Testament: Recenzja albumu „Brotherhood of the Snake”

0

Wśród burz powstawało najnowsze dzieło amerykańskiej grupy thrash metalowej. Ciemne chmury kłębiły się nad zespołem długo przed planowaną premierą kolejnego albumu. Wiele obaw budziły słowa Chucka Billy’ego który przyznał, że płyta powstawała w atmosferze gniewu i frustracji.  Dodatkowo w świat poszła informacja, że za kompozycje odpowiada praktycznie sam lider zespołu, Eric Peterson. Reszta muzyków miała wejść do studia, kiedy materiał był już gotowy. Sam Alex Skolnick, muzyk któremu Testament w istotnej części zawdzięcza swój rozgłos przyznał, że miał znikomy wkład w kompozycje oraz dał do zrozumienia fanom, że na bardziej melodyczny styl, który prezentował na „Dark Roots of the Earth”, trzeba będzie poczekać przynajmniej do kolejnego nagrania. Ewentualną przyczynę problemów już więc znamy, ale czy „Brotherhood of the Snake” faktycznie ma jakieś poważne skazy? Infiltrujemy Bractwo Węża, a więc oto recenzja najnowszego dokonania amerykanów z Bay Area.

Pamiętacie może co się działo, kiedy już wcześniej zabrakło Skolnicka w tworzeniu kompozycji? Kierowany przez Petersona zespół szybko obrał niespodziewaną jak na swe czasy drogę. W latach 90. zespoły thrashowe łagodziły swój wizerunek, uciekając ze, zdawało się, tonącego statku jakim była kiedyś potężna scena fanów ostrego grania. Testament miał jednak inny pomysł. Dokonując paru ważnych zmian w składzie zaczął romansować z death metalem. Efektem były trzy albumy, z „The Gathering” na czele, płytą jakiej nikt nie miał prawa wymagać od zespołu z takim dorobkiem i po takich przejściach. Na „Brotherhood of the Snake” słyszymy właśnie echa tamtych lat. Z wszystkich płyt wydanych po powrocie do składu Alexa Skolnicka ta jest pierwszą, która tak otwarcie odnosi się do osiągnięć płyt nagranych bez niego.

Jak jednak ma się to do treści zawartej na najnowszym krążku Amerykanów? Porównania do „The Gathering” są zdecydowanie uzasadnione. Jest to najbrutalniejsza płyta Testamentu od roku 1999. Mimo skupienia większości pracy na osobie Erica Petersona riffy są pomysłowe, zrealizowane z polotem, zapewniające duże dawki energii na albumie. Wspierane przez potężną sekcję rytmiczną są silną podstawą pod głos Chucka Billy’ego, który wciąż starzeje się nie tracąc przy tym muzycznej formy. Już otwierający płytę utwór tytułowy obrazuje ciężar muzyki, z jaką przyszło nam się zmierzyć. ‘Stronghold’, czy dla przykładu ‘Centuries of Suffering’ to koncertowe killery i jestem pewien, że spotkają się z dobrym przyjęciem publiczności, jeśli tylko zespół zadecyduje się włączyć je w set listę. Każdy z utworów na „Brotherhood of the Snake” zawiera najmniej jeden riff, przy którym fani z zadowoleniem pokiwają (mniej lub bardziej intensywnie) głowami. Solówki od zawsze były istotnym atutem twórczości muzyków grupy, najnowszy krążek również nie stanowi wyjątku. Duet Peterson/Skolnick wciąż potrafi zapewnić słuchaczom przykuwające uwagę pojedynki gitarowe.

Z osobą Alexa Skolnicka powiązana jest jednak pewna skaza tego albumu. Choć bowiem autorstwo praktycznie ograniczone do Erica wniosło wiele siły w stworzone utwory, to negatywnie odbiło się na różnorodności. „Brotherhood of the Snake” jest płytą nie tyle spójną, co wręcz całkowicie jednolitą. Paleta barw muzyki ogranicza się do wariacji wściekłej czerwieni, czyli brutalnego riffowania. Brak udziału Alexa w tworzeniu jest bardzo odczuwalny, poza solówkami płyta brzmi jak nagranie z lat nieobecności owego gitarzysty w szeregach zespołu. Nie ma już tak melodycznych rozwiązań, nietypowych riffów, krótko mówiąc – zabrakło piętna jednego z ważniejszych członków grupy. W porównaniu do choćby poprzedniczki, „Dark Roots of the Earth”, dynamika klimatu na krążku jest istotnie zawężona.

Nie chciałbym, aby recenzja ta zniechęciła fanów Testamentu do albumu. To naprawdę udany krążek, życzę każdej grupie działającej od tylu lat takich wydawnictw. Dla tych, którzy na piedestał twórczości Amerykanów wynoszą ‘The Gathering’ być może będzie to najlepsze dokonanie zespołu odkąd wrócił do niego Skolnick. Oceniając wyrywko tę płytę z pewnością wystawiłbym jeszcze wyższą ocenę, jednak całościowo jest trochę monotonnie. Ciche konflikty, które pojawiły się wśród muzyków, na pewno nie pomogły w studiu. Nie wykorzystanie w pełni magii pary gitarzystów zakrawa na oburzające marnotrawstwo. Nie mnie oceniać, kto był winny w tej sytuacji. Pomimo tego efekt końcowy jest imponujący – to chyba tylko zasługa talentu i doświadczenia lidera zespołu. Niedosyt jednak zostaje, bo choć jest bardzo dobrze – mogło być chyba jeszcze lepiej.

Wyro(c)k

84%
84%
81-90 Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7.5
  • Instrumentarium
    8.5
  • Brzmienie
    9.5
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (9 głosów)
    8.6
Udostępnij to

O autorze

Patryk Kowalski