Thunderwar: Recenzja EPki „Wolfpack”

0

Pod koniec 2016 roku ukazał się pierwszy longplay formacji Thunderwar, zatytułowany „Black Storm”. Warszawiacy zaprezentowali na nim dojrzałą propozycję death metalu, czerpiącą mocno ze szwedzkich pionierów tego gatunku. Nie można stwierdzić, że od tego czasu w obozie zespołu nie działo się nic ciekawego. Grupa rozstała się przede wszystkim ze swoim dotychczasowym perkusistą, Vitem Argasińskim, oraz zakończyła współpracę z wytwórnią Witching Hour na rzecz niemieckiego Lifeforce Records. Błędem byłby również brak wzmianki o zeszłorocznych dwóch koncertach u boku Mayhem (Warszawa i Katowice). Panowie doszli najwyraźniej do wniosku, że po kilku znaczących zdarzeniach w zespole przyszedł czas na nowe wydawnictwo, więc zaprosili do współpracy dobrze wszystkim znanego Pawła „Pavulona” Jaroszewicza i postanowili poszerzyć swoją dyskografię o EPkę „Wolfpack”.

Czy „Wolfpack” to kontynuacja stylu zaprezentowanego na „Black Strom”? I tak, i nie. Prościej byłoby napisać, że najnowsza płyta Thunderwar to połączenie ich pierwszego albumu studyjnego z debiutancką EPką „The Birth of Thunder”. Z jednej strony mamy więc klasyczne death metalowe granie z soczystymi riffami i charakterystycznym wokalem Madnessa (który w co drugiej zagranicznej recenzji porównywany jest do Johna Tardy’ego z Obituary), z drugiej zaś sporo melodii (szczególnie w solówkach) oraz klimatycznych wstawek, które były domeną wspomnianego już debiutu. Co ciekawe, Thunderwar potrafi do swoich kawałków wtrącać refreny wyjątkowo chwytliwe i zapadające w pamięć. Muzycy udowodnili to już w kawałku „New Messiah”, a teraz potwierdzają to w numerze tytułowym. Idę o zakład, że wielu osobom po przesłuchaniu „Wolfpack” zostały w głowie słowa:

Arised From The Ashes Of The Dying World
Ruthless And Proud Bastards Of War
We Live The Path Of Wolves, To Defend Our Territory
Sending Death! Sending Death! Everlasting Glory

Wspominając o klimatycznych wstawkach, miałem na myśli znakomity kawałek „Circle Of Runes”, który spokojnie mógłby pojawić się na „The Birth of Thunder”. Epicki, rozbudowany (najdłuższy numer na albumie), z cudownie brzmiącą gitarą na wstępie i chóralnie wyśpiewanym refrenem, od razu rzuca na myśl wpływy Bathory. Przy okazji Thunderwar po raz kolejny ujawnia tu duże inspiracje mitologią nordycką – fragment „He Who Lost His Eye For Wisdom And Force” to oczywiste nawiązanie do Odyna, który oddał swoje oko za nieskończoną mądrość. Jeśli ktoś chciałby teraz wyrzucić swoje żale o promowanie przez polskie zespoły mitologii nordyckiej, a pomijanie równie ciekawej mitologii słowiańskiej, to natychmiast staję w obronie Warszawiaków. Kawałek „Woodland Spirit”, numer z ostrym jak brzytwa riffem, będący moim faworytem z „Wolfpack”, jak sam tytuł wskazuje, mówi o Duchu Lasu… czyli o nikim innym jak o Leszym, postaci dobrze znanej fanom serii gry Wiedźmin. Posilę się w tym miejscu cytatem ze strony słownianskibestiariusz.pl, by wyjaśnić wszelkie wątpliwości:

Leszy: demon/duch opiekuńczy lasu, będący jego panem oraz władcą zwierząt w nim żyjących. W stosunku do ludzi jego zachowanie było zmienne, od neutralnego do wrogiego. Zależało to przede wszystkim od tego, jak traktowali oni las i stworzenia w nim żyjące.

W końcu padają w utworze słowa:

Leszy – I’m Your Slave
Soon This Swamp Will Be My Grave

Album zamyka cover utworu „The Winds They Called the Dungeon Shaker” z albumu „Dark Thrones and Black Flags” norweskiego Darkthrone. O ile wybór zespołu nie dziwi w jakiś szczególny sposób, tak dobór utworu jak najbardziej. Numer pochodzi bowiem z okresu, gdy Panowie Fenriz i Nocturno Culto postanowili zaprezentować bardzo różnie przez fanów ocenianą mieszankę black metalu i crust punku. Jak Thunderwar poradził sobie z tym utworem? Po prostu wykonał go po swojemu! Zagranie kawałka trochę mniej „wesoło” (jeśli w przypadku wykonania Darkthrone można w ogóle o tym mówić) i zastąpienie chórkami lekko tandetnie wyśpiewywany w oryginalnie refren było strzałem w dziesiątkę.

Czy warszawskiemu Thunderwar można wróżyć nagły wzrost popularności? Ciężko stwierdzić. Na pewno za zespołem stoi nowa wytwórnia, która w widoczny sposób mocniej wspiera zespół niż wcześniejszy label, czyli Witching Hour. Ciekawy jest również fakt, że grupa, mimo widocznych inspiracji death metalem ze Skandynawii, cieszy się większym uznaniem na zachodzie, gdzie nowe wydawnictwo doczekało się już całkiem pokaźnego zbioru recenzji, podczas gdy w Polsce na chwilę obecną naliczyłem aż jedną. Czy słusznie? W żadnym stopniu!

„Wolfpack” to death metal zagrany z precyzją, klasą i polotem godnym pionierów tego gatunku. EPka zawiera cztery autorskie kawałki, z których każdy trzyma wysoki poziom i jednocześnie prezentuje coś innego niż jego poprzednik. To kolejna zaleta Thunderwar – muzyka przez nich prezentowana nie jest jednowymiarowa, posiada bowiem wiele odsłon i szerokie inspiracje, przez co nie trudno o zaskoczenie u słuchacza. Różnorodność ta nie wpływa jednak na brak spójności w zespole, bo wszystko jest silnie zrzeszone przez charakterystyczne dla grupy zagrywki i brzmienie, które stanowi o oryginalności Thunderwar na polskiej, czy nawet światowej scenie. „Wolfpack” to pozycja obowiązkowa na półce każdego fana ciężkiego grania!

1. Wolfpack
2. Woodland Spirit
3. Circle Of Runes
4. Thunderer
5. The Winds They Called The Dungeon Shaker

Wyro(c)k

90%
90%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    8
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    10
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

Headbang motherfucker.