Trivium: Recenzja płyty „The Sin and the Sentence”

0

Gdyby ktoś zaraz po premierze „Silence in the Snow” powiedział mi, że dwa lata później Trivium nagra jeden z najcięższych albumów, dorównujący brutalnością „Shogunowi” czy „In Waves”, to trudno byłoby mi w to uwierzyć. Gdyby ktoś powiedział mi, że Trivium wróci z przytupem; że „The Sin and the Sentence”, ósmy krążek w dorobku Amerykanów, przywróci mi nadszarpnięta wiarę we florydzki kwartet, to podszedłbym do tego stwierdzenia z dużym sceptycyzmem… Teraz, przesłuchawszy płytę kilkanaście razy, przekonałem się o tym na własnej skórze.
I uwierzyłem.

Na przełomie lipca i sierpnia, bez długiej akcji promocyjnej i zbędnego pompowania balonika, do sieci trafił pierwszy singiel – utwór tytułowy, zapowiadający nowe wydawnictwo. Odpaliłem go na telefonie, nawet nie fatygując się założeniem słuchawek, i to raczej z czystej ciekawości, aniżeli po niecierpliwym wyczekiwaniu. Krótko mówiąc, nie byłem gotowy na to, co mnie spotkało – wybuchową mieszankę ciężkiego brzmienia, czystego wokalu przeplatanego growlem Matta Heafy’ego (w końcu!), a do tego rozbudowaną strukturę ze zmianami tempa, w której nie zabrakło melodyjności i świetnych solówek. A rzeczy, które wyprawia za perkusją Alex Bent, nowy bębniarz Trivium, od razu wywołały lawinę komentarzy typu: „Czy perkusista ma na imię Denis? Bo niezły z niego Rozrabiaka”. W tym momencie balonik sam się napompował.

Przed datą premiery fani zostali uraczeni jeszcze dwoma singlami: ‚The Heart from your Hate’ i ‚Betrayer’. Pierwszy z nich, gdyby nie dziwne zwrotki, do których do tej pory nie potrafię się przekonać, można by uznać za przyzwoity, jeden z bardziej radiowych kawałków na płycie. ‚Betrayer’ to natomiast mój ulubiony utwór z „The Sin and the Sentence”. Tremolo otwierającego riffu równie dobrze mógłoby się znaleźć na płycie jakiegoś blackmetalowego zespołu, a blast beaty towarzyszącego temu motywowi, po solówce, wyznaczają moment kulminacyjny „Zdrajcy”, i u niejednego słuchacza wywołają banan na twarzy. Jest to dla mnie kompozycja kompletna, w której brutalne i melodyjne elementy wzajemnie się uzupełniają, a przejścia pomiędzy nimi to czysta poezja spod pałeczek Alexa Benta. Całość wieńczą melodyjne partie gitarowe, które do złudzenia przypominają styl pewnego brytyjskiego zespołu heavymetalowego o wdzięcznej nazwie średniowiecznego narzędzia tortut.

„The Sin and the Sentence”, mimo zróżnicowanej gamy utworów („slipknotowy” ‚Wretchedness Inside’ poprzedzający „nickelbackowy” ‚Endless Night’), brzmieniowo jest bardzo spójny – pod tym względem spokojnie może mierzyć się z „Shogunem”. Mimo to potrafi zaskoczyć nagłą zmianą tempa (zwolnienie po zabójczym intro w ‚Beyond Oblivion’ albo pojawiający się znikąd bangerowy riff w ‚Sever the Hand’). Odzwierciedla się to w wokalu Matta Heafy’ego, który po bardzo zachowawczym śpiewie w „Silence in the Snow” nagrał na najnowszej płycie wszystkie partie growlowane, czym do tej pory dzielił się z Corym Beaulieu. Z kolei czystym śpiewem atakuje zarówno bardzo wysokie jak na niego rejestry (‘Other Worlds’), żeby następnie uraczyć słuchacza dobrze znanym barytonem (‘The Beauty in the Sorrow’). Tego ostatniego niestety mało na płycie. Na deser mamy ponad 7-minutowy ‘The Revanchist’, który ze wszystkich utworów na krążku najbardziej pasuje stylistycznie do „Shoguna”, a zaraz po nim, na sam koniec, apokaliptyczny ‘Thrown into the Fire’, który kończy w którymś w kręgów piekła naszą podróż po ósmym krążku Trivium.

Trivium stworzył bezkompromisową płytę, która jednocześnie brzmi bardzo naturalnie. Wyraźnie słychać, że Amerykanie potrzebowali impulsu, którym okazał się nowy perkusista, żeby ponownie zagłębić się w mroczne i agresywne rewiry swojego procesu twórczego. Alex Bent swoją grą nie tyle uchylił okno wprowadzając do środka powiew świeżości, ale wręcz otworzył je na oścież uwalniając nowe pokłady energii innych członków Trivium. Jego partie nie są w żadnym momencie grane na siłę i nie jest to sztuka dla sztuki – gdzie potrzeba zwolnienia, tam ono jest; gdzie blast beaty mogłyby zaakcentować cięższy moment, tam są; gdzie przydałyby się kartofle, tam można zrobić z nich trzy kilo frytek. Konia z rzędem temu, kto znajdzie osobę chcącą powrotu Travisa Smitha do zespołu.

„The Sin and the Sentence” to kopalnia solidnych, świetnie brzmiących metalowych riffów, uzupełnianych basem Paola Gregoletto, który zdążył przyzwyczaić do tego, że jego ścieżki to dużo więcej niż jedynie akcentowanie gitar czy perkusji. Z każdym kolejnym odsłuchem wyłapuje się nowe smaczki, które sprawiają, że płyta zapewne szybko się nie znudzi. Śmiało można uznać ten album za spełnienie oczekiwań, narastających od chwili wypuszczenia pierwszego singla. Sam Corey Beaulieu w wywiadzie dla Ultimate-Guitar.com powiedział:

„Od dawna nie spotkaliśmy się z tak pozytywnymi reakcjami odnośnie nowej płyty. Wydaje mi się, że daliśmy ludziom to, czego chcieli”.

O tym i o kondycji zespołu na żywo będzie można przekonać się 25 marca 2018 roku w warszawskiej Progresji.

1. The Sin and the Sentence
2. Beyond Oblivion
3. Other Worlds
4. The Heart from your Hate
5. Betrayer
6. The Wretchedness Inside
7. Endless Night
8. Sever the Hand
9. Beauty in the Sorrow
10. The Revanchist
11. Thrown into the Fire

Wyro(c)k

80%
80%
2 minutes to midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Wokal
    8
  • Instrumentarium
    7.5
  • Brzmienie
    8.5
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    7
Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea’i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone „klasycznymi” kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.