The Unity: Recenzja „The Unity”

0

Uwielbiam power metal, bez kitu. Z całym jego patosem, kiczem, pianiem wokalistów, niejednokrotnie beznadziejnymi teledyskami (patrz Rhapsody of Fire). Jest to gatunek do którego moje ręce same składają się do grania na niewidzialnych instrumentach (na których prawdopodobnie gram równie słabo jak na rzeczywistych). Toteż gdy do naszej redakcji dotarła płyta „The Unity” zespołu o tej samej nazwie, założonego przez muzyków Gamma Ray, nie mogłem odpuścić okazji zrecenzowania tej płyty.

Jeśli nazwa Gamma Ray wam nic nie mówi, polecam serdecznie na chwilę zatrzymać się w czytaniu i posłuchać tego.

The Unity to zespół założony przez perkusistę Michaela Ehré oraz gitarzystę Henjo Richtera w 2016 roku. Rok po założeniu, 5 maja, świat usłyszał ich pierwszy materiał – płytę „The Unity”. Płyta jest utrzymana w czysto power metalowym stylu.

Cytując samego siebie „Przepis na udany power metal nie jest trudny – melodyjne, szybkie gitary, solówki z kosmosu, Gatling podpięty pod perkusję, dobre symfoniczne elementy i charyzmatyczny wokal. Całość dopełniają utwory które skandować będzie cała publiczność.”. O ile na tej płycie nie znajdziemy orkiestralnych momentów (poza ostatnim kawałkiem w których służą za, dość słaby, wstęp) , to reszta działa jako tako tak jak powinna. Najbardziej charakterystycznym utworem z płyty na 100 % jest „Rise and Fall” który również jako pierwszy został zaprezentowany.

Teraz musicie na chwilę wziąć pod uwagę fakt że kolejne zdanie będzie bardzo, bardzo subiektywne. Nie odbierzcie mnie źle, uwielbiam heavy metal, ale czasem potrafi być cholernie nudny. To jest największa bolączka tej płyty. Niektóre kawałki nie… urywają, nudzą, jakby znalazły się tam na siłę. Największy zarzut mam wobec „Always Just You” i „The Wishing Well” – są wolne, często monotonne.Po zespole stworzonym przez muzyków Gamma Ray można oczekiwać o wiele więcej.

Dopinając kwestie techniczne – zero zarzutu. Wszystko gra, wybrzmiewa tak jak powinno. Gitary gniotą w odpowiednich miejscach, to samo perkusja. Na wielki plus należy zaliczyć wokal – Jan Manenti świetnie śpiewa, zarówno wysoko jak i niżej. Bardzo, bardzo dobry wybór, jestem przekonany że na żywo brzmi morderczo.

Problem z takimi płytami nie jest w tym że są słabe – wręcz przeciwnie, „The Unity” to kawał porządnego, power-heavy metalowego grania. Po prostu nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogłoby być o wiele, wiele lepiej. Jeszcze nie tak dawno piałem z zachwytu nad Lux Perpetuą, która 2017 postawiła wysoką poprzeczkę. Niestety, „The Unity” lekko ją trąca, ale raczej nie przeskakuje.

Podsumowując – kupcie płytę, jak najbardziej, nie są to zmarnowane pieniądze i warto jej posłuchać. Nie jest to strzał w 10, ale 7,5 jak najbardziej.

 

Wyro(c)k

7.4 2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie 7
  • Instrumentarium 8
  • Brzmienie 7
  • Wokal 8
  • REPEAT MODE 7
  • Oceny czytelników (1 głosów) 6.3
Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.