Vektor: Recenzja płyty „Terminal Redux”

0

Swojego czasu, na określenie szczególnie robiącego wrażenie zjawiska muzycznego, wymyślono takie określenie jak „wyjebane w kosmos”. Sformułowanie to, choć mocno kiczowate i raczej niezbyt ambitne, najtrafniej opisuje nowy krążek Vektora pt. „Terminal Redux”. Bo jakże inaczej opisać zlokalizowaną gdzieś na granicy obcych galaktyk, mocno zaawansowaną technicznie rzeź?

vektor-2016

Vektor to amerykańska kapela, która od początku działalności balansuje gdzieś na granicy technicznego death metalu, ambitnego thrashu, blackmetalowego mroku i niepokojącej melodyki. Ich największy komercyjny sukces, „Black Future” sprzed 7 lat, to album w niektórych kręgach kultowy, który zdobył uznanie zarówno zhipsterzałych poszukiwaczy muzycznych dziwactw, jak i fanów klasycznego łojenia, którzy w zespole odnajdywali nadzieję na odżycie nieco gubiącej już pomysły brutalnej wirtuozerii. Zespół wydaje się kontynuować obrany wcześniej kierunek i na najnowszym krążku dostajemy kontynuacje takiej stylistyki. David DiSanto swoim skrzeczącym, demonicznym krzykiem przywodzi na myśl Chucka Schuldinera z czasów „The Sound of Perseverance”, co zdecydowanie należy liczyć jako pochwałę. Zresztą, wpływy legendarnego Death słychać zarówno w opętańczo pędzących riffach, jak i samej budowie kompozycji. Nie jest to jednak w żadnym wypadku kopia, a raczej pewnego rodzaju kontynuowanie dziedzictwa złotych lat tech-deathu.

Co do warstwy instrumentalnej, to gitarowo tak kapitalnego albumu dawno nie słyszałem. Solówki mocno orbitują na granicy łamiącego palce technicznego pędu i wwiercających się w mózg ciarkogennych melodii. Ostatni raz z tak kosmicznym a zarazem brutalnym brzmieniem do czynienia mieliśmy chyba na „The Key” Nocturnusa. Perkusja równie mocarnie torpeduje podwójną stopę co zasypuje iskrzącym się gradem meteoroidalnych blastów. Galopująca dzikość i bezlitosne wyduszanie z tomów międzyplanetarnych przejść wspaniale dynamizuje nam całość i dodaje mnóstwo do tego agresywnego sznytu.

Największą zaletą „Terminal Redux” jest jednak coś, czego nie udało się osiągnąć setkom parających się takim akrobatycznym graniem kapel, które obracały się w podobnych klimatach. W ich kosmosie nie jest nudno. Sensacyjne pasaże dzikiego łojenia przywodzą na myśl raczej „Obcego” niż nieograniczoną pustkę i melancholijną ciszę. Sprawdza się jednak najlepiej jako całość i wyrywanie pojedynczych kawałków nieco mija się z celem. Nie oznacza to, że nie ma tu dobrych kawałków, ale całość po prostu się doskonale uzupełnia i wyrwane z kontekstu elementy nie żrą aż tak przyjemnie co rozpłynięcie się w całości dzieła. Tym bardziej, że swoistą klamrę dla całości stanowią tracki początkowy i końcowy, czyli ‚Charging the Void’ i ‚Recharging the Void’. A jakby kosmicznej atmosfery komuś było mało, całość wyprodukowana jest przejrzyście, przestrzennie i klarownie. Nic, tylko dać się wciągnąć.

„Terminal Redux” Vektora to już dziś pewniak w moim tegorocznym topie albumów. Brutalność, klimat, melodia, a to wszystko skompresowane do godzinnego soundtracku do wybijania kosmicznych bestii. Nie ma co się za długo rozpisywać, tego trzeba doświadczyć na własnej skórze. Dajcie się wciągnąć w tą popieprzoną jazdę bez trzymanki.

tumblr_o2g6xkbAmG1qzcx1po1_1280

01. Charging The Void
02. Cygnus Terminal
03. LCD (Liquid Crystal Disease)
04. Mountains Above The Sun
05. Ultimate Artificer
06. Pteropticon
07. Psychotropia
08. Pillars Of Sand
09. Collapse
10. Recharging The Void

Wyro(c)k

98%
98%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    10
  • Wokal
    10
  • Instrumentarium
    10
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (1 głosów)
    9.6
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.