak i wyrzuty sumienia pozostają. Dlatego ogromnie się cieszę, że dzisiaj z dumą mogę powiedzieć, że „Hardwired…” to bardzo dobry album. „Spit Out The Bone” mnie roztrzaskał na kawałki, „Halo On Fire” stanowi świetny zamiennik kolejnej części „Unforgiven,”, a „Moth Into Flame” to esencja tego co Meta robi najlepiej – tworzy dobre, metalowe numery, które wwiercają się w umysł mocniej niż Modern Talking i równie sprawnie radzą sobie jako radiowe hity. Tylko chłopy, po co Wam był ten cały „ManUNkind”? Okropny babol.

Jędrek Chałabis: Metallica dała radę. „Hardwired…” jest bardzo dobrym albumem, zawiera zarówno solidne kawałki jak i nieco słabsze. Do mojego top 3 należą ‚Spit Out The Bone’ (moim zdaniem najlepsze co nagrali od czasów „Czarnego Albumu”), ‚Now That We’re Dead’ i ‚Moth Into Flame’. Najmniej podobają mi się ‚ManUNkind’ i ‚Am I Savage?’. Na szczególną uwagę zasługuje świetny wokal Jamesa. Ogółem album oceniam na 8/10, spełnił on moje oczekiwania i czekam na kolejny!

Wojtek Siwik: Mnie ten hajpowóz pod tytułem ‚Nowa Metallica’ trochę ominął, bo gdy wychodziło ‚Death Magnetic’, ja za szczyt ciężaru uważałem ‚Paint it Black’ Stonesów, a teraz, gdy światło światło dzienne ujrzał ich najnowszy krążek, w moim sercu zbyt ciasno od hipsterskiego hardcore punka, aby gdzieś tam jeszcze wcisnąć nowe tracki od starych wyjadaczy. Niemniej jednak, z czystej ciekawości oraz ogromnego sentymentu odpaliłem nowy krążek…
‚Remember boy, that music is like love-making
Everybody loves a penised, but lenght must have a limit’
– jakże na miejscu brzmią te wersy piosenki legendarnego komika Tima Minchina w kontekście nowej płyty Mety. Zarzut ten wydaje się być najczęściej powtarzanym argumentem w dyskusjach na temat ‚Hardwired…’, ale nie ma co się dziwić. Refreny niewątpliwie niejeden stadion będą porywać do chóralnego darcia japy (‚Halo on Fire’), a riffy rozkręcać krwawe pogo (‚Spit out the Bone’ to jest taka sieka, że nie mam pytań…), ale po trzech kawałkach z nowego albumu początkowa podjarka przyzwoitymi ciosami znika przez te cholerne sesje masturbacji riffalno-solowej na patentach, które Meta sprzedawało już nam ćwierć wieku temu. Jako całość jest więc męcząco, ale wśród pojedynczych singli znajdziecie kilka naprawdę mocnych kos. Ze względu na sentyment 7/10.

Patryk Kowalski: Zgodnie z oczekiwaniami Metallica niepotrzebnie decydowała się na tak długie nagranie. Naprawdę pozytywnie zaskoczyły mnie ‘Moth In Flame’, ‘Atlas, Rise!’ czy ‘Dream No More’. Nie chodzi tu nawet o same riffy – zespół brzmi w tych kompozycjach naturalnie, świeżo, nie czuć nieco wymuszonego stylu jak na utworze (quasi) tytułowym. Niestety, album zawiera sporo przeciętnych pomysłów (większość drugiej płyty) oraz numery, które brzmiałyby dużo lepiej skrócone (‘Halo on Fire’). Ogółem jednak po przesłuchaniu „Hardwired… to Self-Destruct” zostają pozytywne wrażenia. Być może dlatego, że płyta, jako całość, brzmi autentycznie. Do plusów zaliczam też stylistyczny miszmasz, oparty na całej dotychczasowej dyskografii zespołu. Co ciekawe, spodobała mi się gra Larsa – wirtuozerii dalej nie ma, ale moim zdaniem podołał swojemu zadaniu. Szkoda tylko, że tym razem Kirkowi zabrakło inspiracji – solówki zapadają w pamięć niemal tak, jak te z „St. Anger”. Mimo to, dla mnie płyta zasłużyła na 7/10.

Aleksandra Tokarek: Duże zaskoczenie! Zgodnie z obietnicami mamy różnorodność, powiew świeżości, no i Metallica nadal brzmi jak Metallica. Na duży plus utwory „Halo on Fire” oraz „Dream no More’. Najsłabszy według mnie jest „Confusion”, lecz ciężko wybrać najlepszych i najgorszych, kiedy wszystkie utwory mają naprawdę świetne momenty. Wokal Jamesa i melodie powalają. Jednak powtarzanie niektórych motywów i męczące solówki sprawiły, że zamiast 10/10, cały album ma u mnie mocną ósemkę!

Karol Zaborowski: Metallica to zespół, który kompletnie się pogubił i biega teraz jak kurczak bez głowy, próbując odratować resztki dawnego uroku,a jednocześnie starając się dać do zrozumienia, że wszystko jest okej. Czasem z lepszym („Moth Into Flame”, „Spit out the Bone”) skutkiem, częściej jednak stoją w miejscu i rozpaczliwie zaklinają instrumenty, żeby wydobyły z siebie cokolwiek interesującego – a wychodzą z tego „Hardwired” czy „Confusion”. Wizualnie nie jest źle, większość klipów ogląda się w miarę przyjemnie (poza brzydkim „Dream No More” i tymi materiałami, gdzie widać po prostu dziadków w studio) ale cały czar pryska wraz z „ManUNkind” i najgorszym wideo w historii kapeli.

Michał Koch: No i stało się. Jest nowy album Metalliki. Świat się nie skończył, cywilizacje nie upadły. „Hardwired… To Self-Destruct” to bardzo nierówny materiał. Dostaliśmy miks różnych pomysłów, lepszych i gorszych, a do tego poszczególne utwory zostają zarżnięte swoją pseudo-progresywnością. Wyróżnia się ‘Moth Into Flame’ z fantastycznymi harmoniami, wymuszone, acz mogące przywołać tchnienie nostalgii ‘Spit Out The Bone’ i brudne ‘Now That We’re Dead’ („Load”, bitch!). Środkowa część to wielki ziew, chociaż momenty są: ‘Halo On Fire’ i ‘Dream No More’ (tutaj jednak są też nużące fragmenty). Hołd dla Lemmy’ego, czyli ‘Murder One’, nie jest tak tragiczny jak zapowiadały przecieki, a ‘Atlas, Rise!’ nawet daje radę. Przesłuchanie (kilkukrotne!) ‘Confusion’, ‘Am I Savage?’ i ‘Here Comes Revenge’ nie wzbudziło żadnych emocji (w przypadku tego ostatniego nie jest to do końca prawdą – pozostawił niesmak). Nad ‘ManUNkind’ nie będę się pastwił – od momentu, gdy zobaczyłem tytuł wiedziałem, że to będzie gniot. Na następny album nie czekam. Skończyli się.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Piotr Wasilewski

Księżyc milczy piotrek665

  • Już dawno żadna płyta Mety tak nie magnetyzowała fanów jak ta… Sporej ilości osób po prostu nie podchodzi, inni bronią muzy zawartej na Hardwired jak najlepszej w dorobku kapeli… Dzieje się, trudno, aby po 8 latach było inaczej…