Wykan: Recenzja płyty „Solace”

0

Jednym z pierwszych horrorów, który obejrzałam, był „Lęk”. „Dobra, ale co to ma do rzeczy?”- zapytacie. Otóż całkiem sporo. Angielski tytuł tego filmu to „Shrooms” i o grzybki też właśnie chodzi – grupa znajomych udaje się do lasu, aby poprzez halucynogeny być bliżej natury, co ma tragiczne skutki. To jednak, co okazało się zgubą bohaterów „Lęku”, staje się kartą przetargową na debiutanckiej EP-ce pochodzącego z Montrealu Wykan. Już okładka „Solace” wskazuje na koncept całego albumu, zajmujący się etnobotaniką i wykorzystaniem określonych grzybów czy roślin do rytuałów religijnych, co ma ukazać słuchaczowi, jak blisko obcować można z duchowością i światem nadprzyrodzonym.

I nie byłoby w tym na wskroś stonerowo brzmiącym koncepcie nic dziwnego, gdyby nie stylistyczna droga, którą zdecydowało się pójść Wykan. To kanadyjskie trio powstało w 2017 roku w wyjątkowo szczytnym celu, jakim jest łączenie stonera, psychodelii, bluesa i elementów black metalu. Ryzyko na zrobienie z siebie idioty – ogromne, poprzeczka postawiona równie wysoko, choć takie rozwiązania gatunkowe spotyka się coraz częściej. Mimo tych kamieni, które, jak mogłoby się zdawać, zespół sam wrzuca sobie w szprychy, „Solace” jest materiałem rozsądnie czerpiącym z międzygatunkowych inspiracji.

Na początku wyjaśnijmy ten pasujący jak kwiatek do kożucha black metal. Mamy z nim do czynienia głównie w wokalu, który dodatkowo podbija ciężar utrzymanej w stonerowym ślamazarnym i hipnotycznym klimacie warstwy instrumentalnej. Najbardziej charakterystyczny jest w tym przypadku ostatni na EP-ce „Wykan”. Rytualne intro, cięższa końcówka i krótkie wycieczki w stronę doom metalu czynią z tego długaśnego utworu chyba najbardziej udany na EP-ce i zbierający zarazem w pigułce wszystko, co w Wykan najlepsze. Black metalu w sensie stricte tutaj jednak nie znajdziemy. Nieco więcej zawiera go spokojniejsze „The Gathering”, zbierając tym samym cechy charakterystyczne dla post black metalu i mocniejszego shoegazu. Wokale w tych dwóch utworach również nie są jednoznacznie black metalowe, w „Lahppon Olmmos” przybierają nawet postać bardziej technicznych death-metalowych brzmień. Pierwszy utwór jest tym wybitnie stonerowym – sporo w nim melodii i instrumentalnych popisów, słychać też lekkie ciągoty Wykan do psychodelii.

Wykan to projekt bez wątpienia ciekawy, a umieszczone na „Solace” kompozycje, zręcznie balansujące między głównymi założeniami poszczególnych gatunków muzycznych, pikanterii dodają całości również black metalowe ciągoty Kanadyjczyków. Żaden z trzech utworów nie jest może kompozycyjnym majstersztykiem, słuchacz jednak nie cierpi szczególnie zapoznając się z materiałem grupy. Mimo potencjalnych niebezpieczeństw powtarzalności muzycznych motywów, Wykan stanęło na wysokości zadania, nagrywając materiał intrygujący, a przy tym wzbudzający ciekawość co do przyszłych postępowań zespołu. I choć momentami brzmienie Wykan można określić jako monotonne, wrażenie ogólne jest więcej niż dobre.

1. Lahppon Olmmos
2. The Gathering
3. Wykan

WYRO(C)K

64%
64%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    6,5
  • Brzmienie
    6,5
  • Repeat Mode
    6,5
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Alicja Sułkowska

Aspołeczna kulka nerwów. Łączy Satyricon z Falco, Mayhem z Wolfsheim i Darkthrone z Apocalyptiką. Ciągle ogląda te same filmy i słucha nowych płyt. Nie pogardzi dobrą książką historyczną i muzeum lotnictwa.